Urban – Reguły gry

   Urban – Reguły gry to komiks do którego podchodziłem bez większego entuzjazmu, przed lekturą nie słyszałem o nim absolutnie nic, więc miał on u mnie czystą kartkę. Po przeczytaniu komiksu stwierdzam niestety, że poza ciekawymi rysunkami żadna pochwała nie została na niej zapisana. Urban to komiks „dzieła” Luc`a Brunschwing`a i Roberto Ricci`ego. Scenarzysta, Pan Brunschwing jest znanym we Francji pisarzem i autorem wielu publikacji, w naszym kraju jest jednak totalnie anonimowy. Urban to historia umiejscowiona w świecie science fiction, odrobine klimatem przypominającym świat Cyberpunka 2.0.2.0, na szczęście tylko odrobinę. Znajdziemy tu sztuczną inteligencje, latające pojazdy, cybernetyczne drony, zniszczone środowisko naturalne i upadek moralny społeczeństwa, krótko mówiąc wszystko to do czego dąży nasz świat.

   Głównym bohaterem opowieści jest Zach Buzz, młody człowiek z prowincji, który zainspirowany kreskówką z dzieciństwa postanawia wyjechać do Monplaisir, wielkiego miejskiego molocha, który pełni role swego rodzaju parku rozrywki. Pierwszym skojarzeniem jakie mi się nasunęło po przyjrzeniu się głównemu bohaterowi było… człowiek kciuk. Postać Zacha jest narysowana w bardzo charakterystyczny sposób, prawie nie ma on szyi. W późniejszych akapitach tekstu będę jeszcze rozwodził się nad rysunkami bo zasługują na pochwałę, ten jednak, jakże istotny detal, bardzo mnie zraził, choć idzie się przyzwyczaić.

     Wracając do głównego bohatera, muszę wspomnieć o jego charakterze, bowiem natknąłem się w tym komiksie na do dość niespotykany zabieg prezentacji pierwszoplanowej postaci. Po lekturze albumu nie wiemy o nim praktycznie nic, ale możemy go poznać jako młodego, skrytego i z wybujałą wyobraźnią chłopaka, który podążał za marzeniami. A już na pierwszy rzut oka widać, że mocno się rozczaruje konfrontacją swojego wyobrażenia pracy w policji z rzeczywistością. Zach zaraz po przyjeździe do Monplaisir razem z czytelnikiem dowiaduje się o pewnych zasadach obowiązujących wiecznie żywym mieście. Bardzo szybko okazuje się, że główny bohater trafił do brutalnego świata, w którym nikt nie będzie się nad nim litował, który rządzony jest przez napędzającą mamonę rozrywkę. Wyimaginowana wizja stróża prawa, którym pragnął zostać szybko zostaje zburzona i okazuje się, że Zach zostanie bardziej graczem, czy aktorem zamiast policjantem. O tym jednak polecam przekonać się samemu każdemu kto ma ochotę sięgnąć po ten album.
      Obiecałem kilka słów o rysunkach i obietnice spełniam. Kadry i artyzm plansz są tu bowiem największą (jeśli nie jedyną) zaletą. Bardzo szczegółowe, pełne detali, małych smaczków i licznych odniesień do pop kultury kadry oczarowują. Tło każdej sceny jest dopracowane w najmniejszym szczególe, co daje nam wrażenie przeglądania kadrów wyciętych z filmu. Bardzo cieszą również dające się zauważyć gdzieniegdzie zaimportowane postacie z innych komiksów. Na samej okładce znajdziemy między innymi Wonder Woman, Batmana i Aliena. Wszystko to składa się na graficzny majstersztyk, niestety… nie ratuje on w moich oczach całego komiksu.
    Subiektywnie oceniając ten album muszę szczerze wyznać, że pomimo kilku ciekawych pomysłów strasznie mnie on znudził, spodziewałem się jednak odrobiny wyrafinowanego Cyberpunka a dostałem coś co można porównać do legendy ludowej przedstawionej w latach 2058. Wszystko wydaje się dziać bardzo powoli, pomimo że komiks kończy się bardzo szybko. Najciekawszą postacią nie jest flegmatyczny główny bohater a jego lalka, która chyba pełni rolę jego anioła stróża. Komiks moim zdaniem jest również nieproporcjonalnie drogi. Jak na pierwszy album historii, który powinien zachęcić do kupna dalszych części, cena tego wydawnictwa w zestawieniu z moim zdaniem marną zawartością bardzo zniechęca. 38 zł za 52 strony komiksu w miękkiej okładce… jak dla mnie stanowczo za dużo.
Paweł

Share This: