Helen z Wyndhorn – recenzja komiksu Toma Kinga
„Helen z Wyndhorn” to hołdToma Kinga dla twórców fantasy piszących do groszowych magazynów wykonany w sandmanowym stylu. W tle przewija się literatura, pojawiają się mityczne stwory, a w świecie rzeczywistym znaleźć można drzwi do świata pełnego magii i przygód.

Robert E. Howard i literatura przygodowa
Tom King ma już ogromną renomę i właściwie wygląda na to, że może tworzyć już co chce, z kim chce i dla kogo chce. „Helen z Wyndhorn” to sześcioczęściowa miniseria stworzona dla Dark Horse Comics, ale właściwie unosi się nad tym tytułem duch starego Vertigo. I tak, mam na myśli głównie „Sandmana”. A jako że Gaiman po oskarżeniach chowany jest przez wydawnictwa na tył, to tworzy się luka. A wszechświat jak tylko może, to próżnię wypełnia.
Z tym że są to skojarzenia tylko na ogólnym poziomie, bo „Helen z Wyndhorn” czerpie i nawiązuje do konkretnego gatunku literackiego: magii i miecza. Wyprawy na drugi koniec świata, mocno zakrapiane popijawy i awantury w trakcie i po nich, burzliwe romanse i równie gwałtowne rozstania i powroty. Mnie najbardziej kojarzył się Robert E. Howard znany głównie jako twórca Conana z Cymerii, ale prawdopodobnie Tom King ma na myśli też innych pisarzy. Choć może niekoniecznie, bo do Howarda wiedzie kilka ścieżek. Choćby tragiczna śmierć pisarza.
Tajemnica C.K. Cole’a
Tom King wyprowadza narrację z punktu widzenia guwernantki, która na początku ma doprowadzić nastoletnią, osieroconą Helen do posiadłości dziadka, a później zająć się jej edukacją. Eleganckie retrospekcje wciągają swoimi poziomami i stwarzają ciutkę wrażenie poznawania historii od tyłu. No bo można choćby wysnuć wniosek, kto z całej historii doczekał starości, a komu raczej nie było to dane.
Największą tajemnicą i to taką, która do końca nie zostaje wyjaśniona, okryty jest ojciec Helen, C.K. Cole. Awanturnik, pisarz groszowych opowieści oraz samotnie wychowujący córkę rodzic. Z tym że to tylko wierzchołek góry lodowej, bo odkrywamy, że z jego bohaterem w stylu Conana łączy go coś więcej niż relacja demiurga i jego dzieła. Cieniem na całą historię kładzie się jego samobójstwo. Po stronach komiksu rozlewa się ból i mimo że Helen rozpoczyna nowe życie, to jednak cierpienie do końca ją definiuje i nigdy nie opuszcza. Nawet w chwilach czystego szczęścia.
Helen i świat po drugiej stronie drzwi
Szesnastoletnia Helen to dziewczyna, która już wiele przeżyła, a ból uśmierza alkoholem i papierosami. I zanim dobrze mi w głowie zaświta, że to przecież używki dla dorosłych, w dymkach pada pytanie, co ty robiłeś w jej wieku. No i ojć. W sumie nie ma się czym chwalić, kto, kiedy i z czym zaczyna, więc szybko przestaję posądzać Toma Kinga o przesadę.
Helen po poznaniu dziadka odżywa, a gdy ten przeprowadza ją przez drzwi do zaczarowanego świata, życie dziewczyny zmienia się nie do poznania. Większość przygód wyrzucona jest poza komiks, bo w końcu poznajemy relację guwernantki, która w większości wydarzeń nie brała udziału. Opowiada więc to, co zostało jej przekazane. Czasem są to tylko wzmianki, czasem dłuższy przekaz. Jest też moment, gdy kobieta nie wytrzymuje i wparowuje naładowana kobiecą determinacją w środek zamieszania, aby wytłumaczyć dziadkowi dziewczyny kilka kwestii.

Książki jako przejście do innych światów
Czasami wydaje się, że wystarczy tylko delikatnie popchnąć, aby runęła czwarta ściana, a Helen zyskała świadomość, że jest postacią z komiksu. Niemniej Kingowi nie o to chodzi. Co prawda postacie z tego komiksu znajdują przejścia do świata pełnego zaczarowanych stworzeń i przeżywają tam swoje przygody, ale spokojnie można to odnieść do czytania fantasy, kiedy to okładka staje się drzwiami.
Jakże smutniejsze byłoby życie, gdyby nie książki, filmy czy komiksy, które zabierają odbiorcę do innych światów.
Komiks zdobi gotycka, cieniutka i pełna wielu zdobień kreska. Pasowałaby do „Sandmana”? A no pewnie, że tak. Niemniej Tom King nie rozpętuje sagi, a przecież spokojnie mógłby. Wystarczyłoby opowiedzieć jeszcze kilka historii i od razu zrobiłoby się dwa razy więcej zeszytów.
Drzwi zostają jednak zamknięte, a autorzy zatrzymują sekrety tego świata dla siebie, utrzymując odpowiednią dawkę tajemniczości i nie odczarowując tego miejsca. Odważny, ale jednocześnie pełen uroku zabieg.
Czytaj więcej: Mister Miracle – recenzja wybitnego komiksu od Toma Kinga i Mitcha Geradsa
Scenarzysta: Tom King
Ilustrator: Bilquis Evely
Kolory: Matheus Lopes
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 176
Oprawa: Twarda
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









