Batman #3 – Śmierć rodziny

     Po przeczytaniu i napisaniu recenzji komiksu Batman – Black Mirror sięgnąłem od razu po kolejny album o Mrocznym Rycerzu pod tytułem „Śmierć rodziny”. Po tym jak pisałem o Black Mirror w samych superlatywach trudno będzie mi znaleźć odpowiednie słowa żeby oddać to co myślę o albumie Śmierć rodziny. Zacznijmy jednak od początku czyli od okładki.

   Wiele się mówi o tak zwanym pierwszym wrażeniu, że ma ono duży wpływ na końcową ocenę. Przeglądając komiks przy zakupie pierwsze co oglądamy to oczywiście okładka oraz rysunki, i powiem Wam szczerze, że gdybym nie mając jakiegokolwiek pojęcia o tej historii dostał to egmontowskie wydanie do ręki nie zastanawiałbym się nad kupnem nawet sekundy. Śliczne wydanie w twardej oprawie wraz z dołączoną plastikową okładką robi ogromne wrażenie. Same ilustracje na dodatkowej okładce oraz na okładce tekturowej to istne arcydzieła, dwa osobne rysunki tworzące groteskowo piękną i przerażająco śliczną całość. Już dawno, o ile kiedykolwiek, nie widziałem tak dobrze przemyślanej okładki, która jest po prostu genialną zapowiedzią treści komiksu. Dlaczego tak sądzę napisze na końcu tekstu.
      Drugim elementem, który oceniamy to oczywiście ilustracje i ogólna szata graficzna. Już po pobieżnym
przekartkowaniu komiksu łatwo rozpoznać kunszt Grega Capullo. Charakterystyczna ostra kreska, ogrom detali i drobnych szczegółów budujących fascynujący a jednocześnie przerażający, demoniczny i budzący pewnego rodzaju niepokój klimat to coś czego nie da się przeoczyć. Niektóre z kadrów to małe dzieła sztuki przekazujące treść w jeszcze lepszy sposób niż narracja i dialogi, których autorem jest nie kto inny jak Scott Snyder. Niepokój, strach z jednoczesną fascynacją po prostu pięknych, szczegółowych ilustracji to chyba najmocniejszy punkt tego komiksu… No niech będzie, że na równi mocny i efektowny co scenariusz.
     Komiks rozpoczyna się od krótkiego wstępu z opisem wydarzeń jakie miały miejsce w Gotham przed wydarzeniami opisanymi w komiksie. Ze wstępu czytelnik dowiaduje się, że rok temu Joker stracił twarz i opuścił Gotham… Nie, to nie jest metafora, Joker stracił twarz ponieważ została mu zdarta z niej skóra. Przez rok nieobecności szalonego błazna batrodzina oczekiwała czujna i niespokojna. Po roku względnego spokoju (o ile to w ogóle możliwe w Gotham) przestępczy król miasta powrócił. Powrócił i ma plan, plan jak najbardziej skrzywdzić Batmana, którego nazywa starym druhem, królem i swoim bratem. Przygotował on dla Mrocznego Rycerza szaloną gierkę, która miała spowodować jego upadek i przyprawić o obłęd równy samemu Jokerowi. Szalony błazen rozpoczął swoją gre od odtwarzania pierwszych spotkań ze swoim antagonistą, tym razem jednak jego szalone zbrodnie nie były wycelowane w Mrocznego Rycerza. Jak Batman stawia czoła wszystkim śmiertelnym pułapkom oraz postępującemu obłędowi przekonacie się sami kiedy zajrzycie do tego tomu, bo uwierzcie mi, musicie go mieć.
     Na koniec obiecałem napisać dlaczego okładka to genialna zapowiedź komiksu… kłamałem…Ha ha ha ha ha!

Paweł

 Ten i jeszcze więcej komiksów znajdziecie na:  http://www.e-legion.pl/sklep/

 

Share This: