Jestem zagubionym aniołem – recenzja kryminału Jordi’ego Lafebre’a
Eva wróciła i znowu rozwiązuje… kryminał barceloński. „Jestem zagubionym aniołem” to niejako kontynuacja „Jestem ich milczeniem”, choć w zasadzie to osobna historia, którą można przeczytać bez znajomości poprzedniej. Tylko że ostatnio było może trochę więcej o pewnej przypadłości bohaterki. Widzi martwe kobiety ze swojej rodziny. A dokładnie trójkę. No bosko. Tym razem jednak pojawia się geneza tej przypadłości.

Do przeczytania w recenzji
Beton, Barcelona i zaginiony piłkarz
Jordi Lafebre dobrze rozgrywa kryminał, zaczynając od środka. Czy może nawet na chwilę przed rozegraniem finału. Jest trup i jest podejrzana, a jest nią sama Eva. Terapeutka, która zdaje się sama ma dość spore problemy psychiczne. Wiadomo. Szewc bez butów chodzi. Niemniej ten komiks się rozkręca. Fabuła jako sesja terapeutyczna. Co za wspaniały pomysł. Tym bardziej, że trudno wgryźć się w opowieść Evy, która z początku w ogóle się nie klei.
Co za okropna śmierć. Utonąć w niezastygłym do końca betonie tak, że wystają tylko twoje wytatuowane nogi. Choć może i upadek wystarczyłby, by pozbawić osobnika życia. Tak czy inaczej sprawa zabójstwa się rozkręca, a fakt, że żurawie rzeczywiście kojarzą mi się z Barceloną. Dźwigi, nie ptaki, choć widzę je raczej w okolicy katedry, a nie gdzie indziej. Z tym że wszystko zaczęło się zupełnie gdzie indziej. I od kogo innego. Od młodego, bardzo dobrze zapowiadającego się nastoletniego piłkarza. I nie, nie jest to Yamal.
Rozedrgana narracja i ślady popkultury
Zapamiętałem „Jestem ich milczeniem” jako płynnie upływający komiks. Tymczasem „Jestem zagubionym aniołem” jest dość rozedrgane. Z początku trudno dostosować się do jego rytmu. Ciągle coś dysonuje i mija trochę stron, zanim historia wpada na właściwy tor. Z czasem jest dużo lepiej, choć to nie jest tak, że przez ten komiks się przelatuje. Jest dużo fragmentów, przez które się brnie. Dialogów jest sporo, choć są zabawne elementy, a kilka razy nawet rechotałem na głos.
Z kryminałami mam ten problem, że percepcyjnie gdzieś w połowie opowieści rozkładam rozrzucone poszlaki i doszukuję się rozwiązania, czasem w mało spodziewanych kierunkach. Zwłaszcza tropy najbardziej zakamuflowane mogą być najbardziej obiecujące. Czytelnik nie może się zbyt łatwo domyślić rozwiązania, ale nie może też znajdować się ono zbyt daleko, bo zostanie odebrane jako bezsensowne. Zagadka musi jednak być bystra. Czy się domyśliłem rozwiązania? No powiedzmy, że tak w połowie, choć myślałem, że wynik poszukiwań zagubionego piłkarza będzie jednak inny.

Eva, Batman i Ghost Rider
Eva to bardzo żywa postać, czująca, przeżywająca rozczarowania i wzlatująca na uniesieniach. Każde pokolenie ma swojego Sherlocka. Może rzeczywiście to jest największy detektyw młodego pokolenia. Młodzi nie boją się mówić o swoich pragnieniach i przeżyciach. Są bezpośredni i do bólu szczerzy. Niepotrzebna im kurtuazja i wybujałe maniery. Co nie oznacza, że w tej opowieści nie brakuje przerysowanych postaci, bo bez wątpienia jest nią komisarz Merkel. Zbieżność nazwisk przypadkowa, choć może nie do końca.
Podoba mi się, że Lafebre zaszywa w opowieści trochę nawiązań do popkultury. Choćby jeden z szemranych typów nazywany jest przez Evę Gargamelem i w sumie rzeczywiście jest podobny. Tylko nie chodzi i nie narzeka, że nie cierpi Smerfów. No i Klakiera nigdzie nie widać. Jak się okazuje, po zasadniczej części odbyło się to za zgodą spadkobierców Peyo.
To nie wszystko, bo Eva znowu złości się, przypominając Ghost Ridera, ale to akurat może być przypadkowe. Natomiast wizyta w szpitalu psychiatrycznym skutkuje rozprawką na temat stabilności psychicznej Batmana i Jokera. Wiadomo, klaun równo pod sufitem nie miał, ale na krawędź doprowadziła go tragedia. Podobną w życiorysie ma Bruce Wayne. I tak jak patrzy się na to na chłodno, to w sumie nie wiadomo, który z nich ma bardziej nierówno pod sufitem.
Barcelona ukryta przed turystami
Trochę mało Barcelony w tym kryminale barcelońskim. Ale jest klub piłkarski i krótko ostrzyżona bojówka. Choć może to być oblicze miasta zakryte przed turystami i tylko korzenni mieszkańcy znają te zakątki niezbyt przyjemne dla odwiedzających. Sagrada Família gdzieś tam widoczna jest na horyzoncie, ale w obezwładniającym bogactwie ornamentów się nie pokazuje. Za to bywa, że kadr wyprowadzany jest wysoko nad miastem, aż czuć powietrze unoszące się nad tym starym miejscem. Czy zobaczymy jeszcze Evę? No ja mam nadzieję.
Czytaj więcej: Jestem ich milczeniem
Scenarzysta: Jordi Lafebre
Ilustrator: Jordi Lafebre
Tłumacz: Jakub Syty
Wydawca: Non Stop Comics
Seria: Kryminał barceloński
Format: 215×280 mm
Liczba stron: 112
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









