Ideo – recenzja komiksu Jacka Świdzińskiego o esperanto i idei porozumienia

„Ideo” to nowy komiks Jacka Świdzińskiego, autora „Festiwalu” czy zeszłorocznego „Brzasku”. I tym razem zabiera nas w przeszłość. Kierunek Podlasie. Jest rok 1887, Ludwik Zamenhof właśnie opublikuje swoje remedium na niedogadujące się, mówiące różnymi językami społeczności multikulturowego Białegostoku. Właśnie do ludzi trafia esperanto! Co to takiego? Ano właśnie. Też nie wiedziałem.

Ideo

Esperanto i idea porozumienia

Zamenhof trafnie zdiagnozował problem komunikacyjny, który może być na tyle frustrujący, że potrafi nawet prowadzić do rękoczynów. Aby wszystkich pogodzić, wymyślił neutralny język, łatwy w budowie, praktycznie niezawierający wyjątków, uproszczony jak tylko się da, choćby wszystkie rzeczowniki kończą się na „o”. Stąd też tytuł. Ideo to idea czy pomysł. I to naprawdę świetny. Czemu więc wcześniej o tym nie wiedziałem? I tu zaczynają się schody.

Dlaczego esperanto nie wygrało

Niestety, ale chęć nauki innego języka niż ojczysty poparta musi być siłą i dostępnością. Angielski tak szeroko został rozpowszechniony, bo Wielka Brytania była światową potęgą, zwłaszcza na polu kolonialnym. Jest też wszędzie. W filmach, w muzyce, w książkach. Za tym idzie też szkolnictwo. Skoro uczymy się angielskiego w szkole, to logiczne jest, że będziemy go używać jako narzędzie. Do nauki czy do pracy.

Każdy chce używać swojego języka tam, gdzie tylko może, a międzynarodowe animozje mają znaczenie. Trochę tego nie rozumiałem do czasu, gdy spędziłem trzy miesiące we Francji. Angielski Francuzów wręcz krzywdził i nie wiedziałem, czemu, dopóki nie posiedziałem dłużej w Rouen i nie poznałem historii tego miejsca. Długa historia starć wszystko wyjaśnia. Choć przecież u nas się mówi, że język wroga warto znać.

Esperanto, język, który jest neutralny, płynął na idyllicznej idei. Ma swoje atuty, jest prosty, bo zasady można poznać w jakąś godzinkę. Słownictwo nie jest trudne, bo wybiera najbardziej popularny na arenie europejskiej „core” wyrazów, a przecież nawet w polskim jest mnóstwo zapożyczeń. Ale za esperanto nie szła siła, bo nie o to chodziło Zamenhofowi, aby ludzi zmuszać. Zresztą w swoich pomysłach szedł dalej i myślał o rozszerzeniu swojej idei do jednoczenia społeczności. Esperanto rozpowszechniło się i znalazło swoich zwolenników, ale bardziej na zasadzie ciekawostki, może nieco szerszej niż potrzeba nauczenia się klingońskiego.

Minimalizm, który działa

Bardzo zainteresowało mnie esperanto, aż powspominałem godziny nad rozwiązywaniem zagadek gramatycznych zadawanych mi przez nauczycieli angielskiego czy niemieckiego. Wspominałem też wszystkie nieprzyjemne sytuacje, obrażone miny i publicznie manifestowane oburzenia, gdy próbowałem się dogadać po angielsku, zwłaszcza we Francji. Niemniej „Ideo” to przede wszystkim komiks Jacka Świdzińskiego, który może nie do końca chciałby nakłonić wszystkich do nauki esperanto, a przede wszystkim chciałby zainteresować jego historią.

Jacek Świdziński rysuje swoje ludki z kresek. Ale nawet mimo używania tylko kilku szczegółów nie sposób pomylić nikogo ze sobą. Minimum środków, maksimum przekazu. Uproszczony styl ma swoich zwolenników, ma też przeciwników. Lubię realistyczne komiksy, ale te mają łatwiej. Wystarczy, że są ładne. Tu trzeba coś więcej. Trzeba prostą ilustracją wywołać w czytelniku reakcję, tak aby te kilka szczegółów wystarczyło do tego, aby wyobraźnia dopowiedziała wszystko inne. I to się Świdzińskiemu doskonale udaje.

W „Ideo” jest taki fragment, w którym narrator mówi o języku i poszczególnych słowach, a w kadrach pojawiają się scenki z wydarzeń z 1887 roku, czyli roku publikacji esperanto. Nad tym można przejść obojętnie, ja tak zrobiłem za pierwszym razem. Dopiero gdy odkryłem przypisy na końcu tego fragmentu, odkryłem, jak dużo te strony mają mocy. Właściwie każdy z tych 30 kadrów mógłby być filmem. Choćby oto właśnie rozpoczyna się budowa Wieży Eiffla. Więc wbijanie szpadla wcale nie jest tu przypadkowe.

Okładka przypominająca dwie pierwsze płyty Kazika na żywo może nie zachęca, ale wystarczy się jej przyjrzeć, by ją pokochać. Każdy z tych ludków, tak jak każdy z nas, jest inny. Różnorodność wg Świdzińskiego jest nad wyraz wytłuszczona, choć może niewidoczna przy pobieżnym spojrzeniu. Ale każdy z tych ludków ma swoje miejsce wokół IDEO i tworzy większy obraz.

Ideo

Podsumowanie

Świdziński to świetny badacz i kapitalny narrator. Kolejny raz dociera do prawdziwej, nieco pokrytej kurzem, zapomnianej opowieści, wyciąga z niej interesujące szczegóły i wykłada ją w swoim komiksowym języku. Z każdym przeczytanym jego komiksem staję się coraz większym jego psychofanem. Zostało mi do nadrobienia „Zdarzenie. 1908”. Po cichu liczę na reedycje jego niedostępnych albumów, bo że chcę poznać je wszystkie, tego jestem całkowicie pewien.

Czytaj więcej: Brzask – premiera i wrażenia z pierwszej, pośpiesznej lektury

Scenarzysta: Jacek Świdziński

Ilustrator: Jacek Świdziński

Wydawca: Kultura Gniewu

Format: 143×200 mm

Liczba stron: 152

Oprawa: Twarda

Druk: cz.-b.

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: