Tymek i Mistrz. Perpetuum mobile. Tom 6
„Tymek i Mistrz. Perpetuum mobile” to szósty tom przygód rudego chłopca i jego nauczyciela magii w nowej edycji od Kultury Gniewu. Niezmiennie bawi i umila czas. Czy Leśniak ze Skarżyckim stworzyli tytułowe perpetuum mobile, czy może bardziej maszynę do zabijania czasu? Wszystko wskazuje na to, że jedno i drugie.

Co w artykule?
Zima, wiosna i porządki po swojemu
„Tymek i Mistrz. Perpetuum mobile” zgrabnie zgrywa się z porą roku. Pamiętamy jeszcze zimę, która w tym roku dała do wiwatu. Bohaterowie brodzą w śniegu, w zaklętym kręgu. Jak uciec od mrozu? Wyjścia nie widać. Z drugiej strony idzie wiosna i trzeba przygotować się na jej przyjście. Zaczynają się wiosenne porządki. Dobra okazja, by pozbyć się z domu niepotrzebnych rzeczy. Tylko nie róbcie tego, wyrzucając graty przez okno, tak jak to widać z tyłu na okładce.

Ta seria niezmiennie bawi, może głównie dlatego, że i Tymek, i jego Mistrz są równoprawnymi bohaterami i wnoszą do świata po równo. Siwobrody daje baśniową otoczkę i czaruje widzów, choć oczywiście zdarza mu się też używać magii. Rudy chłopiec w okularach nie podąża tylko ścieżką uwielbieniowego mentoringu, ale w wielu miejscach błyska intelektem i swoją ogromną wyobraźnią. To dzięki niemu w fabułę wplatane są współczesne wynalazki, takie jak odkurzacz. Niemniej chłopak jest tutaj, aby nauczyć się zaklęć i nawet mu to idzie, choć czasem trzeba poprawiać, bo za pierwszym razem nie wychodzi.
Humor, tempo i krótkie formy
Nie brakuje też i tym razem głównych przeciwników Tymka i Mistrza. Prawdziwie czarnych charakterów, zmyślnie obleczonych przez autorów w czerń, tak aby nie było wątpliwości. Bywa, że żart polega na tym, że Psuj i Popsuj wywleczeni są w pole lub brną w biurokrację. Mi się najbardziej spodobała gra słowna, znowu zgrywająca się z porą roku. No bo chyba nie ma niczego bardziej upragnionego w tych zalanych zemstą sercach, jak „sprzątnięcie” Mistrza, najlepiej w parze z Tymkiem.

Żarty opowiadane są niezmiennie w tempie kilku stronicowym, najczęściej po dwie strony z narracyjnym zwieńczeniem i to często z twistem. Dłuższa historia ze świeższą i czyściejszą kreską ułożona jest pod koniec. A finałem jest magiczna sztuczka pokazywana przez Tymka. Nie wiem, na czym polega iluzja z dwoma ołówkami, które się przyciągają, od dawna mnie to zadziwiało, ale sprawdziłem, czy czasem prawa natury się nie zmieniły, bo ostatnio robiłem to jakoś w szkole.
Wilczy epizod i zabawa konwencją
Nie będę omawiał każdego epizodu z osobna, bo to mija się z celem, ale o wilczym akcencie muszę wspomnieć. Do lasu okazuje się, że nie ciągnie tylko samego wilka, ale też i Tymka z Mistrzem. Choć bohaterowie upatrują w tym wszystkim spisku autorów, co zgrabnie przebija przy okazji czwartą ścianę. Następuje pojedynek na znane powiedzenia, ale jest to miecz obosieczny, więc całość kończy się jednakowoż ucieczką.

Tymek i Mistrz jak zawsze przybywają w najbardziej odpowiednim momencie. Gdy królestwo wymaga ocalenia albo gdy należy pokrzyżować plany złych do szpiku kości Psuja i Popsuja. Albo gdy zwyczajnie trzeba ratować czytelnika wyprowadzeniem sprawnego żartu. Wtedy to nie zawahają nawet w ustawieniu tygrysa, aby ich pogonił, tak aby do celu dotrzeć szybciej.
Okładka i apetyt na kolejne tomy
Na koniec o okładce. To nie jest mój ulubiony front z nowej edycji. Nadal najbardziej mi się podoba mackowo-lovecraftowa „Wyprawa na koniec świata”, ale po „Perpetuum mobile” od razu widać, że maszyna Leśniaka i Skarżyckiego jest doskonale naoliwiona i gotowa na kolejne przygody. A okładkę następnego tomu, który ukaże się „wkrótce”, zdobi chciwy na złoto i inne skarby smok. Powtarzając za klasykiem: „smoku, jesteś piękny”.
Czytaj więcej: Tymek i Mistrz. Wyprawa na koniec świata. Tom 4 – Dzień Dziecka z Tymkiem i Mistrzem
Informacje o wydaniu
Scenarzysta: Rafał Skarżycki
Ilustrator: Tomasz Lew Leśniak
Wydawca: Kultura Gniewu
Seria: Tymek i Mistrz
Format: 165×230 mm
Liczba stron: 52
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









