Ms Marvel: Pokolenie czemu – recenzja

Ms Marvel wraca w drugim tomie, za sprawą scenarzystki G. Willow Wilson, rysowników Adriana Alphony i Jacoba Wyatta, no i oczywiście Wydawnictwa Egmont. Pytanie, które powinno się pojawić w tym momencie, to „czemu?”. Odpowiedź jest bardzo prosta. Komiks, którego bohaterką jest Kamala Khan, nastolatka z Jersey, to bardzo dobra pozycja, o niesamowitej zwiewności i młodzieńczym wigorze. Podpowiedź znajdziemy też na tylnej stronie okładki: „Kontynuacja serii uwielbianej przez czytelników i krytyków!”. Nie ma co, trzeba czym prędzej zajrzeć do środka!

Każde pokolenie ma własny czas

Dokładnie tak jak śpiewał zespół Kombi, każda rzecz pod niebem ma swą godzinę. Jedno przemija, by zostać zastąpionym przez następne. Czy to już czas, aby pomniki przeszłości, które zapomniały już czym były na początku, odeszły w zapomnienie? Z co raz większym politowaniem patrzę na Wolverine’a, który z barowego zabijaki stał się dyrektorem szkoły (?) Czy na Kapitana Flagę, który pod paskami i gwiazdami nosi ośmiornicę. Czy na Spidera, który już dawno nie jest żonaty. A, przepraszam. Nie jest nastolatkiem. Czy to już czas, aby starzy bohaterowie zostali zastąpieni nowymi, z Ms Marvel na czele? Pewnie nie, bo i rzesze fanów i wyniki sprzedaży na to nie pozwolą. Za to upływ czasu i wspomniana ewolucja postaci rozciąga uniwersum, w wyniku czego tworzy się miejsce na nowe. Takie, które obecna młodzież bardziej przyjmie za swoje. Podczas gdy Peter przyciągał uczniaków zafascynowanych mikroskopem, tak Kamala nie rozstaje się ze swoim smartfonem.

Ms Marvel – poszukiwania mentora

Po otrzymaniu mocy z tajemniczej mgły, młoda Khan szuka odpowiedzi. Przydałaby się także pomoc w rozpoczęciu i prowadzeniu kariery suporbohaterki. Cóż, gdyby dziewczyna obejrzała serial o S.H.I.E.L.D., to znalezienie odpowiedniego mentora byłoby o wiele krótsze. A tak, poszukiwania rozpoczynają się od danej za karę rozmowy z duchowym przewodnikiem. Przypomnijmy, Kamala jest (niezwykłą) muzułmanką uwielbiającą superbohaterów, oczywiście z Carol Danvers na czele. Szejk Abhullah zamiast spodziewanej pogadanki o Szatanie i o zgubnym wpływie chłopców, radzi jej znaleźć odpowiedniego nauczyciela. Ale kto to ma być? Cierpliwości, „jeśli uczeń jest gotowy, pojawia się…” Wolverine (!!!) Co się dziwić, gdyby w takiej chwili stanął przede mną Logan, sam bym zbierał szczękę z podłogi i sprawdzał suchość majtek. Stary wyjadacz po kilku epizodach orientuje się, że Ms. Marvel wcale nie jest mutantką. Medusa wkracza do akcji na prośbę rosomaka i wyznacza patrona dziewczyny. Partnerem i niesamowitym przyjacielem staje się Lockjaw, wielki pies ze zdolnościami teleportacji. Całość, jak można się domyślić, pływa w atmosferze ekscytacji i tempa młodzieńczej werwy, ale jak inaczej przeprowadzić poszukiwania, w których można się całkiem pogubić?

Wątki w drugim tomie są kontynuacją Niezwykłej, aż kusi aby zebrać całość w tomie OHC, jak to zostało zrobione u hamburgerów. Oszczędny dla kieszeni tryb wydawniczy, jaki wybrał Egmont, może i nie szarpie kieszeni, ale jest dużo mniej efektowny od powiększonego formatu z obwolutą. No ale dzięki temu zabiegowi można wydać więcej na inne pozycje, jak załączony wyżej dla porównania Hawkeye.

Portret bohatera

W trakcie opowieści klaruje się kim jest Kamala i jakie są jej moce. Od czystego naśladownictwa wynikającego z młodzieńczego uwielbienia do Carol Danvers, Ms Marvel zyskuje swoją tożsamość. I unikatowy wygląd. Znany z poprzedniego tomu Adrian Alphona i jego szczegółowa, z lekka niechlujna kreska, uzupełniany jest przez drugiego rysownika. Jacob Wyatt szkicuje początkowe zeszyty Pokolenia czemu, te z udziałem Logana. Zabieg, który wielkie M stosuje od dawna, bo mordercze terminy powodują, że trzeba gasić pożary i wrzucić na pokład dodatkowe siły. Osobiście żałuję, że Alphona nie wykonał szkiców dla całości. Oszczędna kreska Wyatta nie jest tak spektakularna, a i w połączeniu z kolorami Iana Herringa nie raduje aż tak bardzo. Adrianowi też chyba zrobiło się żal, że nie jest odpowiedzialny za całość i  tam gdzie mógł dał z siebie wszystko. Robią wrażenie zwłaszcza onomatopeje, które rozrywają kadry.

Cóż, zestarzałem się, jak każdy komiksowy fan ery TM-Semic, niemniej udało mi się zrozumieć pewną analogię. Oczywiście, że tęsknię do komiksów wydawanych za czasów mojej młodości, tak jak niektórzy wspominają czasy komuny (o zgrozo). Niemniej podstawą tej tęsknoty nie są realia, czy przedmioty, a sama młodość właśnie. A tą Pokolenie Czemu pachnie niczym sierpniowa dostawa od Egmontu. Ale o tym już w nadchodzących recenzjach na Czas na komiks.

Wilk

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Share This: