Spawn Origin Collection Book 2

     Spawn Origin Collection Book #2 – to drugi album z pięknie wydanej kolekcji, zawiera zeszyty Spawn #13-25 nad którymi poza ojcem tytułowego bohatera pracowały takie sławy komiksu jak Grant Morrison, Greg Capullo czy Marc Silvestri. Komiks stanowi w oczywisty sposób kontynuacje kolekcji oraz historii zawartej w Book #1, bez której znajomości raczej nie ma większego sensu lektura tego egzemplarza. Jednak dla wszystkich, którzy znają wydarzenia z zeszytów Spawn #1-12 jest to pozycja obowiązkowa.

W tym albumie znajdziemy ogromną różnorodność, od epickiej historii odgrywanej w średniowieczu, którą opowiada pierwszy przeciwnik Spawna – Violator, do trzymającej w napięciu akcji oraz intrygę godną filmu o Agencie 007. Pomimo tego, że nad zeszytami stanowiącymi skład tego albumu pracowała cała zgraja rysowników, scenarzystów i kolorystów to album w całości utrzymany jest w jednym stylu zarówno rysunków jaki i fabuły, nie odbiegającym od tego co czytelnicy zobaczyli w pierwszym tomie kolekcji. Oczywiście wyjątek stanowi wspomniana opowieść Violatora.

    Historia przedstawiona w tym tomie z początku wydaje się nieco chaotyczna nie trzymająca się jednego wątku, pierwszy zeszyt o tytule Flashback to druga część wątku, w którym główny bohater postanawia odnaleźć odpowiedzi na pewne dręczące go pytania, tu jednak zamiast odpowiedzi odnajduje ukojenie w zemście. Zeszyt #14 i #15 to już opowieść Violtora, która przenosi nas do średniowiecza. Jest to wizja walki demonicznego sługi z poprzednim Hellspawnem, podobny przerywnik występuje również w pierwszym tomie kolekcji więc to bardzo ciekawa kontynuacja podjętego tam wątku. Przyznam szczerze, że przeniesienie bohaterów do konwencji fantasy mi się spodobało, bardzo ciekawie to wygląda, a kadry przedstawiające Spawna w zbroi robią naprawdę ogromne wrażenie.
      Niestety pomimo, że całość komiksu prezentuje się naprawdę dobrze i spójnie stylistycznie to jednak ciężko doszukać się tu jakiejś jednej linii fabularnej łączącej wszystkie wydarzenia. Czytając ten komiks miałem wrażenie, że pewne wątki są wykorzystywane na siłę, tak jakby ktoś wpadł na pewien pomysł i uparł się na jego zrealizowanie. Mówię tu głównie o pojawieniu się Anti-Spawna, którego pojawienie się wrzucono w komiks trochę na wyrost. Powiecie, że w sumie stworzenie Anti-Spawna było uzasadnione zdaniem: „New orders from upstairs.”, ale ja tego nie kupuje. Od tak nagle Bóg przypomina sobie, że po ziemi chodzi Hellspawn i że trzeba go zatłuc.
      Kolejnym przykładem tego, że troszeczkę jednak to wszystko nie trzymało się kupy były kolejne dwa zeszyty „Showtime”, w których nie wiadomo skąd ani po co pojawia się Houdini, który uczy Spawna teorii magii i posługiwania się swoim epickim wdziankiem. Trochę to grubymi nićmi szyte ale spoko 😉
Wątek ukraińskich terrorystów był naprawdę fajny więc rekompensuje mi to marny pomysł z Houdinim.
   Na szczęście kolejne zeszyty to już powrót do głównej fabuły i wątku życia Ala Simmonsa, Wandy Blake i Terrego Fitzgeralda. Decyzje podejmowane przez Spawna, który swoje istnienie dotąd starał się trzymać w ukryciu przynoszą niespodziewane skutki. Nagle okazuje się, że wszystkie działania naszego bohatera zostały przypisane aktualnemu mężowi Wandy, Terremu. Spawn ściągnął przez to ogromne zagrożenie na swojego przyjaciela, ukochaną żonę i ich córkę ogromne zagrożenie. Terry z dnia na dzień został celem numer jeden dla policji Nowego Jorku, CIA, FBI i mafii. To się nazywa mieć przesrane 😉 Jak to wszystko się skończyło? Musicie zajrzeć do komiksu bo ja Wam nie zdradzę, uwierzcie mi, pomimo kilku wpadek, naprawdę warto. Chociażby dla takich kadrów jak ten:
Paweł

Share This: