Marvel Comics od początku – rok 1939

W uniwersum Marvela połapać się nie sposób. Ciągłe crossovery, restarty i retcony sprawy nie ułatwiają. Mimo to czasem można wyłowić małe części, które daje radę czytać bez znajomości setki innych zeszytów. Ale coraz częściej nachodziła mnie refleksja, że czytanie przypadkowych tytułów nie ma większego sensu. I że trzeba w końcu przedsięwziąć kroki, aby przeczytać wszystko po kolei. Od początku. W internecie aż roi się od list, które próbują odpowiedzieć na pytanie „od czego zacząć?”. Nie brakuje też komiksowych baz danych, że wymienię tylko comicbookdb.com. Ale jako że temat czytania wszystkich pozycji od Marvel Comics od samego początku nie jest mi obcy, pominąłem ten bałagan i zarejestrowałem się na …CMRO.

Take me to your leader

Jak każda grupa szaleńców, tak i ta ma swojego przywódcę i mentora. Dla CMRO jest nim Travis Starnes. Autor strony, targany wątpliwościami co i jak czytać, postanowił ogarnąć bajzel związany z linią czasową w Marvel Comics. Sama strona, jak i lista, ulega ciągłym zmianom i jest współtworzona przez innych użytkowników. Wszelkie wątpliwości można omówić na forum. Komiksy układane są w kolejności. W takiej, jakiej powinny być czytane, czyli nie koniecznie w takiej, jakiej trafiły na rynek. Uzyskując tym samym ciąg logiczno-skutkowy, oczywiście tam gdzie się da. Do wyboru jest kilka list. Można zacząć od Fantastic Four#1 korzystając z Main 616, albo zapoznać się ze światem alternatywnym z listą Ultimate. Natomiast tą najbardziej kompletną listą, sięgającą najdalej i zbierającą też tytuły na pograniczu uniwersum, jest lista Expanded. Poprzez użytkowanie strony wyczuć można ogrom informacji, jaki skupia (tak jest, strona muli), ale te chwile cierpliwości zostają szybko wynagrodzone. Klikając na Start at the beginning, przechodzimy do pierwszego numeru z listy. Zobaczyć można okładkę, jaki komiks jest następny, ale co najważniejsze i co jest największa bombą, strona nawiguje do miejsca, gdzie przeczytać można komiks online. Czasem są to skany, ale szybko okazuje się, że dalej nie da rady bez…

Marvel Unlimited

Takie dziwne czasy nastały, że coraz częściej spotykam się z sytuacją, w której nie płaci się już za konkretny towar. Płacę – wymagam. W ramach abonamentu uzyskuje się prawo do korzystania z konkretnej usługi. Jako przykład przytoczę chociażby płatności za rozmowy przez telefon – naliczanie sekundowe kontra darmowe połączenia. Czy też X-Box Gold – wersja pudełkowa versus subskrypcja na 3 darmowe gry w miesiąc (a tak btw, w tym miesiącu jest Forza 5). Marvel także postanowił skorzystać z tego modelu biznesowego. Otworzył stronę, na której znajduje się już prawie 20.000 wersji cyfrowych ich komiksów, a liczba rośnie. Tu zwolennicy papierowej wersji komiksów będą największymi malkontentami. Stracą wszelkie wartości dodane fizycznej kopii. Czym jednak bronią się wersje elektroniczne? Pierwsze primo – cena. Subskrypcje otworzyć można za 9,99$ na miesiąc, bądź z uwzględnieniem zniżki 69,99$ na rok. Co w przeliczeniu na złotówki daje 20-kilka złotych na miesiąc. A miesięcznie na komiksy wydaje się …ekhem. No. Po drugie primo – korzystać z dostępu można zarówno przez przeglądarkę, jak i korzystając z aplikacji mobilnej. Daje to możliwość zabrania komiksów w dowolne miejsce bez dodatkowego balastu. Im większa przekątna wyświetlacza, tym lepiej, choć na smartfonie też czytać daje radę. Po trzecie primo – ultimo – w te kilka kliknięć stajemy na samym początku, czyli w…

Marvel Comics #1

Co prawda to nie Marvel Comics #1 jest pierwszy na liście, ale i tak to tej pozycji należy się palma pierwszeństwa. To pierwsza pozycja Timely Comics (bo tak w 1939 roku nazywał się Marvel), w której przedstawieni zostali Human-Torch (ale nie ten znany z Fantastycznej Czwórki), Angel (także nie ten z X-men), oraz Sub-Mariner (akurat ten jeden jedyny). Samo wydawnictwo zaś działało już od kilku lat, a tym śmiałym posunięciem otworzyło dziejowy rozdział, jakim była Złota Era Komiksów w (jeszcze wtedy nie) Marvelu. Z dzisiejszego punktu widzenia komiks zestarzał się okrutnie. Najbardziej razi chyba narracja z zawziętością powtarzając i komentując to co się dzieje na kadrach. Same rysunki też najczęściej zamykają się w kratkach trzy kolumny na cztery rzędy. Natomiast to co mnie najbardziej zaskakuje, to że w historiach przedstawiani są bardziej antybohaterowie niż bohaterowie. Sub-mariner rusza na wojnę z ludźmi, Human Torch czyni w swoich działaniach więcej szkód niż pożytku, a Angel nie przebiera w walce z przestępczością, przy czym trup ścieli się dość gęsto. Przyznać muszę, że nie spodziewałem się takich zabiegów fabularnych, a przynajmniej nie łączyłbym ich ze Złotą Erą.

Marvels

Na koniec dodać muszę, że ten kultowy komiks doczekał się laurki od Kurta Busieka. Liczne odniesienia do Marvel Comics #1 znaleźć można w zeszytach #0 i na początku zeszytu #1 jego fenomenalnego komiksu Marvels, do którego niesamowite ilustracje stworzył Alex Ross. Z pozycji (zdaje się) zwyczajnego reportera przyjrzeć się możemy za równo Human Torchowi, jak i Sub-marinerowi. Tylko Angel niepostrzeżenie przemyka nad głowami ludźmi, skacząc po dachach w kilku kadrach. Zmiana perspektywy narracji nadała odpowiedni kolor dla ilustracji, po których zbiera się szczękę z podłogi.

Wracając jednak do 1939 roku i patrząc już poza Marvel Comics#1, buzuje mi w głowie pytanie, jak potoczyłyby się losy bohaterów, gdyby nie wybuch II Wojny Światowej. Okrucieństwo i skala tego ogólnoświatowego konfliktu zaznaczyła swoje piętno także na komiksach. Scenarzyści coraz częściej komentowali wydarzenia w Europie, co w latach 40-tych doprowadziło do pojawienia się … heh wiadomo kogo. Ale o tym już następnym razem.

Wilk

Share This: