Wyborne Trupy. Tom 1 – brutalna gra i horror od Tyniona
KBOOM uderza z nową serią Tyniona. „Wyborne Trupy. Tom 1” to początek maksi serii zaplanowanej na 13 zeszytów. Póki co możemy po polsku przeczytać pierwsze trzy, choć album prezentuje się jak standardowy amerykański zbiorczak, w którym zazwyczaj znajduje się pięć zeszytów.

Krwawa gra o władzę
Seria zyskała już uznanie na Zachodzie. W oczy rzuca się kolorystyka. Żarówiasta, niepozwalająca przejść obojętnie, przyciągająca spojrzenie. Różowy z pomarańczowym to wybuchowa mieszanka, choć postawa Lisicy pełna jest mocy i zdecydowania. W czerni i bieli trzeba by się było wczytywać. Wyprostowana sylwetka z mieczem i pochlapana marynarka to wyraźny sygnał. W środku będzie się działo.
Horror, spiski i Halloween
A jakie tym razem działa wysuwa Tynion? Jest trochę w „Wybornych trupach” ponownego sięgnięcia do teorii spiskowych. Tematem przewodnim jest swoisty rytuał rodzin, które potajemnie rządzą Stanami Zjednoczonymi. Rząd, prezydent i gubernatorzy to tylko szopka dla mas. Jest też pracownik stacji benzynowej, dla którego to, co właśnie zobaczy, to nic, czego już by nie podejrzewał. No bo on wie, że lądowanie na Księżycu czy pandemia to same bzdury.
Jest też sporo grozy. Tworzy się hermetyczna atmosfera. Małe miasteczko o przeuroczej nazwie Oak Valley spłynie krwią i nie będzie to sztuczna krew, którą dzieciaki i część dorosłych smarują się na Halloween. Choć ta też się pojawia. Klasyka. Horror rozgrywający się w noc, w którą szkraby wyruszają po cukierki w przebraniach. Między nimi pojawiają się jednak prawdziwe potwory, mordercy i psychopaci.
Turniej śmierci
Trzecim elementem wpływającym na poczytność i zainteresowanie serią są igrzyska. Uwielbiamy przecież zawody, tabele i drzewka pucharów. A jak jeszcze można się zakładać, to już w ogóle jest poezja. Tu macie tego po trochu. Każda z 12 rodzin wystawia na arenę, którą jest tu spokojne miasteczko pogrążone w zabawie, jednego zawodnika z losowo wybraną, przygotowaną i ukrytą wcześniej bronią. Czasem jest to wybrany zbir, czasem ktoś z rodziny. Następne pięć lat będzie rządzić rodzina, której zawodnik do rana wyeliminuje wszystkich pozostałych. Przypomina to trochę igrzyska z „Cyngla”, choć tam pojedynek odbywał się bez osób postronnych.
Pierwszy tom to oczywiście przedstawienie koncepcji, którą wyprzedza filmowe otwarcie. Zagadkowe, wciągające, ciche, ale to przecież cisza przed burzą. Rozgrywka dopiero się zaczyna, figury rozstawiane są po planszy, a wpływowe rodziny dbają o to, aby nikt im nie przeszkadzał. W końcu na arenie coś się zaczyna dziać i padają pierwsze trupy. Jest brutalnie i bezpośrednio, choć pierwszy zgon to zwyczajny headshot. Za to skrupulatnie zobrazowany w kadrze.
Czytaj więcej: Button Man. Cyngiel – najprawdziwszy, komiksowy KILLER!!!
Mieszkańcy Oak Valley i społeczne tło
Autorzy dbają o to, aby mieszkańcy miasta nie byli anonimową masą do przypadkowego wymordowania. Niczym owieczki prowadzone na rzeź. Poznajemy kilka postaci, z tym że trudno powiedzieć, czy jest tu ktoś głównym bohaterem. A jeszcze trudniej jednoznacznie wskazać, czy jest ktoś, kto będzie w stanie ocalić mieszkańców miasteczka. Na to raczej bym nie liczył, ale w którą stronę pójdzie fabuła, trudno wyrokować.
Na ulicach miasta zaczyna się gra, zaglądamy też do klubów czy do szpitala. Ale „Wyborne Trupy” to nie tylko rąbanka, choć wyłamania dłoni z nadgarstka nie powstydziłby się żaden reżyser horrorów. Warto jednak zwrócić uwagę na to, co dzieje się obok. Bardzo interesująco wypada dialog między sanitariuszami, w tym córką szeryfa. Niemal terapeutyczny wydźwięk dotykający rozczarowań, bólu i przeżytych traum.
Bardzo gorzko, zwłaszcza biorąc pod uwagę powyższe definicje, wypada zaharowująca się samotna matka, zostawiająca swojego dzieciaka u sąsiadów. Sama musi do późna siedzieć w biurze jakiegoś mało znaczącego polityka. No właśnie. W końcu cały ten wysiłek to wszystko po nic. Mając lata harówki w korporacji, można w końcu to przejrzeć. Choć pewnie dla każdego jasne to nie jest.

Udanych łowów
Przy tym komiksie pracuje cały zespół twórców. Nawet w scenariuszu Tynion szybko zyskuje asystę, a nawet spada na drugą pozycję. Dodatkowo przy alternatywnych okładkach dołącza jeszcze kilku artystów, m.in. znany z „Departamentu Prawdy” Martin Simmonds. Ta mieszanka niewątpliwie ma wpływ na to, jak wygląda ten komiks, a że wygląda wybornie, to widać od razu. Szkoda, że nie dostajemy od razu trzynastu zeszytów na raz, bo z chęcią przeczytałbym już całość.
Czytaj więcej: Departament Prawdy. Tom 1. Koniec świata
Scenarzysta: James Tynion IV, Michael Walsh, Pornsak Pitchetshote
Ilustrator: Michael Walsh, Marianna Ignazzi, Valentine De Landro
Tłumacz: Marceli Szpak
Wydawca: KBOOM
Seria: Wyborne Trupy
Format: 170x260mm
Liczba stron: 144
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









