Aquaman # 1

    Od dziesiątek lat na łamach komiksów pojawiają się kolejni bohaterowie. Niektórzy z nich, mimo że regularnie od bardzo dawna akcentują swoją obecność, nie potrafią zdobyć serc fanów. Za najlepszy przykład może posłużyć doskonale wszystkim znany, ale niezbyt lubiany Aquaman. Bohater, będący swoistą odpowiedzią DC na marvelowego Namora z biegiem czasu stał się pośmiewiskiem. Jego moce nie robiły na nikim wrażenia, brakowało mu też charakteru. Żadne dziecko nie chciało być Aquamanem. Po co rozmawiać z rybami? Wydawało się, że chwała króla Arthura przeminęła bezpowrotnie, ale to co przyniósł dla niego restart uniwersum można uznać niemalże za powrót króla!

     Zrestartowaną serię wziął w swoje łapki Geoff Johns, który w DC zdążył się już dawno temu zadomowić. Scenarzysta darował nam jako taki origin (chociaż wiele tu reminiscencji) i umiejscowił fabułę w czasie, kiedy Aquaman jest całkiem dobrze znany opinii publicznej. Ciągle ma jednak bardzo wiele sekretów, a najważniejszych nie zna nawet jego małżonka – Mera, która już od pierwszego zeszytu walczy z mężem ramię w ramię.
Problemy życia na powierzchni
    Arthur nie potrafi odnaleźć swojego miejsca w życiu. Ludzie najzwyczajniej w świecie go irytują, nie potrafią go zrozumieć. Dla wielu jest on zwykłym oszustem, opinia publiczna nie chce uwierzyć w Atlantydę. Jak w przypadku wielu bohaterów, część ludzi stara się go oczerniać. Tu wielkie dzięki dla scenarzysty, który standardowe żarty na temat tego bohatera przeniósł na łamy komiksu. Pojawiają się drwiny na temat rozmawiania z rybami, a z ust jednego z dziennikarzy pada pytanie jak to jest być Aquamanem, bohaterem który nie jest ulubieńcem nikogo?

     Podmorski władca, mimo swoich nadludzkich umiejętności, ma typowo ludzki problem – samotność. Poza Merą (która ma naprawdę fajny charakterek), nie ma zupełnie nikogo. Jego rozmyślania nad nieszczęśliwym życia zostają przerwane przez inwazję istot z najciemniejszych głębin oceanu. Dziesiątki ryboludzi o ogromnych zębiskach wychodzą z wody i atakują mieszkańców portowego miasta. Naprzeciw im staje oczywiście królewska para bohaterów. Wątek ten, rozpisany na kilka pierwszych zeszytów serii, tak naprawdę stanowi tylko solidne wprowadzenie do kolejnego, który kompletnie mnie oczarował i wprowadził w stan komiksowej euforii.
Kto zatopił Atlantydę?
     Czytelnik szybko odkrywa, że główny bohater nie jest wcale nieskazitelną postacią. Jego przeszłość skrywa wiele mrocznych tajemnic, a młodego Aquamana trudno było nazywać bohaterem. Wraz z siódmym zeszytem serii czytelnik dostaje na tacy epicką historię o potężnych artefaktach, zatopieniu Atlantydy i młodzieńczych latach morskiego herosa. To, co mi spodobało się najbardziej, to fakt, że Aquaman w przeszłości współpracował z bardzo ciekawą drużyną zwaną The Others. Obecnie skład jest w totalnej rozsypce, Black Manta ściga jego rozsianych po świecie członków i morduje, żeby okraść ich z niezwykłych artefaktów. Bohater musi odnaleźć dawnych towarzyszy broni i stawić czoła przeciwnikowi. Żeby było jeszcze ciekawiej, skład który towarzyszy Aquamanowi składa się z samych kompletnie nowych postaci, takich jak Prisoner-of-War, Vostok-X czy Operative. Bohaterowie są zróżnicowani, mocno charakterystyczni, wyposażeni w zestaw ciekawych umiejętności i co najważniejsze  pełni wad.

    Kapitalnemu scenariuszowi towarzyszy bardzo dobra kreska, za którą odpowiada Ivan Reis. Widać, że panowie doskonale się zrozumieli, a wykreowane przez nich nowe postacie szybko podbiją serca czytelników. Na pochwałę zasługują także rysunki przedstawiające podwodne stwory czy mityczne artefakty rodem z Atlantydy. Solidną robotę odwalił także kolorysta Rod Reis. Wystarczy popatrzeć na te skany.
Płyniemy do sklepów
    Po lekturze pierwszych trzynastu numerów serii, mogę powiedzieć tylko jedno: BRAĆ i to jak najszybciej. Niestety nie mamy jeszcze (i póki co się na to nie zanosi) polskiego wydania Aquamana, ale w tym przypadku warto sięgnąć po oryginalne. Komiks nie jest napisany specjalnie trudnym językiem, więc nie powinno być problemów z jego zrozumieniem. Za najlepszą rekomendację dla pracy Johnsa i spółki powinno posłużyć to, że Aquaman wreszcie da się lubić! Jak dla mnie jest to jeden z najlepszych tytułów z The New 52!
Mariusz

Share This:

  • Kadry, które pokazałeś faktycznie potwierdzają Twoje słowa dotyczące kreski. 🙂 Recenzja także świetna i znacznie przybliżyłeś mnie do kolejnej komiksowej postaci. 🙂
    Ja swoją przygodę z komiksami dopiero zaczynam, a właściwie niedawno zacząłem. Jestem szczęśliwym posiadaczem dwóch tomów WKKM i chcę więcej. 🙂
    Smuci mnie jedynie fakt, że przede mną miliony zeszytów, tomów, a kasy ciągle brak. 😀
    Bloga dodaję do obserwowanych. 😉

    Jeśli poświęcasz czas także książkom, to zapraszam do siebie http://zatraconywstronicach.blogspot.com/

    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  • Anonymous

    Aquaman wreszcie da się lubić bo wcześniej był słaby bo tak mówią Internety i The Big Bang Theory. 😀 No chyba, że autor czytał poprzednie serie… wtedy spoko chociaż ma WŁASNĄ opinie. 🙂

    • Zmartwię Cię. Nie oglądam TBBT, bo to głupi serial = /

      Pozdrawiam i życzę wesołych świąt,
      Autor