Pieśń Strzyg. Księga I – sensacyjna intryga, mityczne stworzenia i duch „XIII”

„Pieśń Strzyg. Księga I” to pierwsze wydanie zbiorcze serii, którą w pojedynczych tomach w latach 2002–2004 wydawało wydawnictwo Egmont i z jakichś powodów poprzestało na piątym tomie. Premierowego materiału niby tym razem niewiele, bo tylko jeden odcinek, ale jeśli ktoś, jak ja, jeszcze tej serii nie czytał, to cały gruby tom to nowość. Co w środku? Sensacja wymieszana z fantastyką w postaci zjawisk paranormalnych.

Pieśń Strzyg. Księga I

Szpiegowski akcyjniak z paranormalnym twistem

Corbeyran i Geurineau stworzyli szpiegowski akcyjniak, który w wielu miejscach kojarzył mi się z „XIII” Van Hamme’a i Vance’a. Intryga, w centrum której umieszczono Kevina Nivka, byłego szefa ochrony prezydenta, rozgrywa się na podobnej paraboli jak historia agenta bez pamięci. I Geurineau, i Vance poruszają się w zbliżonym realistycznym stylu bazującym na konturze, oddając sprawiedliwość wszelkim szczegółom, zwłaszcza technologii czy motoryzacji. Zresztą rysownik „Pieśni Strzyg” udzielił się w „XIII Mystery”, rozszerzeniu głównej serii, więc musi być coś na rzeczy.

Pieśń Strzyg. Księga I

Drugi plan należy do agentki cienia pracującej dla jakiejś pozarządowej instytucji. Pojawia się też Melanie, była dziewczyna głównego bohatera, która po przeprowadzeniu sekcji zwłok ciała znalezionego na miejscu nieudanego zamachu popada w obłęd. Rusza śledztwo zataczające coraz większe kręgi. W grze są ogromne wpływy, tajemnicza choroba oraz lekarstwo, które prawdopodobnie wywołało pojawienie się nowego wirusa, a że akcja rozgrywa się pod koniec lat 90., to mowa jest o wirusie HIV. Dziś może byłoby inaczej. Klimatu epoki dopełniają rekwizyty, pojawia się choćby tajemniczy przycisk zapisywania, czyli dyskietka.

Groza ukryta w cieniu

No i są jeszcze tajemnicze stworzenia, spychane poza kadr, ukrywane w cieniu praktycznie aż do końca prawie trzystustronicowego albumu. Jak się udało utrzymać napięcie w komiksie o mitycznych stworach, praktycznie ich nie pokazując? Tu wchodzi genialne rozgrywanie tempa. Momentami akcja płynie, a sekwencje przejmują narrację, jak choćby w scenie, gdy Mel, opętana obłędem, przemierza błonia. Innym razem wkracza akcja, ale często strony zalewane są dialogami, w których rozgrywana jest intryga. W każdym z tych elementów można przedobrzyć, a wyważenie tworzy idealne widowisko.

Zresztą najlepszą grozę otrzymuje się dokładnie w ten sposób. Gdyby Corbeyran pokazał strzygi w pełnym świetle w pierwszym odcinku, nie wzbudzałyby do końca już żadnego zaniepokojenia. Minimum środków, maksymalna siła rażenia, ale nie kosztem ciekawości czytelnika, bo na końcu tego tomu dochodzi do rozwikłania zagadki, przynajmniej w większej części, co daje satysfakcję przy jednoczesnym zainteresowaniu dalszymi losami.

Pieśń Strzyg. Księga I

Co prawda „Pieśń Strzyg” obroniłaby się już w ten sposób, ale na planszach można znaleźć kilka ciekawych nawiązań. Jestem przekonany, że projekty przynajmniej co poniektórych postaci wzorowane były na serialowych i filmowych bohaterach. Ja zobaczyłem Davida Duchovnego, znanego z roli agenta Foxa Muldera, zresztą strzygi spokojnie mogłyby trafić do odcinka „Z archiwum X”. Innym razem widzę Johna Travoltę i Samuela L. Jacksona w rolach Vincenta Vegi i Julesa Winfielda z „Pulp Fiction”. Zresztą Kubuś Puchatek i Myszka Miki odgrywają jedną ze strzelanin rodem od Tarantino. Czy jest tego więcej? Całkiem możliwe.

Kolor jako dodatkowy poziom opowieści

No i jeszcze jedna rzecz. Kolory. Ten komiks prawdopodobnie poradziłby sobie w czerni i bieli, bo Geurineau ma kapitalną kreskę, a kadry dobierane są filmowo. Niemniej dzięki kolorom komiks nabiera dodatkowego poziomu. I warto na nie zwrócić uwagę, zwłaszcza że w trakcie tego wydania zbiorczego dochodzi do zmiany. Na okładce wymieniono Isabelle Merlet, odpowiedzialną za udaną warstwę kolorów w tomach 1–4. Kadry ożywają dzięki jej malarskiej ręce. W pozostałych zeszytach kolory nałożył Ruby, co od razu widać po komputerowych gradientach, które mimo wszystko pasują. Co jest ładniejsze? To już kwestia gustu.

Pieśń Strzyg. Księga I

Co dalej? Pierwsza księga musi pewnie pohulać po rynku, ja bardzo ją polecam, bo jak najszybciej chciałbym przeczytać ciąg dalszy. Całość liczy osiemnaście tomów, więc liczyć możemy na dwa kolejne tomy zbiorcze. Trzysta stron to co prawda niemało, a czytania jest na co najmniej dwa długie wieczory, ale gdybym miał pod ręką kontynuację, bez wahania bym z niej skorzystał.

Czytaj więcej: XIII. Tom 1

Scenarzysta: Corbeyran

Ilustrator: Richard Guérineau

Tłumacz: Paweł Łapiński

Wydawca: Lost in Time

Seria: Pieśń strzyg

Format: 210 x 290 mm

Liczba stron: 296

Oprawa: Twarda

Druk: kolor

Papier: kredowy

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: