Sandman. Teatr tajemnic. Tom 3
Nowy Rok, stary ja, czy jak ten motywacyjny tekst brzmi w wersji nieudanej, czy lekko zgorzkniałej. W oczekiwaniu na premiery i zanim nastąpi głębsze nadrabianie zaległości, w towarzystwie drugiego tomu, wjechał u mnie „Sandman. Teatr tajemnic. Tom 3”. Solidna dawka noir, detektywistycznego rozwiązywania zagadek wymieszanego z… melodramatem.

Zaklęty krąg Sandmanów
Ogromnie podoba mi się ta odwrócona gra, czy zaklęty krąg pomiędzy Sandmanem Gaimana i Sandmanem Wagnera. No bo Wagner nie otrzymałby pod pieczę bohatera ze Złotej Ery, gdyby Gaiman nie odniósł sukcesu z Morfeuszem. Znowu nie byłoby całej zabawy ze Śnieniem, gdyby przed laty nie powstał oryginalny Sandman. Może i jest w tym trochę prozaizmu, bo nowe przygody, czy nowe wersje tej samej postaci wypuszczane są co jakiś czas, aby wydawnictwo nie straciło prawa do nazwy. Nie patrząc na takie przyziemne sprawy, otrzymuje się specyficzny taniec życia i śmierci danej postaci, która to powstaje, znika, powraca silniejsza lub dokładnie taka sama jak kiedyś.

Sandmanowi Wagnera najbliżej do detektywistycznych postaci z groszowych opowieści. Owszem, nosi maskę, ale tylko po to, by nie wdychać oparów gazu, którym bandziorów usypia i skłania do mówienia prawdy. Specyficzny wygląd postaci niby już zapowiada powstanie superbohaterów, ale silnie zakorzeniony jest jeszcze w klimacie zadymionych, jazzowych barów i nadchodzącej wojny, bo akcja komiksu dzieje się na przełomie lat 1938 i 1939. Także główny bohater nie jest ani obleczonym w spandeks kalesonierzem, ani modernistyczną wersją nasyconą poezją i literaturą. Choć pojawiają się nitki łączące najstarszego Sandmana z jego nowszymi odsłonami.
Konstrukcja serii i sztafeta rysowników
Wagner wymyślił sobie to tak, że seria kroczyć będzie po cztery zeszyty, zamykając pokonanie danego przeciwnika i rozwikłanie danej sprawy. Każdy tom składa się z trzech kryminalnych zagadek, z tym że w drugim tomie znalazł się jeszcze dosyć obszerny zeszyt dodatkowy, istotny, bo zostaje choćby wprowadzona postać lokaja, który tak jak Alfred gra rolę cichego pomocnika. W pierwszym tomie (więcej tu – klik) każdą z trzech spraw ilustrował inny artysta, co pasuje mi jako idea, jednak pozostawiało mimo wszystko lekkie rozczarowanie, bo kreska Guya Davisa pasuje do tej opowieści jak śledź do wódki.

Na szczęście Wagner przewidział powroty. W drugim i trzecim tomie w roli rysownika najczęściej pojawia się Davis. Do kolejnych zmian dochodzi, ale już nie tak drastycznie jak poprzednio. Sztafeta rysowników najszybciej postępuje w Annualu zawartym w drugim tomie, w szczególności warto zwrócić uwagę na Alexa Rossa i jego fotorealistyczny styl, tym razem w czarno-białej wersji.
Wesley Dodds i jego niecodzienna codzienność
Na głównej scenie widzimy Sandmana, który zwyczajnego życia nie wiedzie. Właściwie daleko mu do zwykłej egzystencji, bo jako Wesley Dodds odziedziczył spory majątek i interesy po ojcu. Duży ciężar fabularny bierze na siebie Dian, córka prokuratora, która uwielbia mieszać się w sprawy kryminalne na równi z nocnym życiem, które dzisiaj pewnie dałoby się nazwać klubingiem. Między tą dwójką kwitnie relacja, ale dużo w niej podchodów, utraconego zaufania i wątpliwości. Nie ma tu wyidealizowanego „biorę cię z wszystkimi twoimi wadami i znosić będę wszystko”. Jest sporo przyciągania i odpychania, powrotów i ucieczek, co zresztą widać też na końcu trzeciego tomu. Zaskakująco, bo już się wydawało, że między tą dwójką się układa.

Do tej zwyczajności kreska Guya Davisa pasuje znakomicie, bo jest obdarta z błysku, wystających podbródków i idealnych sylwetek. Wesley jest zwyczajnym typem, do którego piękna zwyczajnie trzeba dotrzeć, a Dian zdecydowanie to piękno dostrzega, choć nie do końca podoba się jej wszystko, czego dowiaduje się o ukochanym. Takie życie, prawda?
Święta, nowy rok i polityczne napięcia
„Sandman. Teatr tajemnic. Tom 3” całkiem nieźle zgrywa się z końcówką starego roku i początkiem nowego, bo „Hourman” rozgrywa się podczas świąt Bożego Narodzenia, a „Pyton” na początku 1939 roku, zgrywając się z noworocznymi postanowieniami i podejmowaniem się ciężkich ćwiczeń fizycznych. Tłem dla wydarzeń są rosnące napięcia na linii niemiecko-polskiej, co momentalnie przykuwa moją uwagę, choć nie wszystkie referencje do Polski są przyjemne. Choćby niektórzy wyrażają się o Polakach jako o brudasach, niemniej jestem w stanie uwierzyć w to, że ktoś pochodzący z naszego kraju byłby w stanie w mieszkaniu trzymać owcę.
Aha, jest trochę humoru, ale można liczyć jedynie na ironię, jak to w noir. Niemniej przy tekście „Wyobrażasz sobie, że w teatrze przez parę godzin słuchasz, jak baby skarżą się na to, że są babami” uśmiechnąłem się szeroko i pokiwałem chwilę głową. Dzięki trzeciemu tomowi jesteśmy w połowie serii, bo doszliśmy do 36. zeszytu, a całość ma 70. Szkoda, że Egmont nie zdecydował się na kompendium, ale około 300-stronicowe tomy czyta się dużo lepiej niż omnibusy po 1000 stron. Choć nie obraziłbym się, gdyby całość była już u nas dostępna.
Scenarzysta: Matt Wagner, Steven T. Seagle
Ilustrator: Guy Davis, Warren Pleece
Tłumacz: Paulina Braiter
Wydawca: Egmont
Seria: Sandman
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 320
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy









