Pets (Mandioca) – recenzja

Pets

Pisząc tę recenzję, podśpiewuję sobie piosenkę z Akademii Pana Kleksa: Wy nie wiecie, a ja wiem. Jak rozmawiać trzeba z psem”. Bo i o pupili się tu rozchodzi. Co jak co, ale nie ma to jak spędzić czas, w towarzystwie swoich milusińskich. Pies merda ogonem i z wywieszonym jęzorem wita Cię od progu domu. Kot woli swoje ścieżki, ale nigdy nie powie Policji gdzie są narkotyki. W przeciwieństwie do psa. Kanarek wyśpiewuje swoje trele, uspokajając zszargane nerwy właściciela. Czy we wnętrzu udomowionych maskotek istnieje jeszcze żar dzikiej wolności? Czy jeszcze pamiętają zapach wiatru, przynoszący wiadomości z lasu? Martin Gimenez w swoim Pets wywleka prawdę o zwierzakach.

Pets

Udomowieni

W argentyńskiej wizji świata nadludzi z lupą szukać grzecznej interpretacji krzyżówek, znanych choćby ze świata Ziemia-616. Rosomak nie prowadzi szkoły, zza rogu nie wyskoczy wesoły pajączek, nie da się zawiesić oka na czarnej kotce, a skorpion nie dostaje w łapę od właściciela gazety. Jest brudno, jest wściekle, jest intensywnie. Z każdej strony emanuje dzikość, której nikt nie odważył się pokolorować. Po co, nie ma sensu. Tak jest lepiej, taka forma podkreśla brutalną treść Pets. Kształt mniejszego zeszytu A5  także gra na korzyść komiksu, zbijając gęste kreski w solidną masę, dającą czytelnikowi po pysku. Uzyskana w ten sposób pajęczyna mnogich detali powoduje zawrót głowy i współgra ze scenariuszem. Choć trzeba przyznać, że pośród dynamicznych stron, rozrywanych przez akcję, znajdują się też i skrętnie przemyślanie i zmyślnie zaprojektowane. Graficznie – petarda!

Z jak Zagadka

Niestety na scenariuszu lekko się zawiodłem. Po krótkiej przygrywce materializującej migawkę z pamięci bohatera, przechodzimy do mięsa. Lucio, zwany pod koniec komiksu Luciem, został porwany przez kosmitów. Po tajemniczych (znaczy się nie pokazanych) wydarzeniach wstąpił do armii. Teraz wraca. Po co? Nie wiadomo. Włóczy się bez celu po ulicach. Martin Gimenez zadbał o to, żeby czytelnik był tak samo zdezorientowany jak i sam Luc. Dodatkowo sprawę utrudniają dymki, porozrzucane po stronach bez żadnego ładu. W kilku momentach aż nie chciało mi się czytać co tam autor powpisywał. Przeczytałem. Później jeszcze wróciłem. Może informacje o co w tym chodzi tam są. Porozrzucane niczym puzzle. Niestety, poszukiwania były daremne. Nic nie znalazłem.

Pets

X-tinction

Pets przypomina mi bardzo X-menów. Tylko takich dużo bardziej brutalnych. Krew się leje, gdyby nie czarno-biała forma, to komiks by się zaczerwienił. Główny bohater to dla mnie wypisz wymaluj Wolverine. Zwłaszcza jak się przyjrzeć fryzurze. No i robi to, w czym jest dobry – czyli zabija. Ni z gruchy, ni z Pietruchy (patrz poprzedni akapit), pojawia się też Angel. A właściwie kilku. Kim, czy czym są i skąd przychodzą? Kolejne pytanie, na które w komiksie odpowiedzi brak. Mam cichą nadzieje, że Pets to tylko wstęp, a Wydawnictwo Mandioca wkrótce rozwinie temat. Aha, końcówka jest obiecująca i niezwykle intrygująca bo zahacza o symbolikę religijną. Co z  tego wyniknie? Liczę, że szybko się dowiemy.

Sylwester

Dziękuję Wydawnictwu Mandioca za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

Share This: