Minionki 1. Banana! Recenzja

Mysia Straż to przepięknie wymalowana opowieść o walecznych myszach, przedstawiana w stylu fantasy, ukazywana jako legenda z czasów średniowiecznych. Nietypowy, kwadratowy format tego nagradzanego komiksu podkreśla charakter historii, od której wręcz pachnie lasem, pożółkłymi liśćmi, a między stronami wyczuć można chłód nadciągającej zimy. Do tej pory od Bum Projekt otrzymaliśmy tylko dwa z czterech tomów. Niestety, zanim ten mały wydawca będzie w stanie wydać ciąg dalszy Mysiej Straży, musi podkręcić sprzedażowe słupki. Cóż, takie realia, nie ma w tym nic zaskakującego, nie ma na co się obrażać. Z chęci pomocy chłopakom, sięgam po remedium budżetowe, czy też zło konieczne. Pierwszy komiks, w którym występują sympatyczne Minionki – Banana!

Minionki Banana

Miluchnych, żółtych sługusów poznaliśmy w 2010 roku w amerykańsko-francuskiej produkcji pod tytułem Jak ukraść księżyc. Rubaszne tłumaczenie, choć oddaje charakter filmu, nie przekazuje całej prawdy z oryginalnej nazwy, którą osobiście przełożyłbym raczej jako Podły ja. Sami tłumacze przy drugiej części już mieli sporo kłopotów. Postacią pierwszoplanową przedmiotowej animacji jest Gru, złoczyńca znany raczej z małych psot, ale planujący za to coś naprawdę wielkiego. Dla posępnie wyglądającego charakteru kontrastowo przedstawiana jest otaczająca go armia psotnych potworków. Żółte śmieszne buźki, dziwaczny język i wygląd wzbudzający uczucie sympatii.

Minionki Banana

Banana!

Sukces animacji jest oczywiście dużo głębiej niżeli zdefiniowane wyżej połączenie kolorów czarnego z żółtym. Piękno Despicable Me to scenariusz płynący dwutorowo, tak jak to zapoczątkował przed laty Shrek. Dzięki wykwintnemu zabiegowi dzieciaki oglądają nieco inny film niż ich rodzice, za to obie strony bawią się doskonale, choć śmieją się raczej w różnych momentach. Jak ukraść księżyc ma do zaoferowania wiele. Sporą dawkę humoru, ładne animacje oraz historię orbitującą wokół rodzinnych relacji. Niestety komiks Minionki – 1. Banana! zawiera tylko wycinek wspomnianego świata, na stronach nowej pozycji od Bum Komiks znajdziemy jedynie bandę żółtych sługusów. Czy to oznacza, że przez cały komiks będziemy się śmiać? No, niestety. Raczej nie.

Minionki Banana

Przyznaję, komiks o Minionkach przyjemnie się ogląda, ilustracje są przyjemne dla oka, niebiesko-żółta kolorystyka postaci została odpowiednio wykorzystana i wkomponowana w kolejne panele. Poza warstwą graficzną autorzy mają do zaoferowania niewiele. Gagi zaplanowane na jedną stronę nie są w stanie rozśmieszyć starszego czytelnika. Moje dzieciaki też raczej nie kręciły się na karuzeli śmiechu przy lekturze. Owszem, kilka razy uśmiechnęliśmy się, zwłaszcza gdy pojawiał się tytułowy banan. Wnioskować więc można, że docelowym targetem Minionków są dzieci do dziesiątego roku życia, zwłaszcza że Minionki – 1. Banana!  jest komiksem niemym. Poza kilkoma onomatopejami nie znajdziemy nic do poczytania. I to jest wielka szkoda dla tej pozycji, bo z lekką fabułą i śmiesznymi dialogami mogło być o wiele lepiej.

Zmarnowane pieniądze(?)

Czy to oznacza, że uważam wydane na komiks Minionki – 1 Banana! pieniądze za zmarnowane? Wręcz przeciwnie, potrzebowałem dość lekkiej lektury w gorące wakacyjne dni, choć może nie aż tak prostej. Największą frajdę sprawił mi i moim dzieciakom (dość paradoksalnie) spis treści. Duża, dwustronicowa ilustracja pokazuje wszystkie pomieszczenia twierdzy, w której spotkać można Minionki. Odnajdywanie kolejnych postaci i opis wydarzeń zadziałał na naszą wyobraźnię. Przede wszystkim, mam nadzieję, że sprzedaż tego komiksu pomoże wydawcy sprowadzić jak najszybciej Czarnego Topora. Polecam więc, kupujcie Minionki. Zwłaszcza jeśli znacie jakiegoś młodego amatora tych sympatycznych łobuziaków.

Sylwester

Share This: