Profesor Bell

   Profesor Bell to postać nietuzinkowa.Widzieliście kiedyś lekarza-detektywa, który zna się (lub próbuje się znać) na wszystkim? Pewnie, że widzieliście. Ale takiego, który w dodatku swobodnie porusza się między światem żywych i umarłych, między rzeczywistością a płaszczyznami astralnymi, a ponadto rzuca na prawo i lewo ciętymi dowcipami, na pewno nie widzieliście. Nie mogliście zresztą zobaczyć, dopóki nie zajrzeliście do komiksu Profesor Bell autorstwa Joanna Sfara.

    O tym autorze było głośno w zeszłym roku, kiedy to ukazał się w naszym kraju komiks Kot Rabina – przez wielu uważany za najlepszy wydany w Polsce w 2013 roku. Przyznam szczerze, że jeszcze do niego nie zaglądałem – z prostej przyczyny: nie da się znaleźć czasu na wszystko. Jednak cały ten szum sprawił, że postanowiłem przyjrzeć się twórczości Sfara. Wynalazłem tego pana w Internecie, zobaczyłem co stworzył i zamarłem. Sam krótki opis I tomu Profesora Bella wystarczył żebym zamówił komiks u Karola z Geek Zone. Historia ekscentrycznego detektywa, który z grubsza (fizycznie) wygląda jak Sherlock Holmes? Pomyślałem, że to może być to – i się nie pomyliłem!
Sprawa dla profesora
   Pierwszy tom zawiera dwie z pięciu części o przygodach Bella: Dwugłowego Meksykanina i Lalki Jerozolimy. Obie stoją na tym samym wysokim poziomie. W pierwszej z nich Profesor zostaje zmuszony do zajęcia się sprawą tajemniczego człowieka – Piniona, który cierpi na niezwykłą przypadłość. Na czubku jego głowy znajduje się… druga, mniejsza głowa. Ta jak się okazuje ma nie lada temperament i spowoduje ogromne zamieszanie. W grę wchodzą morderstwa, duchy i idealnie dawkowana porcja groteskowego humoru. W drugiej historii akcja nabiera jeszcze większego tempa. Profesor, wraz z przedstawicielami trzech religii z Jerozolimy staje w obliczu końca świata. Tylko ich wspólne działania, mimo pozornie rozbieżnych interesów mogą pozwolić im na uchronienie Ziemi przed diabelskimi mocami.
Jak młody pelikan
   Autor w bardzo inteligentny sposób operuje różnymi motywami: sięga do znanych tematów z religii i kultury i łączy je w niezwykle przyjemną mozaikę.  Wystarczy tylko kilka chwil, aby czytelnik dał się wciągnąć w ten pokręcony świat, w którym przychodzi działać głównemu bohaterowi. Kapitalnemu scenariuszowi towarzyszy solidna kreska i ciekawe kolory – chociaż widać tu lekką niekonsekwencję. Czasami Profesor jest niepodobny sam do siebie, ale ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Nie mogę pozbyć się też myśli, że niektóre kadry wyglądają jak u Tim’a Sale’a – co jednak nie jest żadnym problemem.
Nie ma świata bez wad
   Profesor Bell nie jest pozbawiony wad, ale te leżą jednak po stronie wydawniczej. Przede wszystkim cena tego albumu jest niezbyt atrakcyjna dla portfela. To kapitalny komiks, ale 69 zł za komiks złożony 96 planszy to trochę drogo. Na pewno wpływa na to twarda okładka, ale mimo wszystko te 10 zł mniej zrobiłoby sporą różnicę. Sam, mimo że się zachwycam tym komiksem zastanawiałem się dobry tydzień, czy zostawić go sobie na stałe. Fascynacja wygrała z pieniędzmi.
  Trudno też nie wspomnieć ani słowem o czcionce użytej w tym albumie. Wydawcy (Mroja Press / timof i cisi wspólnicy) chcieli ponoć zachować oryginalną, klimatyczną czcionkę, co miejscami skutkowało tym, że tekstu było zbyt dużo i stawał się on nieprzyjemny dla oka. To jednak tylko niewielka kropla goryczy w tym przepysznym trunku. Jeśli bawiliście się dobrze, czytając Sherlocka Holmesa czy Arsene’a Lupina, a jednocześnie jesteście otwarci na motywy ezoteryczne – to darujcie sobie inne wydatki, a kupcie Profesora Bella.
Mariusz
Dziękujemy sklepowi www.geekzone.com.pl za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Share This: