Noe – Za niegodziwość ludzi

    W marcu do kin trafi film Noe: Wybrany przez Boga z Russellem Crowe’m i Emmą Watson w rolach głównych. Od kilku miesięcy, dzięki wydawnictwu Sine Qua Non mamy na polskim rynku pierwszy tom serii komiksowej napisanej przez reżysera i scenarzystę filmu – Darrena Aronofsky’ego. Czy twórcy kultowego Requiem for a Dream udało się po raz kolejny zdobyć serca fanów?

Bohaterem komiksu Aronofsky’ego jest Noe. Tak ten biblijny, chociaż lekko mówiąc został on mocno podrasowany. To silny, dobrze umięśniony mężczyzna, którego twarz skrywa się pod falą długich włosów i gęstą brodą. Mimo, że wygląda jak typowy awanturnik, odcina się od przemocy i stara się żyć według zasad wiary. Mamy tu do czynienia z „mężczyzną z przeszłością”, który został wykluczony z barbarzyńskiej społeczności i w żaden sposób nie jest przez nią akceptowany. Nie znajdziemy w tej materii niestety nic nowego i oryginalnego. To typowa historia niepokornego bohatera, połączona z motywami ze Starego Testamentu, a raczej należałoby powiedzieć, że to próba wciągnięcia biblijnej postaci do popkultury. Noe próbuje być cool.
Znanego bohatera nawiedzają wizje wielkiego deszczu. Jako człowiek wielkiej wiary, odbiera je jako sygnał od Boga. Tak jak w oryginale najpierw próbuje on ostrzec lokalną ludność, a kiedy jego słowa do nich nie trafiają, stara się ocalić swoją rodzinę. W jego pracy pomogą mu znani z Biblii (aczkolwiek przedstawieni w komiksie w zupełnie odmienny sposób) giganci, którym przewodzi olbrzym Og. Założenia fabuły niewiele odbiegają od Pisma Świętego – to stara historia, włożona w nowe opakowanie. Darren Aronofsky i Ari Handel specjalnie się nie wysilili.
Piaskowe postapo
Świat, w jakim przychodzi żyć bohaterowi, wygląda jak typowo postapokaliptyczne pustkowie, zamieszkane przez odartych z zasad moralnych ludzi. Kolejne kadry przepełnione są śmiercią i piachem, co oczywiście ma za zadanie ukazanie powodów, dla których Pan zamierza ukarać tę krainę. Czasem aż trudno uwierzyć, że chodzi o planetę zamieszkaną przez ludzką rasę – niektóre obrazki pasowałyby wręcz do Gwiezdnych Wojen. Na szczególną uwagę zasługują olbrzymi, którzy niegdyś byli aniołami. Przyznam, że to oni robią najlepsze wrażenie w komiksie. Prawdopodobnie dlatego, że nie są zwyczajną kalką biblijnego oryginału.
Za oprawę graficzną tego albumu odpowiada Niko Henrichon (Lwy z Bagdadu), ale jeśli chodzi o efekt jego prac, to mam mieszane uczucia. Monotonia kolorów, która ma za zadanie budowanie wizerunku upadłego świata – męczy oczy. Ponadto trudno nie zauważyć dziwnego sposobu rysowania twarzy przez artystę. Wiele z nich wygląda nienaturalnie – wydłużone głowy czy wyjątkowo tępa mimika. Z drugiej strony niektóre kadry prezentują się naprawdę solidnie i sprawiają niezłe wrażenie. Zwłaszcza te przedstawiające budynki lub ich ruiny. Tych jednak nie ma w albumie zbyt wiele.
Noe: Za niegodziwość ludzi to komiks co najwyżej przeciętny. Czytelnikowi ciężko pozbyć się wrażenia, że jest to jedynie element kampanii promocyjnej kasowego filmu. Z czystym sercem mógłbym polecić go tylko pasjonatom i badaczom religii czy kulturoznawcom. Za te niespełna 40 zł znajdziemy wiele lepszych pozycji. Nawet najbardziej wytrwali i uważni czytelnicy nie znajdą tu choćby przebłysku geniuszu Darrena Aronofsky’ego.
Mariusz

Share This: