Jesuit Joe – recenzja komiksu Hugo Pratta | Symbolika, narracja i klimat

Jesuit Joe złapał lekką obsuwę, ale zdecydowanie warto było na niego poczekać. Zresztą, nawet nie wychodząc z domu czy nie otwierając komputera, miałbym co czytać przez rok, więc dramatu nie ma, choć oczywiście rozumiem, że są tacy, co nie lubią czekać nawet chwili. Hugo Pratt jest mistrzem komiksu i to takim, którego prace mam w większości przed sobą. Co robiłem do tej pory? No cóż, czytałem inne rzeczy.

Jesuit Joe

Religia, symbolika i oniryczność

Album Jesuit Joe składa się z trzech historii: „Człowiek z dalekiej Północy”, „Człowiek z Sertao” oraz „Człowiek z Somalii”. I mimo że w każdym z tytułów wydawałoby się, że pojawia się ten sam podmiot, to jednak za każdym razem chodzi o innego człowieka, a tytułowy Jesuit Joe pojawia się tylko w pierwszej z nich. Bohaterów łączy jedno, pojawiają się gdzieś z boku społeczeństwa. Raz na zaśnieżonych pustkowiach Kanady, innym razem na pustyniach Somalii, na końcu zaś na nieurodzajnych terenach północno-wschodniej Brazylii.

Całość nazywana jest trylogią religijną i rzeczywiście Hugo Pratt sięga do wierzeń, lecz nie pod względem powierzchownej religijności czy nawet dewocji, a wierzeń, symboliki, a nawet oniryczności. Rzeczywistość drga, a na jej skraju pojawia się ktoś, nie do końca wiadomo kto. Może to tylko zwidy, a może nie. Powietrze faluje tak jak u Toppiego, tworzą się legendy i wierzenia zahaczające wręcz o baśniowy zasięg rażenia.

Kim jest Jesuit Joe

Wracając jednak do początku i do tytułowego bohatera. Gdy tylko zobaczyłem czerwony mundur kanadyjskiej policji konnej, od razu skojarzył mi się „Trent” Rodolphe’a i Leo. No i nie ukrywam, że spodziewałem się trochę powtórki w stylu przygód nieskazitelnego szeryfa zmrożonych pustkowi. Hugo Pratt szybko mnie sprowadza do parteru, usztywnia mi kark i każe patrzeć w swoim kierunku. A jego bohater wymyka się wszelkiej klasyfikacji i oczekiwaniom. Łatwo można go określić jako nieokrzesanego, szalonego drania działającego w chaosie. Prawda jednak jest nieco wyżej, trzeba spojrzeć powyżej linii horyzontu wydarzeń.

Jesuit Joe przedstawia się jako „brat swojego dziadka”, a założył mundur kanadyjskiej policji konnej, bo… „czerwony to ładny kolor”. Pratt zachwyca definicjami swojego bohatera, które zwyczajnie są genialne. No bo jak zostać bardzo dobrym funkcjonariuszem? Nieskazitelność pomaga, znajomość zasad, reguł i prawa jak najbardziej pomaga. A jak się nimi ktoś kieruje bez wahania, to zajdzie daleko. Ale nie na sam szczyt. Tu potrzebna jest bezczelność i bezlitosność, a walkę o swój lud trzeba mieć we krwi.

Jesuit Joe wydaje się draniem, ale wybiega daleko przed kierującymi się prawem funkcjonariuszami. Wychodzi na to, że to oni podążają za nim, a to nie on podszywa się pod funkcjonariusza. To już jest gęsto, nawet jak na cały album, a to dopiero pierwsza z trzech części. Dalej jeszcze dużo o miłości, poświęceniu, determinacji. A w finale Hugo Pratt wraca do początku i bierze pod lupę najstarszą opowieść, w tym pierwszą zbrodnię, i przedstawia jej współczesną wersję.

Jesuit Joe

Styl graficzny i tempo

Hugo Pratt używa oszczędnej narracji, ale o ogromnej sile rażenia. Tu potrzeba ogromnego talentu, aby przy użyciu prostych środków osiągać tak wiele. Jesuit Joe to w większości sześciokadrowa gofrownica, coś, co zazwyczaj bardzo szybko mnie nudzi. Postacie i poszczególne scenerie są poupraszczane, a obrys cieniutki. Mimo to już na pierwszej stronie tego się nie dostrzega. Dlaczego? Hugo Pratt już pierwszymi kadrami wciąga czytelnika w środek opowieści.

Zapewne pomaga fakt, że autor pozwala często ilustracjom fruwać swobodnie, a początek rozgrywany jest bez żadnego słowa. Pierwsze słowa padają dopiero na 17. stronie i to w monologu do niemowlaka. Tytułowemu bohaterowi zdarza się odpowiadać milczeniem albo krótkim „ugh!”. Narracja płynie, to wszystko jest tak naturalne, że w głowie odtwarza się film w zaplanowanym przez autora tempie. A czytelnik zalewany jest klimatem, który po przewróceniu ostatniej strony jeszcze mile przez chwilę pobrzmiewa.

Podsumowanie

Każdy z trzech bohaterów jest inny i pochodzi z innego świata, czy też z innych zaświatów. Każdy patrzy na inny horyzont, ale jednak stoją oni blisko siebie, stykając się prawie plecami. Hugo Pratt, opowiadając ich historie, pochłania czytelnika i nie daje myślom choćby na chwilę odbić od przedstawianej projekcji. To całe odwracanie, symboliczność i powracanie do początku skłania do tego, aby tę podróż odbyć jeszcze raz.

Czytaj więcej: Trent

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Hugo Pratt

Ilustrator: Hugo Pratt

Tłumacz: Jakuby Syty

Wydawca: Lost in Time

Format: 215×290 mm

Liczba stron: 160

Oprawa: Twarda

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: