WKKM 26 – Marvel Super Heros – Secret Wars

     Marvel Super Heros – Secret Wars. Po naszemu Superbohaterowie Marvela –Tajne wojny, to chyba pierwszy w historii komiksu crossover o tak wielkiej skali, oraz z pewnością pierwszy, który zaliczył tak ogromny sukces. Wielka Kolekcja Komiksów Marvela postanowiła wszystkim, którzy nie czytali tego komiksu dać okazję do zapoznania się z tym jakże ważnym elementem świata Marvela, a tym, którzy wiedzą o czym mowa przypomnieć tę historię i zaserwować ją w jak zawsze pięknym wydaniu od Mucha Comics. Jak dowiadujemy się z materiałów dodatkowych zamieszczonych na końcu tomiku, cała historia obejmująca najważniejszych superherosów i superzłoczyńców Marvela, zainspirowana była w głównej mierze listami od czytelników, listami pisanymi kredkami. Komiks powstał w 1984 roku na potrzeby promocji zabawek firmy Mattel serii „Marvel Super Heroes Secret Wars”, zabawki się sprzedawały a komiks zaliczył niespodziewany sukces, każdy zeszyt tej dwunastoczęściowej serii sprzedawał się w milionowych nakładach. W ramach dwudziestego szóstego  tomu Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela otrzymujemy pięknie wydane pierwsze sześć zeszytów tej serii. Dla tych, którzy jeszcze nie kupili/czytali tej historii postaram się przybliżyć kulisy sukcesu komiksu.

     Album zaczyna się od strony z gazety Daily Bugle, co mi osobiście bardzo się spodobało, stanowi to niemały smaczek, wyjaśnienie dlaczego między Avengersami nie ma np. Visiona i przedstawienie tego jak wielką skalę obejmują opisane dalej wydarzenia. Z nowojorskiego dziennika dowiadujemy się o tajemniczych zniknięciach największych sław spośród superbohaterskiej społeczności. W środku Central Parku pojawiła się „futurystyczna konstrukcja, kształtem przypominająca Stonehenge”, kiedy jakiś superbohater pojawia się w okolicy tej budowli znika bez śladu. Pomiędzy notkami o superbohaterach pojawia się również informacja o ucieczce więźniów posiadających „niezwykłe zdolności” z więzienia na Ryker`s Island. Wszystkie te zagadkowe zniknięcia są wyjaśnione już na następnych stronach, otóż okazuje się, że jakaś niezwykła, nieznana istota, która sama się nazwała Beyonder (ang. – przybysz z zewnątrz) wyłącznie dla swojego kaprysu sprowadziła superbohaterów i superłotrów na statki kosmiczne aby ich porwać. Owa nieznana istota posiada niezwykłą, iście boską (w sensie boską boską, nie boską taką jak Thor) siłę sprawczą. W jednej sekundzie zlepia nową planetę z części innych nieznanych światów, zawieszoną gdzieś w galaktyce, którą też samemu stworzył. Cała planeta ma służyć jako pole do wojny, którą ogłosił Beyonder, po lekturze pierwszych stron od razu zauważyłem pewne podobieństwo do igrzysk, ciekawe czy też spostrzegliście subtelne zbieżności.
      Czytając ten komiks przypomniałem sobie o pewnej złotej zasadzie wykorzystywanej w literaturze sience – fiction – „Nic nie wyjaśniaj”. I tak właśnie, nie ma żadnych wyjaśnień, skąd się wziął, kim jest, ani czego chce Beyonder. Troszkę się to kłóci z oldschoolowym stylem narracji i dialogów (często monologów), które pojawiają się tylko po to żeby czytelnik miał wszystko jasno wyłożone i nie musiał się niczego domyślać. Jak zwykle przy lekturze komiksu, który w oryginale był wydany dwie dekady temu i dalej, musiałem przestawić się na tor starodawnych komiksów.
       Cała historia miejscami jest całkiem ciekawa, lecz mnie mocno zraził brak balansu pomiędzy postaciami, wiadomo oczywiście, że Doktor Doom będzie się więcej udzielał niż np. Piledriver, jednak prawie całkowite wyłączenie z historii Nightcrawlera czy Lizarda (choć ten drugi pojawił się na moment pod koniec ostatniego zeszytu) troszkę mnie zawiodło. Reasumując cała historia opiera się na pomyśle rodem z gry Quake, od taki superbohaterski Team Deatchmatch, w który zręcznie wpleciono motyw tęsknoty i miłości. Jak na swoje czasy komiks innowacyjny i bardzo pomysłowy. Na pewno każdy kto lubi mnogość bohaterów będzie zachwycony, w komiksie mamy całą plejadę marvelowskich herosów i antyherosów: całą gromadę Avengersów, X-man, Spider-mana, Fantastyczną Czwórkę (bez Invisible Woman) Czarodziejkę, Ultrona, Absorbing Mana, Wreckera ze swoją bandą, Lizarda, Octopusa, Magneto, Doktora Dooma i gwiazdę wieczoru Galactusa. Krótko mówiąc sama śmietanka, leją się aż miło popatrzeć 😉
Wszystkich zachęcam.
Paweł

Share This: