Deadpool Samuraj. Tom 1 – Deadpool wszędzie dotrze
Tak to z Wadem Wilsonem już jest, wciska się wszędzie tam, gdzie tylko można, więc wtargnięcie na kartki mangi chyba nikogo dziwić nie powinno. „Deadpool Samuraj. Tom 1” to właściwie dwa pierwsze odcinki przygód pyskatego najemnika w Japonii. Gdyby ktoś się nadział na ostatnią stronę, to szybki zwrot w tył i po krótkim „Na co się lampisz?” odwracamy komiks na właściwy początek, przechodzimy przez obwolutę z przyjemnym kolażem deadpoolowo-zbrojeniowym, no i jazda!

Samoświadomość level manga
Jeśli znacie Deadpoola, a zakładam, że tak, bo po co jakiś szaleniec sięgałby po mangę z jego udziałem, to wiecie, że ten mutant, oprócz niezbyt dobrze dostrojonego czynnika gojącego, włada jeszcze jedną komiksową supermocą. Jest postacią samoświadomą, doskonale sobie zdaje sprawę, że występuje w komiksach, a tu dołożono świadomość o filmach i przedmiotową mangę. Pojawia się słownictwo branżowe, a że do tego rodzaju komiksów zaglądam dość rzadko, to czułem się momentami lekko zdezorientowany, co na całość odbioru nie miało jednak za dużego wpływu. Zawsze to coś nowego, prawda?

Deadpool bezwstydnie wypycha się na przód, choć pierwszy szereg, czy to w komiksach, czy filmach Marvela, należy do klasycznych postaci czy drużyn. Znowu przecież przez takich Avengersów przewinął się już tabun postaci, więc może znalazłoby się tam też miejsce dla Wilsona? I na to pytanie odpowiadają Sanshiro Kasama i Hikaru Uesugi. Deadpool dołącza do Avengers? No prawie. Do oddziału działającego na terenie Kraju Kwitnącej Wiśni, zwanego Legionem Samurajów.
Samuraj, ale bez rewolucji i bez kimona
Czyli niby pierwsza liga, ale jednak tak trochę z boku, chociaż osobiście ja wolę takie historie, które nie rozgrywają się w centralnym świetle reflektorów. Główna drużyna składa się z Deadpoola, oczywiście, i kilku postaci dobranych po macoszemu. Jest japońska wersja Spider-Mana, Sakura Spider, i gwiazdka popu, która nabawiła się kosmicznego pasożyta, czy tam symbionta. I to działa świetnie, zwłaszcza że dla kontrastu oryginalny Spider-Man czy Kapitan Ameryka z Iron Manem też się pojawiają. I gdy wchodzą na scenę, to jednak klimat trochę siada.

Tytuł „Deadpool Samuraj” sprawdziłby się do alternatywnej linii wydarzeń osadzonej w feudalnej Japonii, to mógłby być świetny komiks, choć nie wiem, czy taka formuła szybko by się nie wyczerpała. Tutaj otrzymujemy postać Pyskatego Najemnika w praktycznie niezmienionej postaci, zwyczajnie wklejonego w mangę z akcją przeniesioną do Japonii. Zbyt leniwie? Być może, ale właściwie nie było trzeba nic zmieniać. Deadpool biega z dwoma katanami, a to na wskroś japońskie miecze. Ach, no i do jednego z żartów został wykorzystany fakt, że Hawkeye swego czasu przywdział inną tożsamość.
Tłumaczenie, żarty i formalne wygibasy
Deadpool sprawdza się w komiksie w takim stylu, skacze, strzela, tnie mieczem i często obrywa. No i gada jak opętany, a w wir odniesień wciąga co tylko się da, choćby „Dragonballa”. Działa też doskonale oprawa graficzna, a Wilsonowi zdarza się rysunki komentować. Pamiętam, jak w pierwszym tomie „Akiry” przeszedłem po kilku sekundach przez dwustronicowego splasha, najpewniej dopracowywanego godzinami. Tutaj po takim czymś można nadziać się na kąśliwy komentarz ze strony bohatera. Ja dostałem po łapkach.

Aha, część żartów została przetłumaczona na polski z rozmachem, bo wyłapałem „serduszko puka w rytmie cza-cza” i memiczne „amelinium” (takich szponów nie pomalujesz). Fajnie, ale dużo mocniej wchodzą mi klasyczne darcie łacha z nieśmiertelnych frazesów takich jak „I love you 3000” czy „z wielką mocą…”. No i całkowicie zgadzam się z Thanosem. Dubstep to… no na pewno nie mój ulubiony gatunek muzyczny.
Jest też trochę zabiegów formalnych. Skomentowany zostaje nieudany pomysł, aby w czarno-białym komiksie pokazywać na splashu czarnego symbionta. Najśmielej wypada przebicie pięścią bohatera z plamą tuszu rozlewającą się na następnej stronie. Można zobaczyć przez chwilę, jakby ten komiks wyglądał w standardowej amerykańskiej oprawie, choć bez koloru, przez co komiks trzeba przekręcić i wyjątkowo przeczytać planszę od lewej do prawej, ale tak naprawdę, gdy ktoś chce standardowego komiksu o Deadpoolu, to nie tutaj. Ale znowu, takich jest do wyboru do koloru. Niczym nie gardzę, ale osobiście prędzej sięgnę po drugi tom „Samuraja”.
Czytaj więcej: Marvel Must-Have. Tom 2. Deadpool zabija Uniwersum Marvela
Scenarzysta: Sanshiro Kasama
Ilustrator: Hikaru Uesugi
Tłumacz: Maciej Błahuszewski
Wydawca: Egmont
Seria: Deadpool Samuraj
Format: 148×210 mm
Liczba stron: 456
Oprawa: Miękka
Druk: cz.-b.
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









