Corto Maltese. Linia życia. Tom 17 – recenzja najnowszej odsłony serii stworzonej przez Huga Pratta

Im bardziej poznaję rynek komiksowy, tym lista tytułów, które chciałbym poznać i przeczytać, bardziej się wydłuża. Obok kupki wstydu leży sobie lista chcianych pozycji i autorów, z których twórczością chciałbym się zaznajomić, na nią jakiś czas temu trafił u mnie Hugo Pratt. A że jednak wszystkiego przeczytać się nie da, czasem dochodzi do półśrodków. Tak do mnie trafia „Corto Maltese. Linia życia”, nowy tom serii stworzonej przez Pratta, obecnie kontynuowanej przez hiszpańskich autorów Juana Díaza Canalesa i Rubéna Pellejero. Dobrze wiem, że prawdopodobnie nie jest to najlepszy tom cyklu, ale ufam, że w „Corto Maltese” przetrwało to, co najbardziej esencjonalne, a nad serią unosi się duch mistrza.

Corto Maltese. Linia życia

Powrót legendy i duch Hugo Pratta

Ufam, że tak jest. Zresztą pierwsze słowa, które padają w tym komiksie, to „piękny hołd”. Wiadomo, że gdzieś pod spodem jest chęć zarabiania pieniędzy. Szkoda, aby taki obieżyświat i klasowy huncwot jak Corto Maltese nie przeżył już żadnej przygody, podobnie w przypadku Thorgala, gdyby Lombard dał mu w końcu posiedzieć przy rodzinie po opuszczeniu serii przez Van Hamme’a i Rosińskiego.

Corto Maltese. Linia życia

„Corto Maltese. Linia życia” to tytuł, który oprócz tego, że fabuła została uszyta wokół niego, ma w sobie jeszcze wiele symbolizmu. No bo w końcu Hugo Pratt napisał 12 tomów i na tym poprzestał. Nie dziwią i nie zaskakują wręcz słowa, że linia życia podróżnika w marynarskiej czapce się zmienia. No przecież to oczywiste, wystarczy poczytać chwilę o tej serii.

Nowa przygoda w Meksyku

Ani na moment nie czułem się w tym tomie zagubiony, a to też jest sztuka. Ten komiks ma bardzo niski próg wejścia, o Corto Maltese wiedziałem tylko tyle, że bywał już w różnych miejscach na globie, od południowego Pacyfiku po Syberię. W serii będącej niejako hołdem wręcz nie dziwi, że spotykamy fana podróżnika, który podążał za nim po całym świecie. I to on przedstawia głównego bohatera jako poszukiwacza przygód, przemytnika, przywódcę rewolucji, pirata i bohatera! Piękna definicja postaci, przypominająca trochę różne oblicza agenta bez pamięci, czyli XIII od Van Hamme’a.

Corto Maltese. Linia życia

Pojawiają się znane z serii postacie, sygnalizowane z rezerwą „ostatnim razem zostawiłaś mnie na wyspie”. Czuć od razu, że na taką kobietę trzeba uważać. Z drugiej strony pojawiają się osoby ważne dla dziejów Meksyku, w którym to rozgrywana jest akcja. W kadrach wypatrzycie choćby Rasputina. Z nawiązań literackich znajdziecie fragment wiersza „O Captain! My Captain!” znanego szeroko z filmu „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” z Robinem Williamsem.

Religia, polityka i przemoc

Corto Maltese wplątuje się tym razem w wątek religijno polityczny, ale jak wyczytamy, nie ma tu etosu, a tylko brud i krew. Uzbrojeni po zęby są nie tylko bojownicy, ale też postacie, po których oczekiwać by można świętości. Czy Ojciec Vega idzie w ślady swojego mistrza, czy jest zwykłym watażką. W końcu bohater stwierdza, że „trzeba mieć wielką wiarę, żeby widzieć Boga pośród tej rzezi”, więc bez zaskoczenia. Nie chodzi tu o przekonania czy większe dobro ogółu, a o władzę i wpływy. Czyli klasyka.

Corto Maltese. Linia życia

A właśnie. „Corto Maltese. Linia życia” to komiks zrealizowany klasycznie. Plansze śmiało pomazane są tuszem. Nocą czerń rozlewa się po kadrach. We dnie żar leje się z nieba, aż czuć palące gorąco i zatykające, parne powietrze. To nie koniec podróży, a dla mnie wręcz dopiero początek. W końcówce jako kolejny cel została wskazana Hawana, a krypa bohatera odpływa w stronę nowych przygód, z którymi bardzo chętnie się zapoznam. A z jeszcze większą ciekawością zapoznam się z klasycznymi tomami Hugo Pratta.

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Juan Díaz Canales

Ilustrator: Rubén Pellejero

Tłumacz: Joanna Jabłońska

Wydawca: Egmont

Seria: Corto Maltese

Format: 216×285 mm

Liczba stron: 80

Oprawa: Twarda

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: