Marvel Essential
Jakiś czas temu chwaliłem się na tablicy pięknym zestawem czterech opasłych tomów Marvel Essential, po lekturze wszystkich 2254 stron mogę w końcu pochwalić się wrażeniami. Zacznę może od tego co wszystkie tomiska mają wspólnego – wydanie. Każdy z komiksów oprawiony jest w solidną, kolorową, twardą oprawę gwarantującą długą żywotność tomu. Niestety okładka to jedyny kolorowy element jaki znajdziemy w tych wydaniach, brak koloru jest jednak bardzo dobrze uzasadniony – ceną, o której później. Całość jest naprawdę solidne zszyta, co gwarantuje nam, że komiks nie rozpadnie się przy pierwszej lekturze. Opinię na temat wydania mogą być różne, Mariuszowi się nie podobało, ale moim zdaniem czarnobiały druk wprowadza specyficzny klimat i z każdą stroną przypomina, że najstarsza z tych historii była wydana w oryginale w 1967 roku! Czuję się jednak zobowiązany żeby ostrzec tych, którzy nie mieli styczności z komiksami z tamtego okresu, że są one bardzo specyficzne a dialogi czasami zbijają z nóg 😉 
Największą zaletą (i będę się kłócił do upadłego, że nie jedyną) czarno białego druku jest mniejszy koszt, a co za tym idzie mniejsza cena. Na okładkach wydawnictwo Mandragora umieściło cenę 79,90 zł co jak na album w takim wydaniu, zawierający średnio 25 zeszytów nie jest ceną wygórowaną. Wystarczy jednak dobrze poszukać i można kupić cały pakiet w cenie 99.99 zł – jak za taki kawał historii to naprawdę niewiele. Pakiet, o którym mówię zawiera Essentiale: Punisher Tom 1
Daredevil Tom 2
X-Men Tom 2
Wolverine Tom 2
Album Essential Tom 1 zawiera w większości zeszyty Spider-Mana w których pojawiał się Frank, najczęściej jako oponent pajęczaka, oraz zeszyty już wydane pod tytułem Punisher #1-5. Treść albumu
trudno ocenić jakoś całość, ponieważ niektóre z historii są po prostu śmieszne, inne już poważne i całkiem serio. Niektóre z zeszytów są warte wyróżnienia, mi chyba najbardziej przypadł do gustu Amazing Spider-Man #175, w którym Spidey z Punisherem wspólnie próbują odbić J. Jonaha Jamesona z rąk Hitmana. Pojawia się w nim kilka ciekawych faktów z życia Franka w formie krótkiej retrospekcji, a końcówka, w której Punisher staje przed trudnym wyborem (spokojnie bez spojlerów :P) jest naprawdę świetna. Przy okazji możemy zaobserwować, że Castle śmiga na pajęczynie nie gorzej od Parkera co mnie osobiście naprawdę rozbawiło 🙂Od samego początku do ostatniej strony nie zmienia się tylko Frank, który jest niezmiennie twardy i bezlitosny. Jeśli ktoś z was chciałby samemu poznać postać Punishera od samych podstaw to ten tom powinien znaleźć się na waszej półce, świetnie opisana jest historia Franka, jego motywy, psychika i sposób działania. Na ostatniej zaś stronie znajdziemy pełną charakterystykę przypominającą troszkę akta policyjne – dane personalne, rysopis, życiorys a nawet spis wyposarzenia! Wisienka na torcie.
Ten album składa się z zeszytów Daredevil #26-48 z dodatkiem jednego Special #1 oraz jednego zeszytu Fantastic Four #74. Całość scenariusza łącznie z Specialem oraz FF jest efektem samego Stana Lee, rysunki to sprawka Gene Colan`a (Jack Kirby FF#74) . Choć prywatnie uważam pana Lee za komiskowego geniusza to niestety muszę to przyznać, że DD to najsłabsza pozycja w całym pakiecie. Za przygody Matta Murdocka wziąłem się w drugiej kolejności zaraz po lekturze Punishera, więc specyficzna forma dialogów i narracji z tamtego okresu już mi nie przeszkadzała, jednakże czytając ten album nie czułem żadnego napięcia. Serio, nic, zero. W każdej historii od początku do końca wiedziałem, że wszystko skończy się dobrze, nikomu nic się nie stanie i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. W gruncie rzeczy Szczudlak, Żuk, Błazen i inni mega groźni arcyłotrowie to chyba najmniejszy kłopot DD i jednocześnie przyczyna największego kłopotu Matta, nieszczęśliwej miłości. Pomysł na miłość ala Peter Parker raczej nie przypadł mi tutaj do gustu. Komiks miejscami jest po prostu śmieszny i męczący, bo ileż razy wrogowie mogą zostawić bezradnego DD na później. Kolejny śmieszny wątek, który był całkowicie nielogiczny i po prostu durny Mike Murdock. Szczegółów nie zdradzam sami się przekonacie. Skoro Punisher był tortem z wisienką to DD zasługuje jedynie na miano zeschniętego pieguska z wydłubanymi kawałkami czekolady.
Tom 2 Essential Wolverine zaczyna się na wyspie Madripoor gdzie Logan ukrywa się pod imieniem Patch, powodów nie podam bo warto sobie to doczytać. Album to komplet zeszytów Wolverine #24-47, do których scenariusz pisali Peter David (#24 i #44) Jo Duffy (#25-30) oraz Larry Hama (reszta :P). Za świetne rysunki odpowiedzialna jest cała zgraja artystów, a wśród nich Marc Silvestri, Klaus Janson i John Buscema. Zeszyty powstały w okresie od maja 1990 do października 1991 więc są to już dużo nowsze publikacje niż np. Essential DD, cały scenariusz również stoi na dużo wyższym poziomie. Historia Mistrzowskiej Formy i tragedia jaką przeżył Wolverine na wyspie Rumika wbiła mnie w ziemię! Świetnie oddające emocje rysunki i narracja ograniczona do minimum, tak aby czytelnik mógł poczuć wściekłość Logana zamiast o niej czytać. Podobnie do Essential X-Men znajdziemy tutaj całą masę wrogów, z którymi nasz bohater musiał stoczyć walkę, Yakuza, Łowca z ciemności, Lady Deathstrike, cybernetyczna kopia samego siebie, Elsie Dee (LSD xD), Sabretooth, a nawet naziści chcą zrobić z Logana krwawą miazgę! Komiks czyta się lekko, szybko i przyjemnie a za każdym razem kiedy w kadrze pojawia się charakterystyczny napis SNIKT na ramionach wyskakuje gęsia skórka. Na dopełnienie po prostu świetne okładki! Tą chyba sobie powieszę nad biurkiem 🙂










