Drugi (czyli trzeci) numer VRECKLESS VRESTLERS!

    Znacie Vreckless Vrestlers? Pisaliśmy o tym komiksie już  TUTAJ. Dziś mamy dla Was sporo informacji na temat kolejnego zeszytu i – uwaga, uwaga – FIGUREK! Ciepło info. dostaliśmy od samego autora serii – Łukasza Kowalczuka. Więcej w rozwinięciu.
    Profesjonalna, międzywymiarowa liga wrestlingu, w której brak zasad jest jedyną obowiązującą regułą. To również komiks, którego odcinki są relacjami z walk – ukazuje sięzarówno na papierze jak i w formatach cyfrowych. Jest z grubsza pozbawiony dialogów – Vrestlerzy walczą, nie gadają!

  To hołd złożony popkulturze lat 80. i 90. – wrestlingowi, zabawkom, kreskówkom, historyjkom obrazkowym i grom. Rzeczom, które nadal sprawiają mi mnóstwo radości i zawsze będą wielką inspiracją.
   W pierwszych ćwierć-finałach miała miejsce prawdziwa rzeź. Vegan Cat i The Eye czekają na godnych przeciwników. Jak będzie teraz? Czy brutalna siła ustąpi technice i sprytowi?
  Uliczny gangster Spike Lee będzie musiał znaleźć sposób na jaszczurzego komandosa Sierżanta Reptiliona. Original Hippie Killerzmierzy się z córką samego Odyna – Barbaricą! Ponura przeszłość kontra jeszcze gorsza przyszłość, Ziemia kontra Walhalla. Ej, Wy w pierwszych rzędach! Lepiej uważajcie na krew bryzgającą z ringu!
  Papierowy #2 będzie miał premierę 8 sierpnia w Poznaniu na V. Międzynarodowym Festiwalu Kultury Komiksowej LIGATURA. Edycja cyfrowa ukaże się niedługo potem.
   We współpracy z berlińskim Goodleg Toys powstają figurki Vreckless Vrestlers. Pierwsza z nich miała pojawić się wraz z drugim numerem komiksu, ale niestety nie uda się jej przygotować w terminie. Figurki pojawią się wkrótce – nakłady będą limitowane a ceny wysokie!
Vreckless Vrestlers #2
A5 | 24 strony | 200 egzemplarzy | 10 zł
   Do każdego egzemplarza dołączone naklejki oraz łamigłówki dla mądrzejszych czytelników. Komiks dostępny u autora oraz w dobrych dystrybucjach.
Więcej informacji tu i tu.
KOMENTARZ REDAKCJI:
  Jako jeden z nielicznych miałem to szczęście i mogę się pochwalić, że widziałem już najnowszy zeszyt. Szczerze? Ta seria bawi mnie niemiłosiernie. Historia, którą prezentuje nam Łukasz Kowalczuk jest jak wycinek z wyobraźni młodego chłopca (dziś pewnie koło 30-tki), który po skończonym epizodzie ulubionego serialu wymyśla własne pojedynki. Ukochany robot, koniecznie megazord lub transformer,  musi mieć kolejnego przeciwnika. Przyznajcie to sami, jako dzieci wymyślaliście (lub dalej wymyślacie) przygody dla swoich ulubionych bohaterów bądź sami kreowaliście. Tak było, nie?
 Drugi (trzeci) zeszyt położył mnie na łopatki. Z całą pewnością jest najlepszy z tych, które do tej pory się ukazały. Obydwie walki wręcz ociekają absurdem i kiczem, ale co najważniejsze – potrafią zaskoczyć. Autor w niezwykle zręczny sposób łączy znane z popkultury motywy, jednocześnie umiejętnie używa krzywego zwierciadła. A te łamigłówki? Jak zajęcia w zerówce! Mówiąc krótko – zabawa na 102.
 Z racji sposobu wydania VV dużo traci, ale jeśli tylko doczekamy się wydania zbiorczego (najlepiej w większym formacie), to z całą pewnością trafi on na moją półkę. Warto pamiętać, że nakład zeszytów jest niewielki. Kto wie, może kiedyś to będzie rarytas? Komiks już przebił się za granicę. Jeśli dziś z utęsknieniem powracacie myślami do lat 80. i 90. sprawdźcie tę produkcję. Na kilka chwil poczujecie się młodziej.
Mariusz Basaj

śledź mnie – Tweeter

Share This: