Thorgal. Bogini Bursztynu. Saga. Tom 6 – recenzja szóstego tomu Sagi

„Thorgal. Bogini Bursztynu” to już szósty odcinek Sagi. Christophe Bec i Valérie Mangin pokazują Thorgala w trakcie jednego z powrotów na wyspę, na której zamieszkał. Klasyczny punkt wyjścia. Syna Gwiazd mocno ciągnie w stronę rodziny, a ze względu na jej liczebność i miejsce zamieszkania ten tom należy umieścić pomiędzy „Upadkiem Brek Zarith” a „Alinoe”.

Thorgal. Bogini bursztynu

Saga jako sposób na rozwijanie uniwersum

Zdaje się, że Lombard znalazł odpowiednią formułę na to, aby ubogacać świat Thorgala, a jednocześnie nie podpadać starszym fanom. Saga brzmi dumnie i fantastycznie i odwołuje się do fabuły starych tomów, rozgrywając się gdzieś pomiędzy. To, co czytaliśmy przed laty, jest swego rodzaju sacrum pielęgnowanym w pamięci. Czasem lepiej nie sprawdzać, czy te perełki są w stanie jeszcze zachwycić, ale choćby takie „Ponad krainą cieni” to nadal piękny, zachwycający komiks.

Do współpracy w ramach tej serii zapraszani są znani twórcy, czasem niezwiązani twórczo z Thorgalem, ale znający bohatera, bo sami czytali w dzieciństwie jego przygody. Śmiało więc można mówić o oddawaniu hołdu czy tworzeniu nowych przygód z miłości do Syna Gwiazd. To czuć od razu i ożywia skostniałą relację do bohatera z dawnych lat, nadszarpniętą przez rozczarowujące nowe odcinki serii.

Baśniowa przygoda z bursztynem

Nowe horyzonty potrafią zniechęcić. Oczywiste jest, że seria nie może ciągle kręcić się w kółko, ale pamiętam, że sam byłem ogromnie rozczarowany, gdy Thorgal stracił pamięć i stał się Shaiganem. A tak, w „Sadze. Bogini Bursztynu” mamy starego dobrego Thorgala, rodzinę w modelu 2+1 i psa. Żadnych Anieli, rudych Strażniczek Kluczy czy innych dziwolągów.

Nie przez przypadek wymieniłem wcześniej „Ponad krainą cieni”. Ten odcinek wspominają i Christophe Bec, i Valérie Mangin. W „Bogini Bursztynu” jest trochę tego onirycznego charakteru tamtej opowieści i ruszenia w przygodę poza znaną rzeczywistość. Tym razem nie docieramy do siedziby śmierci, ale tamto spotkanie jest wspominane. Scenariusz określiłbym jako dużo bardziej baśniowy. Tak jak w „Trzech starcach z kraju Aran” fabuła popychana jest przez zaczarowany naszyjnik, ale bursztyn nie zaburza pamięci, a wywołuje sny. Jak znacie Thorgala, to wiecie, że gdy grozi coś jego rodzinie, Syn Gwiazd przechodzi w tryb berserkera.

Pejzaże zachwycają, akcja już mniej, a twarze…

Uwielbiam „Ponad krainą cieni” także pod względem graficznym. Christophe Bec Rosińskiego nie naśladuje, choć uderza na froncie piękną, namalowaną okładką z portretem tytułowej Bogini Bursztynu. W środku za to czaruje przede wszystkim pejzażami. Natura wygląda dziko i fenomenalnie. Niektóre widoki zatykają dech w piersi, a że ten komiks ma ponad 100 stron, to nie trzeba było szczypać się z oszczędzaniem miejsca i można było wyprowadzić kilka dwustronicowych splashy. Moje ulubione ujęcie to to znad kopalni.

Dużo gorzej jest w scenach walki, bo te przedstawiane są w sposób statyczny i w ogóle nie czuć dynamizmu oraz ruchu. Niby w stronę Thorgala leci topór albo łapa z olbrzymimi pazurami, ale odnosi się wrażenie pozowania. Coś w stylu: wyciągnij rękę w tę stronę i się nie ruszaj. To jednak można ścierpieć. Prawdziwą tragedią są twarze. Oczywiście nie oczekuję, aby taki Bec rysował Thorgala tak jak Rosiński i to w swoim primie, ale zmienianie wizerunku postaci na dwóch sąsiadujących planszach to jednak przesada.

Aaricia wygląda czasem jak Violetta Villas, z całym szacunkiem do naszej artystki, a nie jak dobrze nam znana księżniczka wikingów z północy. Im bliżej finału, tym gorzej, tak jakby rysownika goniły terminy. Obok dopracowanych kadrów znajdują się takie, jakby dorobiono je na szybko. Może nie trzeba było produkować tylu stron, tylko historię skompresować?

Thorgal. Bogini bursztynu

Podsumowanie

Cieszę się, gdy nowe tomy są dłuższe, ale nie zawsze to pomaga. „Thorgal. Bogini Bursztynu” jest za długie. Pod koniec musiałem sobie przypominać, co działo się na początku, i porządkować chronologię wydarzeń. Aha, ja rozumiem, że stare tomy, zwłaszcza jeśli czytało się je za dzieciaka, są na boskim poziomie, a te nowe już nie bardzo, ale zabicie Fenrira na osi czasu przed spin offami zaburza kolejność pojawiania się postaci. No chyba że wielkiemu czarnemu wilkowi udało się jakoś powrócić do życia.

Końcowo „Thorgal. Bogini Bursztynu” to niezły tom, ale mógłby zostać lepiej dopracowany. Rozumiem, że hajs musi się zgadzać, a Saga w tym pomaga, ale jednak z szacunku do fanów takich błędów być nie powinno.

Czytaj więcej: Thorgal. Saga. Żegnaj Aaricio – litr nierozcieńczonej melancholii

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Valerie Mangin

Ilustrator: Christophe Bec

Tłumacz: Wojciech Birek

Wydawca: Egmont

Seria: Thorgal

Format: 21.5×29.0cm

Liczba stron: 112

Oprawa: Miękka/Twarda

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

Share This: