Fables # 7 – Arabian Nights (and days)

     Od zasady, że każda świetna seria ma też słabsze odcinki nie ma odstępstw. Każdy genialny serial, seria komiksowa czy nawet seria gier zawiera odcinki, które nie są złe, ale nie dorównują pozostałym odcinkom poziomem. Tak właśnie jest z siódmym komiksem Fables – Arabian Nights (and Days). Komiks, który bardzo ciężko byłoby mi ocenić jednoznacznie z wielu powodów.

     Abstrahując od poprzednich części, komiks ten oceniłbym, jako typowego średniaka. Nieporywająca fabuła opierająca się na jednym wątku, który raczej nie jest szczytem możliwości scenarzysty, nie wzbudza w czytelniku jakiś wyższych emocji ani zbytnio nie zaskakuje. Można nawet pokusić się o sformułowanie, że potencjał pomysłu został zmarnowany. Otóż w tym komiksie mamy do czynienia z bardzo ciekawym pomysłem, do Fabletown przyjeżdża delegacja postaci z arabskich baśni, z Sindbadem na czele. Starcie dwóch kultur powoduje dużo mocnych zgrzytów, co nie podoba się wszystkim z delegacji arabskich baśni. Dodatkowo okazuje się, że Sindbad przywiózł ze sobą bardzo potężną broń, lampę z Dżinem. Co zostało odczytane przez władze Fabletown prawie jak wypowiedzenie wojny. Nieunikniony konflikt w końcu wybucha, ale powiem szczerze, że wybuch ten najłatwiej porównać do jakiejś lichej petardy. Przyznam, że spodziewałem się większej eskalacji konfliktu i bardziej emocjonującej końcówki. Tymczasem historia urywa się bardzo szybko i kończy dość błahym podstępem. Na koniec w formie dodatku mamy dość nudną opowieść o drewnianym żołnierzyku, który zakochał się w drewnianej pielęgniarce (cieśli). Odwzajemniona miłość szuka ujścia i jakiejś formy fizycznego okazania uczuć, co nie jest łatwe kiedy jest się drewnianą marionetką. Oboje zakochanie postanawiają poszukać wyjścia z sytuacji. Do czego to prowadzi? Bardzo łatwo się domyśleć. Jedyne co mnie zaciekawiło w tym dodatku to sama końcówka, mam nadzieję, że motyw tych dwóch postaci zostanie jeszcze kiedyś wykorzystany.

     Jednakże tego komiksu nie mogę pozostawić bez odpowiedniego komentarza uwzględniającego ten album jako część większej całości jaką stanowi cała seria (a przynajmniej odcinki, które do tej pory przeczytałem). Kiedy porównuje ten album do pozostałych części nie mogę oprzeć się wrażeniu, że miał on na celu zwolnienie akcji aby w przyszłych częściach znowu mogła przyśpieszyć do galopu. Nie mogę powiedzieć, że przy lekturze tego odcinka się wynudziłem, co to, to nie, ale moje oczekiwania po ostatnim albumie zostały podkręcone do granic możliwości. Z niezmienną niecierpliwością czekam na chwilę wolnego czasu, żeby zabrać się do lektury ósmej części, która już czeka na mojej półce – Wolves.
Paweł

Share This: