Biały Orzeł #6

     Szósty numer Białego Orła przyniósł za sobą kolejne zmiany w ekipie montującej tę serię. Tym razem za rysunki odpowiedzialna była Anna Helena Szymborska, a za kolory Alonso Espinoza. Duet graficzny miał całkowicie nowe poletko do popisu, bo Aleks Poniatowski wyfrunął tym razem z Warszawy.

     Aleks i Hudini wybrali się z wycieczką w Karkonosze. O urlopie – co wybitnie przeszkadza pomagierowi bohatera – mogą co najwyżej pomarzyć. W górach, w tajemniczych okolicznościach giną młode dziewczęta, a nasz polski heros nie może pozostawać obojętny wobec tego faktu. Na własną rękę szuka sam nie wie czego. SPOILER (lekki) Jak to w komiksach bywa, wcale nie musi długo się rozglądać. Na swojej drodze spotyka Dzikiego Górala, z którym ramię w ramię stawia czoła Leśnemu Lichu. Mamy więc kolejne nowe postacie w uniwersum, co bardzo mnie cieszy. Dziki Góral to chłop wielki jak stodoła, a wygląda jak skrzyżowanie Janosika z Thorem i gorylem. Sporo w nim polskości, bo ciągle marudzi i  ogóle straszny z niego mruk. Solidna postać, ale mnie szczerze mówiąc w żaden sposób nie urzekła. Inaczej sprawa ma się z Leśnym Lichem. Tu drodzy państwo – czapki z głów, bo autorzy odwalili kawał dobrej roboty, eksportując postać z legend na plansze komiksu. Demoniczna istota naprawdę dobrze wpisała się w historię. Tak na marginesie styl jego działań kojarzy mi się z tanim, mało strasznym horrorem. Cud, miód, malina!
    Dużo większy problem sprawia mi próba oceny części graficznej szóstej części przygód Orła. W porównaniu do poprzednich zeszytów, komiks wygląda zupełnie inaczej. Pierwsze numery charakteryzowały się ostrą, wyrazistą kreską i dużą ilości detali. Rysunki Anny Heleny Szymborskiej to zupełnie inna bajka. Odniosłem wrażenie jakby były tworzone tak troszkę w pośpiechu. Swoje – niestety bardzo drobne grosze dołożył kolorysta. Niektóre plansze są mało czytelne i jakby rozmazane, co mocno kontrastuje z poprzednimi zeszytami. Najbardziej boli mnie jednak brak detali. Wiele kadrów zupełnie pozbawione jest tła Rozumiem, że ściany, śnieg, pola, lasy i taka sceneria to nie jest dobre pole do popisu, ale pomarańczowo-brązowe tła przy scenach walki zupełnie mnie odrzucają. Nową oprawę graficzną ratuje jednak kilka rzeczy. Przezabawnie wyglądają miny, jakie stroi Aleks. Wygląda czasem tak głupkowato, że aż uroczo. Nie wiem czemu, ale o ile wcześniej Orzeł kojarzył mi się z Guardianem z Alpha Flight, tak w tym numerze przypomina mi Spider-Mana. Pewnie z powodu podobnego poczucia humoru. Bardzo solidnie wygląda też Licho (chociaż na jednym kadrze jest niepodobny sam do siebie), ale najbardziej spodobała mi się scena halucynacji Aleksa (nie licząc paskudnych, wybałuszonych niebieskich oczu). Złośliwi powiedzą, że to przez piersi Alicji. Ale nie. Chociaż może troszkę.
     Szósta część przygód Orła jest najzwyczajniej mówiąc inna niż poprzednie. Ci, którzy przyzwyczaili się do kreski z wcześniejszych numerów, mogą przeżyć lekki szok. Nie mniej jednak mówienie o niewypale czy nietrafionym pomyśle byłoby wielkim nadużyciem. Ciekawi mnie, jak poradziłaby sobie Anna z Orłem w miejskiej, typowej dla niego przestrzeni. Po komiks wydawnictwa Wizuale jak zawsze warto sięgnąć, zwłaszcza jeśli ciągle tęsknicie za polskimi bohaterami.
Mariusz

Share This: