Guardians of the Galaxy – wrażenia po filmie

     Komiksowymi strażnikami nigdy specjalnie nie zaprzątałem sobie głowy. Tzn. przeczytałem parę zeszytów i odpuściłem – nie można czytać wszystkiego. Kilka razy widziałem też ich gościnne występy, choćby ten jeden z ostatnich – w X-Men. Na film jednak postanowiłem się skusić. Raz, że w sumie i tak oglądam wszystko, co Disney regularnie wypuszcza. Dwa, że zwiastuny wyglądały naprawdę ciekawie. Chociaż nie ukrywam, że obawiałem się, że wszystko co dobre sprzedano właśnie w tych kilku trailerach. Na szczęście, myliłem się…
     Bo dawno się tak nie uśmiałem w filmie! Twórcy zaserwowali nam mocno podkoloryzowaną komedię sensacyjną w klimatach S-F. Tak właśnie, komedię! Strażnicy są jeszcze większą bandą pozytywnych poprawców niż mogłoby się to wydawać. Cięty, lekki i –  chwała bogom nie aż nazbyt – głupi humor serwowany jest tu widzowi co chwilę. Oczywiście pojawia się kilka trąconych dramatyzmem i / lub patosem scen, ale w takich momentach Rocket gasi wszystko. Zresztą nie tylko on. Ciętą ripostę opanowali wszyscy (nawet Groot!), chociaż każdy na swój własny sposób.

   Widz dostaje piątkę zupełnie różnych bohaterów, których łączy jedno – lekka głupota, beztroska i wielkie serce! W teorii dowiadujemy się, że ich życie nigdy nie było usłane różami, w praktyce – widzimy ich jak robią jedną ogromną, kolorową rozwałkę. I bardzo dobrze. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że nie wiem kto mi się najbardziej podobał. Ze Star-Lordem poszedłbym na piwo, z Draxem na siłownię, z Rocketem i Grootem robić grandę na mieście, a z Gamorą… A zresztą : )

   Ogromne brawa należą się także specom od efektów specjalnych. Szop i Drewniak są świetnie animowani.Nawet nie muszą się odzywać, wystarczy spojrzeć na ich ruchy i miny, by bezgranicznie ich pokochać. Postanowiłem, że nie chcę mieć w życiu innego zwierzaka niż ten kosmiczny szop. Muszę takiego znaleźć! Natomiast jeśli chodzi o efekt 3D w filmie, to niestety nic w tej kwestii nie napiszę – bo pierwszy raz od dawna byłem na 2D. Niestety obsługa kina troszkę dała ciała, bo było odrobinkę za cicho. Szkoda, bo soundtrack to istna perełka. Awesome hits mix rządzi!
   Żeby nie było zbyt kolorowo, muszę się przyczepić kilku szczegółów. Fabuła miejscami kuleje i nie do końca jest sensowna. Ale nikt tu przecież nie szuka historii opartej na faktach. Ważne, że nie ma nadmiernej ilości dłużyzny, a akcja popycha akcję. Po drugie, nie podoba mi się sposób w jaki przedstawiono Nova Corps. Jeśli ktoś pamięta leciwego Richarda z New Warriors może poczuć się zaskoczony. Oczywiście bez tych zmian film w ogóle nie miałby większego sensu, ale nie można przejść wobec tego faktu obojętnie. Na pocieszenie zostaje fakt, że mają kapitalne statki kosmiczne! A jak już jesteśmy przy statkach, niektóre sceny wyglądały jak z nowej trylogii Star Wars – z tym, że były jeszcze bardziej kolorowe.
   Czy warto obejrzeć Strażników? Jasne! Dawno nie wydałem tak dobrze 20 zł. Jeśli po 12 godzinach pracy, znerwicowany i zmęczony idziesz do kina, a wychodząc z niego o północy cieszysz się jak małe dziecko i mówisz tylko o filmie, to jak możesz w ogóle sądzić, ze nie było warto? Polecam wszystkim: zarówno fanom komiksu, jak i tym którzy kojarzą superherosów tylko z ekranizacji. Po prostu – jestem zachwycony : )
Mariusz Basaj

śledź mnie – Tweeter

Share This: