Crossed – Vol 4

    O serii Crossed słyszałem bardzo wiele, najczęściej były to głosy zniesmaczenia, pogardy i jęki zawodu, ale spośród wielu wypowiedzi i recenzji da się wyłowić kilka dających nadzieje na ciekawą lekturę. Jak to w końcu jest z jedną z najbardziej brutalnych i krwawych serii komiksowych przekonałem się na własnej skórze. W ramach comiesięcznej dostawy komiksów do recenzji od GeekZone poprosiłem o jakikolwiek album Crossed. Po kilku dniach dotarł do mnie świeżutki Crossed Volume 4. Piękna ilustracja i nazwiska autorów na okładce zachęcają aby zajrzeć do środka, lecz niestety jest to pułapka, bo wymagający czytelnik nie znajdzie w środku prawie nic co mogłoby go zadowolić. Nooo, może poza polotem z jakim mordowani są bohaterowie i groteską kadrów Pana Jacena Burrowsa.  Więcej o tym już za chwile.

     Jak pisałem akapit wyżej, o Crossed słyszałem bardzo wiele lecz osobiście nie miałem do tej pory do czynienia z tym komiksem. Czytając niektóre recenzje tej serii miałem wrażenie, że coś jest nie tak, bo to w końcu Garth Ennis, ten sam, który napisał świetną historię „Fury – My war gone by”, którą ostatnio dla Was recenzowałem, to również ten sam Garth Ennis, który tworzył „Kaznodzieje”. Dlatego też z początku byłem nieufny opiniom jakie znalazłem w sieci, jakoby Crossed był komiksem o bezsensownej rzezi, bez przekazu czy też głębszej fabuły. Z tego powodu, nie znając serii od początku poprosiłem Karola o jakikolwiek album, chciałem przeprowadzić eksperyment i sprawdzić czy skoro według szerzących się opinii Crossed to seria bez głównej fabuły, to czy zaczynając od środkowego albumu będę w stanie coś zrozumieć. Przyznam, że liczyłem na to, że po kilkunastu stronach będę zmuszony przerwać i sięgnąć po poprzednie albumy. Przeliczyłem się, ale pozostawię to bez oceny bo komiks ten można potraktować jako serial, który osadzony jest w jednym świecie, ale osobne odcinki nie są powiązane ze sobą niczym poza tym właśnie światem.
     Podsumowując, Crossed to faktycznie seria, do której nie trzeba znać wątków z poprzednich albumów,
nie trzeba orientować się uniwersum ani nic z tych rzeczy, trzeba za to mieć mocne nerwy, odporny żołądek i dużą tolerancje na bezsensowną brutalną przemoc, prostą narrację i groteskowe dialogi. Bo o czym w ogóle jest Crossed? Żeby odpowiedzieć na to pytanie najłatwiej jest porównać ten komiks do komiksów, filmów i książek o zombie. Podobnie jak w przypadku historii o żywych trupach mamy tu do czynienia ze światową apokalipsą wywołaną nie wiadomo czym. Otóż z niewiadomych powodów na całym świecie zaczęli pojawiać się ludzie naznaczeni znakiem krwawego krzyża na twarzy, którzy są całkowicie pozbawieni moralnych hamulców, zadawanie bólu i cierpienia innym sprawia im chorą przyjemność a gwałty i kanibalizm to sposób na przetrwanie. Crossed jest więc pod tym względem bardzo podobne do „Walking dead”, opowiada o ludziach starających się przeżyć, jednak z taką różnicą, że u Kirkmana mamy możliwość zżycia się z bohaterami i często ich śmierć wywołuje u nas spore emocje. Ennis wyprał jednak ten komiks z podobnych emocji. Postacie są płytkie i trudno się z nimi w jakikolwiek sposób zżyć czy choćby je polubić. Niestety starania uwypuklenia zmian jakie według autora mogłyby zajść u ludzi, którzy starają się za wszelką cenę przeżyć również nie porywają. W albumie, który miałem okazję przeczytać można doszukać się co najmniej dwóch bardzo, ale to bardzo mocnych tego typu akcentów. Jednakże pierwszy wywołuje śmiech a drugi jest totalnie bezsensowny w świetle tego co później zrobiła ta sama postać.
    Żądza krwi, bezwzględna brutalność i przerażające realia świata, w którym przyszło żyć bohaterom niestety nie stanowią tutaj tła do wydarzeń a są całym sensem komiksu. Krótko mówiąc album, który przeczytałem (i myślę, że cała seria również) to zbiór dwóch historii o tym jak to ci, którym do tej pory udało się przeżyć powoli dołączają do naznaczonych krzyżem ludzkich maszynek do gwałcenia i zabijania. Prawdę mówiąc nie znalazłem w tym komiksie żadnych wartości poza kilkoma pomysłami na uśmiercenie graczy grach RPG, dlatego też myślę, że mój przydomek jaki nadałem temu albumowi bardzo dobrze pasuje: Ilustrowany poradnik młodego psychopaty.
     Na koniec warto wspomnieć o rysunkach. Jak już pisałem wcześniej komiksu nie
polecam osobom wrażliwym i o słabym żołądku, gnijące ludzkie ciała, wstrętna golizna, ociekające krwią ludzkie organy, gwałty, kanibalizm oraz ekskrementy to to co znajdziemy na prawie każdej planszy. Do tego na koniec albumu mamy piękny dodatek w postaci galerii ilustracji mogących stanowić idealne natchnienie dla niejednego psychopatycznego mordercy. Abstrahując jednak od treści ilustracji komiks możemy pochwalić za ich jakość, żywe (sic!) kolory, szczegółowe kadry (sic!) i wyrazista kreska stanowią bardzo ciekawe połączenie ze wspomnianą treścią rysunków. Czytając ten komiks czasami miałem wrażenie, że przeglądam katalog okładek płyt amerykańskiej kapeli death metalowej – Cannibal Corpse 😉

    Oczywiście nie muszę dodawać, że komiks przeznaczony jest wyłącznie dla dojrzałych (nie tylko dorosłych) czytelników, bo możecie mi wierzyć zawiera wszystko przed czym chcielibyście uchronić swoje pociechy – zoofilia, nekrofilia itd. itp.

Paweł

Dziękujemy sklepowi www.geekzone.com.pl za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Share This: