Spider-Man. Całkiem nowy dzień – relacja (mam nadzieję) bez spoilerów

Właśnie premierę ma nowy film z Pajączkiem. „Spider-Man. Całkiem nowy dzień” pojawił się w kinach i zdążyłem zaliczyć już seans. Nie żebym jakoś specjalnie czekał na ten film i polował na pierwsze pokazy. Mój syn poprosił mnie, abyśmy poszli z okazji jego urodzin. Pierwszy raz bawiłem się tak dobrze w kinie na jakimkolwiek filmie Marvela. A mimo że Spider-Man to mój ulubieniec od początku lat 90., do filmów zawsze miałem jakieś „meh”. Czasem malutkie, ale jednak.

Spider-Man. Całkiem nowy dzień

Najbardziej komiksowy z kinowych Spider-Manów

Nieczęsto chodzę do kina, a na premiery już praktycznie w ogóle. Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to pełna sala. Tak, Pajączek ma swoich wiernych fanów. W końcu to jeden z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów, jeśli nie produktów popkultury, na całym świecie. Sala jest pełna i jest w niej gwarno. Oglądanie w kinie jest ekstra. Sceny kaskaderskie robią wrażenie, a dźwięk z głośników miażdży. Niemniej z niemałą obawą patrzyłem na wielkie wiadra popcornu i duże kubki z napojami. Będą szeleścić, będą biegać do toalety. Na szczęście film jest dość długi i w drugiej części już było spokojniej. No, w miarę.

Spider-Man. Całkiem nowy dzień

Spider-Man z Tomem Hollandem jest świetnie pomyślany. W przeciwieństwie do „The Amazing Spider-Man” z Andrew Garfieldem nie powtórzono pełnej genezy bohatera, dzięki czemu uniknięto porównywania z pierwszą trylogią. Od samego początku podobały mi się nowoczesne stroje, a przyjaźń z Tonym Starkiem tylko przyspieszała technologiczny rozwój błękitno czerwonego kostiumu. Tym razem jednak, jak pokazano na końcu „Bez drogi do domu”, mamy do czynienia z najbardziej klasycznym, komiksowym strojem, jaki pojawił się kiedykolwiek w filmach. Ekstra. To jest Spider-Man, którego znam najlepiej.

Jednym z najgorszych błędów, jakie popełniono, pisząc historie o Spider-Manie, było odwołanie małżeństwa Petera Parkera i M.J. W filmach co prawda chłopak nie zdążył się ożenić, ale doszło do podobnego wymazania. Bardzo nie lubię tego wątku. Stan Lee ćwiczył go już w westernach z fałszywie oskarżanymi rewolwerowcami, takimi jak Kid Colt. Gdy już sytuacja miała szansę się ustabilizować, wygrywał mechanizm: „muszę odejść, nie mogę cię wystawiać na niebezpieczeństwo”. Ochrona przez odejście, czy jak w tym przypadku przez wymazanie wspólnych wspomnień. No zwyczajnie da się wymyślić inne wyjście.

Emocje ważniejsze od supermocy

Niemniej po raz pierwszy Spider-Man z Tomem Hollandem jest tak mało superbohaterski, a tak bardzo obyczajowy. Emocje, a przede wszystkim nieradzenie sobie z nimi, wypływają tu na powierzchnię. Peter Parker jest sam, a ta pustka aż wylewa się na widzów. I to właśnie przez to bohater staje się tak bliski. Chce mu się pomóc, sympatyzuje się z nim. Nie chce się, by cierpiał, bo i tak wycierpiał już za dużo.

Spider-Man. Całkiem nowy dzień

Z drugiej strony to, co miało Spider-Mana odgrodzić od reszty kinowego uniwersum, do końca nie zadziałało. Co prawda nie zwalają się tu wszyscy, jak to pewnie zdarzy się u Avengersów, ale i tak lista jest całkiem długa. Jest Hulk, jest Yelena Belova, jest detektyw Jean DeWolff i pojawia się Punisher. Zresztą panowie odstawiają taki bromance, że aż wybija się on na najważniejszą relację w całym filmie. Serio, nawet linia Peter i M.J. nie jest aż tak mocna. No i pojawia się jeszcze Sadie Sink, która może nie była największą gwiazdą „Stranger Things”, ale i tak zwracałem na nią więcej uwagi niż na innych. W końcu Todd McFarlane i Erik Larsen nauczyli nas, że na rudzielki trzeba zwracać uwagę.

Sceny walki i ewolucje powietrzne

Przeciwników Spider-Mana jest kilku, choć główny złoczyńca był dla mnie zaskoczeniem. Nie pamiętam, aby Pająk kiedyś pojedynkował się z tą postacią, ale wszystkich komiksów Marvela przecież nie przeczytałem. Walki odbywają się na różnych płaszczyznach, także mentalnych, choć ulicznych pojedynków również jest kilka. Tylko że te zostały niemal żywcem wyjęte z gry o Spider-Manie. Serio, niemal mogłem wymienić kombinacje na padzie, które wywołują określone ewolucje i uniki.

Za to jestem całkowicie oczarowany ewolucjami powietrznymi, zwłaszcza nurkowaniem z wieżowców i bieganiem po dachach. Wszystko wypada przekonująco. Nie mogłem się powstrzymać od jęknięcia z zachwytu. Na ekranie telewizora prawdopodobnie nie zrobi to aż takiego wrażenia, dlatego wyjście do kina ma swoje dobre strony.

Spider-Man. Całkiem nowy dzień

Co prawda nad „Bez drogi do domu” to nadal odsłona dostarczająca najwięcej fanserwisu. Ukrywanego przed premierą, ale przez wielu trafnie przewidzianego. Tutaj czegoś na miarę „trzech Spider-Manów” nie ma, ale trochę ukłonów w stronę fanów znajdziecie. Tylko takich delikatniejszych, choć nadal błyszczących. A to Spider układa się w locie w pozę z „Amazing Fantasy #15”. A to M.J. spada z budynku dokładnie tak, jak spadała Gwen Stacy. Jestem pewny, że nie wyłowiłem nawet 30 procent easter eggów, ale za to jestem przekonany, że wiem, co oznacza scena po napisach.

Ty płaczesz?

Ja? Nieeeee! Kto płacze? No dobra, wzruszyłem się kilka razy. Choć romantycznego powodu akurat było tu najmniej. Twórcy lekko zadrwili z motywu „żyli długo i szczęśliwie” i słusznie, bo wyszłoby to nad wyraz banalnie. Za to powodów do wzruszeń jest sporo. Choćby wspomniana relacja z Punisherem. Albo moc przyjaźni, która okazuje się silniejsza od najsilniejszego zaklęcia. Stary się robię i ckliwy, ale to chyba film celowany właśnie w starego fana, więc wszystko się zgadza.

Czy warto wybrać się do kina?

Odtajam i chętnie wybiorę się na seans jeszcze raz. No chyba że nie dam rady, to wtedy obejrzę go już w domu za jakiś czas. Spider-Man jednoczy różnych fanów, choć wątpię, aby kilkulatki coś z tego filmu wyniosły. Albo zrozumiały, kto kłamie i dlaczego. Albo czemu V Max jest aż tak naładowane emocjonalnie. Niemniej płacz któregoś z dzieci na sali zrobił na mnie wrażenie, choć nie aż takie jak wychodząca rodzina z seansu „Spider-Man. Uniwersum”. Proszę Państwa. Spider-Man powrócił do domu. To ta część powinna się nazywać „Homecoming”.

Czytj więcej: Spider-Man Uniwersum – film najeżony pająkami

Share This: