Transformers. Podbić i podporządkować. Tom 4

Zaraz po nadrobieniu zaległości z „Void Rivals” nadrobiłem Transformers. Podbić i podporządkować wjechało u mnie razem z trzecim tomem, czyli „Pojedynkiem Combinerów”. Oczekiwanie na kolejne tomy potrafi zmęczyć, a czytanie po dwa zbiorczaki ma swoje zalety. Zwłaszcza gdy takie 120 stron to za mało, aby nacieszyć się nowymi przygodami waszych ulubieńców.

Transformers. Podbić i podporządkować

Daniel Warren Johnson i jego wizja na Transformersy

A tu muszę się do czegoś przyznać. Bo do grona uwielbianych światowych marek Transformersy nigdy u mnie nie należały. Owszem, jakieś zabawki, choć raczej kiepskiej jakości, przewinęły mi się przez ręce, ale na kinowym widowisku usnąłem i nigdy do niego nie wróciłem, a z kolekcji od Hachette wziąłem dla siebie tylko pierwszy tom. Do Energon Universe przyciągnął mnie przede wszystkim Daniel Warren Johnson. Na żadnym z jego komiksów do tej pory się nie zawiodłem.

Transformers. Podbić i podporządkować

Choć czasem jeszcze natkniecie się na jego rysunki, to po pierwszym tomie Johnson pełni raczej tylko rolę scenarzysty. Niemniej seria zachowuje swój ton wizualny. Dynamiczne rysunki, z rozmazywaną kreską dla podkreślenia ruchu i raczej brudny styl. Nie mylić z niechlujstwem. Mimo że przez listę płac przewala się mnóstwo nazwisk, a w „Pojedynku Combinerów” pojawia się choćby znany z Invincible’a Ryan Ottley, to nadal wygląda to jak komiks tego samego rysownika. Gdyby pod wszystkim podpisał się DWJ i dopisał, że kolory zrobił Mike Spicer, to naprawdę bym w to uwierzył. No ale za większość czwartego tomu odpowiada Jorge Corona.

Dynamiczna oprawa graficzna

Dlaczego ten styl tak działa? Dobre pytanie, bo w sumie nie powinien. Do kanciastych Autobotów raczej pasowałby czysty kontur oddający duże połacie blachy. No albo plastiku, gdy myśli się o Transformersach jako o zabawkach. Tymczasem jest kolorowo i dynamicznie, co w pojedynkach i brudnej wojnie z Deceptikonami sprawdza się doskonale. Kto by pomyślał, że gigantyczne roboty będą dobrze wyglądały na różowym tle. Więc tak w sumie jest to powiew świeżości w bardzo starym konflikcie zbrojnym.

Transformers. Podbić i podporządkować

Czemu aż tyle o warstwie graficznej? W większości jest to komiks do oglądania. Na kolejne dwustronne ilustracje czekałem z niecierpliwością, aby podziwiać je z krótkim komentarzem „Ależ on wielki”. Jest tu bardzo dużo klepaniny w różnych konfiguracjach. Akcja wjeżdża na kadry niczym rozpędzony pociąg i to czasem dosłownie. Bardzo często odnoszę to wszystko do pokazania na kartkach komiksu, jak bawić się swoimi zabawkami. A w „Pojedynku Combinerów” pokazane jest, co zrobić, gdy w pojedynkach któraś figurka się połamie. No właśnie, może tak być, że zamiast nóg trzeba dokleić czołg i po problemie.

Emocje po bitwach

Niemniej Johnson wie, że nawet nie wiem jak interesującą akcją by nie była, to czytelnika w końcu by zanudziła. Dlatego jest też warstwa emocjonalna, która wprowadzana jest poprzez Carly i Spike’a. Na wspomnienie zasługują przede wszystkim dwie sceny. Przesłuchanie dziewczyny, sygnalizowane sekwencyjnie na wcześniejszej stronie, w którym pada prawda o Transformersach. Są więksi, ale to w sumie jedyna różnica. Końcówka za to należy do chłopaka i to tu autorzy wzbudzają najwięcej emocji. Scena wzięcia dziecka w ramiona po raz pierwszy jest wręcz rozczulająca.

Transformers. Podbić i podporządkować

Jest też wątek poboczny dotyczący kontroli. W trzecim tomie konsumowany jest brutalnie, po tym jak Starscream wyrywa się z jarzma nałożonego na niego przez pewną grupkę komandosów. Jest też klasyczne, bo pochodzące z G1 przybieranie formy pistoletu, ale Johnson wyprowadza bardzo ciekawy punkt widzenia, bo broń nie jest tu narzędziem, ale przejmuje kontrolę nad tym, kto ją nosi i ma naciskać spust. A, no i jest mini fabułka zilustrowana przez Johnsona dotycząca muzyki robotów. Czy byłby to jazz, a nie dubstep? W sumie całkiem możliwe.

Johnson nie zapomina o spuściźnie i nie boi się używać klasycznych tekstów w stylu „Jestem Optimus Prime”. Pokazuje też, że Autoboty to nie tylko blacha, o czym świadczy niezaprzeczalnie podróż duchowa Optimusa. Co prawda wolę „Void Rivals”, ale bez wątpienia Energon Universe kręci się wokół Transformersów. Może się wydawać momentami, że światło w tej serii jest słabe, ale jednak jest potężne.

Czytaj więcej: Transformers. Zamaskowane roboty. Tom 1

Scenarzysta: Daniel Warren Johnson

Ilustrator: Jorge Corona, Ludo Lullabi

Tłumacz: Mike Spicer

Wydawca: Nagle Comics

Seria: Energon Universe

Format: 170×260 mm

Liczba stron: 144

Oprawa: Miękka

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: