Void Rivals. Pierwszy wybraniec. Tom 4
Jest już czwarty tom serii „Void Rivals. Pierwszy wybraniec”. Piszę „już”, bo mimo że z całego Energon Universe najbardziej spodobała mi się właśnie ta seria pisana przez Roberta Kirkmana, to jednak przy okazji tej nowości miałem już małe zaległości w postaci trzeciego tomu. Nadrobiłem więc przy okazji „Klucz do zwycięstwa Thety”, podobnie mam zresztą z Transformersami, ale o tym już niedługo.

Kosmiczny konflikt w Energon Universe
Definicja tego wycinka świata, tak dla przypomnienia, jest fantastyczna, co by nie powiedzieć, że wystrzelona w kosmos! Agorrianie i Zertorianie toczą ze sobą wojnę na powierzchni pierścienia otaczającego czarną dziurę. Konflikt eskalowany jest od pokoleń, w pierwszym tomie serii pochodzący z wrogich obozów Darak i Solila odkrywają, że wcale się od siebie zbytnio nie różnią. Może jakoś między tą parą nie zaczyna mocno iskrzyć, bardziej z musu dochodzi do kooperacji, ale i tak ta opowieść mocno kojarzy się z „Romeo i Julią”. Tyle że tym razem w kosmosie.

Energon Universe to połączone uniwersum G.I. Joe i Transformersów, ale tu komandosów nie znajdziecie. Co innego Autoboty. Ci najpierw pojawiają się wręcz leniwie, najpierw grając rolę porzuconego, kosmicznego śmiecia, ale ich rola zaczyna z tomu na tom coraz bardziej rosnąć. Trwa taniec między Solilą i Darakiem, co przypomina życie, więc dobrze się czyta tę kwitnącą relację.
Tajemnica pierścienia i misja w ciemnościach
W trzecim tomie działają na różnych polach, z dala od siebie, ale dążąc do zjednoczenia rodów. Tymczasem dziewczyna z misją zanurzoną w totalnych ciemnościach odkrywa prawdę o pierścieniu i powiązaniach z… Centurionem. Co prawda zalane czernią plansze można odczytać jako pójście na łatwiznę, no bo nie trzeba rysować tła, ale dobrze działa to na wyobraźnię i przypomina świetną misję z Zeldy.

Ta część uniwersum przekonuje nie tylko założeniami, ale też graficznie, choć Lorenzo De Felici w trzecim tomie już tak nie zachwyca, jak w poprzednich odcinkach. W „Pierwszym wybrańcu” pojawia się nowy rysownik Conor Hughes. Pałeczka zostaje przekazana dość płynnie, ale trzeba czekać dłuższą chwilę, nim jakaś plansza spowoduje szersze otworzenie oczu. A czarna dziura otoczona pierścieniem to nadal fantastyczny widok, szkoda, że trzeba było czekać prawie do końca czwartego tomu, aby znowu na nią popatrzeć.
Coraz więcej frakcji i postaci
Robert Kirkman zdecydowanie wpadł na kapitalny pomysł, jak postawić fragment uniwersum tak trochę z boku, bez większych powiązań z głównymi wydarzeniami. Void Rivals dzieje się z dala od Ziemi i może się kręcić we własnym tempie. Na niekorzyść gra tłum postaci i frakcji. Jeszcze jakby byli tu Agorrianie i Zertorianie wpadający na Autoboty, to by się kleiło. W czwartym tomie co chwilę ktoś przesłania główną scenę i tak w sumie tylko po to chyba, aby robić tłum.

Choćby Sharingtony albo te wąsate boty gadające językiem z telewizji zupełnie nie odgrywają żadnej roli. Tak samo jak Pythonia, ale ta chociaż stawia Transformersy w prawdzie i wyjaśnia o co chodzi z nazwą uniwersum: „Wasz świat się rozpada, a wasz lud błąka się po kosmosie, poszukując Energonu. A wszystko z powodu wojny domowej, którą toczycie od milionów lat”. Politycznie i aktualnie.
Skuxxoid i dalszy ciąg historii
Za to wątek Skuxxoida, czy właściwie Skuxxoidów tworzących własną armię w nasączony brutalnością i sadyzmem sposób, dobrze wypada. Czekam, aż ten krnąbrny prosiak, czy tam setki prosiaków, wejdzie na kurs kolizyjny z głównym wątkiem. Od wielkiej polityki wcześniej odrywał rękoid i tu też jest go trochę. Jego wątek został skonsumowany poza kadrem, w sekwencji, w której trzeba patrzeć na nadgarstki Soleli i Daraka. Fakt, że jeśli się to dostrzeże, to nie sposób się nie uśmiechnąć.
To nie koniec Void Rivals, będzie piąty tom. Polityka, kłamstwa, potajemne sojusze, a tu na bank się jeszcze coś wydarzy. Zwłaszcza że okazało się, że wieloletni konflikt ma swoje podstawy i to w innym miejscu niż chęć utrzymania swoich wpływów. Liczę na Daraka i Solilę, niech znajdą rozwiązanie.
Czytaj więcej: Void Rivals. Więcej niż mogłoby się zdawać. Tom 1
Scenarzysta: Robert Kirkman
Ilustrator: Conor Hughes, Patricio Delpeche
Tłumacz: Tomasz Kupczyk
Wydawca: Nagle Comics
Seria: Void Rivals
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 136
Oprawa: Miękka
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









