Pożeracze Nocy. Jej mali żniwiarze. Tom 2

Milly i Billy – demoniczne bliźniaki prowadzący restaurację – powracają! Pożeracze Nocy. Jej mali żniwiarze eksploruje temat nadprzyrodzonego życia, o którego istnieniu rodzeństwo nie miało pojęcia. „Mam supermoce” – z taką zajawką przychodzi im się zmierzyć, ale jakie to moce, jak je odkryć i okiełznać? Tego zupełnie nie wiadomo, bo nikt nie zapewnił im żadnego mentoringu.

Pożeracze Nocy. Jej mali żniwiarze

Horror w akwarelowych barwach

„Pożeracze Nocy. Jej mali żniwiarze” to drugi tom z zaplanowanej trylogii (o pierwszym pisałem tu – klik). Nad całością nadal unosi się mgiełka zgrozy – wszędobylskie, upiorne chińskie laleczki nie opuszczają sceny, wciąż odwracając główki za osobą wchodzącą do pokoju i uśmiechają się w niepokojący sposób. Do tego dochodzą zakrwawione duchy bez oczu, domagające się zemsty. Ale spod tej warstwy grozy, całkiem niespodziewanie, zaczyna wyciekać coś jeszcze – popkulturowa zajawka i nerdowskie jaranie się, widoczne w licznych nawiązaniach do kultowych produkcji.

Sana Takeda urodziła się z horrorem w ręku. Jej plansze, kreślone delikatną kreską i zatopione w akwarelowych barwach spowitych lekką mgiełką, idealnie budują atmosferę nieustającego niepokoju. Świat, który oglądamy, balansuje gdzieś pomiędzy zwyczajną pracą i surowymi rodzicami a krainą duchów i demonów pojawiających się w wizjach i snach. Te rzeczywistości przenikają się – wystarczy znaleźć drzwi… albo przynajmniej odpowiednią klamkę. Przejścia między nimi bywają same w sobie niepokojące. Gdy zobaczyłem „odźwiernego” rozplatającego własną pierś, by umożliwić przejście, aż mnie lekko odrzuciło.

Pożeracze Nocy. Jej mali żniwiarze

Sekta, tajemnice i zimny chów

Kontynuowany jest motyw zimnego chowu, choć tym razem nie przez surowe wychowanie, a przez brak wyjaśniania zaistniałej sytuacji. Może to kwestia różnic kulturowych, a może niekoniecznie – moi rodzice też nie tłumaczyli wszystkiego, a co gorsza, z dużym prawdopodobieństwem sam postępuję podobnie. Niemniej podejście Ipo i Keona ma jeden cel: uchronić bliźniaki, ich dzieci, przed niebezpiecznym zainteresowaniem światem nadprzyrodzonym. A to zainteresowanie może popłynąć w obie strony. Jeśli długo patrzysz w pustkę, ta w końcu odwzajemni spojrzenie. Jak doskonale wiecie, unikanie to dobra strategia – ale rzadko kiedy wystarczająca. Szybko na scenę wkracza tajemnicza sekta, a pułapka, w którą bliźniaki prędzej czy później wpadną, zostaje zastawiona.

Supermoce i nerdowska ekstaza

Całe to zachłyśnięcie się tematem sprawia, że Milly i Billy zachowują się, jakby ugryzł ich radioaktywny pająk albo jakby opili się serum superżołnierza. W efekcie postanawiają zostać samozwańczymi nadprzyrodzonymi detektywami. I to jest zajawka na miarę geeka, który właśnie dostał szansę posiedzenia twarzą w twarz ze swoim ulubionym twórcą komiksów. Co najmniej. Zdolność samoleczenia Billy komentuje słowami: „Jestem Wolverine”. Wpatrując się w dłonie, rzuca „ogniu, start” (choć pewnie powinno być „ogniu, płoń”, czyli klasyczne „flame on” w nowym tłumaczeniu). A kiedy pada tekst: „z wielką mocą wiąże się…”, to już wiecie, co dalej – jeśli też jesteście zatwardziałymi nerdami.

Pożeracze Nocy. Jej mali żniwiarze

Przydługa, choć wciąż wciągająca historia

Zazwyczaj lubię tę grę z czytelnikiem, ale tym razem nieco mi przeszkadzała. Zwłaszcza że miałem problemy ze skupieniem się na śledzeniu wątków, a wrażenie, że Pożeracze Nocy. Jej mali żniwiarze jest nieco przydługi, nie chciało mnie opuścić. Niektóre rozdziały spokojnie można by skompresować, a ciągłe retrospekcje – ograniczyć. Fabuła naszpikowana jest nawiązaniami, i to nie tylko do superbohaterów. Pojawia się nawet mały prztyczek w stronę Karate Kida czy Wojowniczych Żółwi Ninja.

Tuż przed finałem zaczęło mi to jednak przeszkadzać. Zamiast skupić się na intrydze i klimacie, mój mózg wariował, co chwilę odsyłając mnie do znanych komiksów i filmów. A znaki były aż nazbyt czytelne – gdy tylko zobaczyłem charakterystyczny żółty dres z czarnymi paskami, każda kolejna scena przestała być zaskoczeniem. Choć Marjorie Liu raczej interpretuje słynny film kina kopanego, niż go odgrywa, finał dało się przewidzieć zbyt łatwo.

Pożeracze Nocy. Jej mali żniwiarze

Groza, pastisz i litry krwi

Klasyczne horrory przejadły mi się już dawno, ale ten album nie jest czystą grozą. To mieszanka gatunków – trochę horroru, trochę obyczajówki, a do tego lekki pastisz. Szeroko się uśmiechnąłem, gdy jeden z typów zwymiotował własne wnętrzności, a żart rzucony przy otwieraniu drzwi – zamiast klasycznego wyrąbania dziury toporem – to ewidentna gra z pomnikami gatunku. „Pożeracze nocy. Jej mali żniwiarze” to właściwie rozdanie kart i zwiastun nadejścia postaci, która… pojawi się dopiero w finałowym tomie. Także tak. Zaciekawiony czekam.

Scenarzysta: Marjorie Liu

Ilustrator: Sana Takeda

Wydawnictwo: Non Stop Comics

Seria: Pożeracze nocy

Format: 170×260 mm

Liczba stron: 272

Oprawa: twarda

Papier: kredowy

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: