Na Jedno Pub – recenzja komiksu Kalinowskiego i Śledzińskiego

„Na Jedno Pub” to wspólny komiks Karola Kalinowskiego i Michała Śledzińskiego. Właściwie wystarczyłoby jedno z tych nazwisk, aby nakłonić mnie do sięgnięcia po ten komiks, oba to już jest szaleństwo. Z dobrem można przedobrzyć, nawet jak ktoś częstuje czymś dobrym. Tym razem się tak nie dzieje, bo jazda jest od początku do końca, a wybuchów śmiechu tyle, co przy dobrym piwku.

Na Jedno Pub

Pierwsze piwko na rozluźnienie

Tematem przewodnim jest pub, czy właściwie jego bywalcy, czy jak to nazywają panowie w dodatkach: „umeblowanie”. Na początku jest nuda, bo „Na Jedno Pub” to strasznie nudna knajpa. I to z mocno nietrafioną nazwą, bo nikt na jedno piwko się wybiera. No i tam razem też na jednym się nie kończy, bo te liczone są razem z rozdziałami, a jest ich osiem. No i to chyba pierwszy raz, jak łapczywie wychyliłem aż osiem kolejek.

Usłyszałem o tym komiksie od Śledzia na którejś edycji Niech Żyje Komiks, no tak z pięć lat temu. Minęło tyle czasu, że zdążyłem o tym zapomnieć i przypomnieć sobie kilka razy. Zwłaszcza gdy na horyzoncie zdarzeń pojawiał się KRL, a to raczej rzadkie zjawisko. W głowie utkwił mi motyw burgerów z ludzkiego mięsa, kojarzący się z patologicznymi jazdami Popka, zwłaszcza z tym, co zrobił po skaryfikacji. No i rzeczywiście pojawia się ta sprawa i jest jednym z mocniejszych akcentów w tym albumie, ale jednak całości nie definiuje. To nie jest komiks o jadłodajni rodem z jakiegoś horroru od Stephena Kinga.

Drugie piwko dla towarzystwa

„Na Jedno Pub” rozkręca się, na początku zaprasza do siebie dość nieśmiało, bo wchodząc, myśli się o ucieczce z tej zaplutej knajpy, w której nic się nie dzieje. Wystarczy poczekać, aby coś zaczęło się dziać. To także kwestia czasu, aby poznać i polubić stałych bywalców. I tu panowie naprawdę szyją osobistościami, choć z zewnątrz wydaje się, że to zwykła grupka nieznajomych. Na bank to znacie. Polubiłem ich, najbardziej chyba uzależnionych od World of Warcraft nerdów, ale Panda też jest spoko. Największego normalsa, czyli Kamila, polubiłem na końcu, jak się okazało, że jest laurką do amerykańskiego superbohaterów.

„Na Jedno Pub” jest platformą do opowiadania historyjek. Długi blat temu sprzyja, tak samo jak i paski komiksowe. Nie wiem, czy to o to chodziło, ale to, że ten komiks rozegrany jest w poziomie, doskonale pasuje do klimatu. I słuchajcie, co tu się wyprawia w tej zakurzonej knajpie. Od chytrego planu, jak przyciągnąć publiczność walkami, po działanie w bardziej tradycyjny sposób, no bo przecież wystarczy mieć dobre piwo. Z tym że tajemnica smaku w tym przypadku jest dość obrzydliwa. No i aż po bombową końcówkę.

Trzecie piwko do klejącej się rozmowy

Warto czytać uważnie, bo dialogi napakowane są przenajróżniejszymi elementami. Od komiksowych czy popkulturowych nawiązań, co w sumie nie dziwi. Kamil, ten niby zwykły gość, pisze poezję, no powiedzmy, że taką sobie, co jest skomentowane w kapitalny sposób. „Problem z poezją jest taki, że jest poezją”. No przecież! Zdarza się, że wpada komentarz, czy to do budowy autostrad polskich, czy do zwyczajów polskich ekip budowlanych. Wybuchałem co chwilę śmiechem, ale przysięgam, że nie piłem ani piwka, ani tym bardziej koniaczku. Stroniłem i już chyba na zawsze będę unikał hamburgerów.

Prawda o takich miejscach jest dość smutna, z knajpami mam raczej krótki epizod i zawsze topiłem się w nich w klimacie zakłamania i ucieczki od rzeczywistości. No ale przecież komiksy, zwłaszcza jak się je wchłania w ilościach hurtowych, też powodują generowanie bańki. Oczywiście, że lepiej topić smutki w komiksie KRL-a i Śledzia niż w szklance wódki.

Na Jedno Pub

Rozchodniaczek

No i jeszcze jedno spostrzeżenie nieco na siłę. „Na Jedno Pub” niemalże krzyczy, jak świetnym jest komiksem. Jak rozpoczynałem ten albumik, to odniosłem wrażenie, że obraz spokojnego, nudnego pubu został odrysowany od naszego komiksowa. Właściwie to widzi się ciągle te same twarze. Z tym że to nie jest tak, że tu się nic nie dzieje, zwyczajnie nie wychodzi poza te cztery ściany. Aha, nie napisałem nic o rysunkach, ale jak znacie tych panów, to wiecie czego się spodziewać.

Czytaj więcej: Borka i Sambor. Myszy. Tom 2 – przygoda w sercu wczesnopiastowskiej legendy

Scenarzysta: Karol Kalinowski

Ilustrator: Karol Kalinowski, Michał Śledziński

Wydawca: Kultura Gniewu

Format: 235×165 mm

Liczba stron: 112

Oprawa: Twarda

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: