WKKM 53 – Astonishing Thor

10822429_744509022263799_722985660_nJest źle, ba, zaryzykuje nawet stwierdzenie, że tak źle jeszcze nie było. 53 tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela – „Astonishing Thor”, to bardzo mocny pretendent do pierwszego miejsca w niechlubnym rankingu najgorszych albumów WKKM.

Astonishing Thor to jeden z tych albumów przy czytaniu, których zadaje sobie pytanie – „dlaczego ja właściwie czytam takie bzdety?”. Podczas lektury tego albumu to pytanie pojawiało się kilkukrotnie. Niestety, w moim przekonaniu autor scenariusza, Robert Rodi zatracił się w fantastyce i przekroczył ulotną granicę pomiędzy fantastyczną fikcją, a irracjonalnym bełkotem. W efekcie czego otrzymujemy krótką (całe szczęście) historyjkę o tym jak to Thor próbuje powstrzymać dwie żyjące planety przed zjedzeniem siebie nawzajem… Nie, nie pomyliłem się, ten komiks naprawdę jest opowieścią, w której Gromowładny próbuje walczyć z planetami.

Podczas czytania tego komiksu wpadła mi do głowy pewna myśl. Ta historia idealnie pasuje do wizerunku geeka, takiego, który jest kreowany np. w serialu Big Bang Theory. Od dziś kiedy będę chciał wyobrazić sobie geeka będę widział nieprzystosowanego do życia w społeczeństwie, pryszczatego grubaska, z wielkimiIMG_20141205_092505 binoklami na nosie, który w ręku trzyma album Astonishing Thor. Ot taki stereotyp idealnie uzupełniony tym właśnie komiksem. Skoro jesteśmy już przy wyobrażeniach, spróbujcie sobie wyobrazić wyraz twarzy, waszego kolegi, waszej dziewczyny, mamy lub kogokolwiek kto na co dzień nie czyta komiksów, kiedy odpowiadacie mu na pytanie o czym czytasz? A czytasz akurat 53 tom WKKM…

Tak wiem, że ten komiks miał być ukłonem w stronę twórców postaci blondaska dla Marvela, tak wiem, że fabuła tego albumu to oczko puszczone w stronę wieloletnich fanów, którzy pamiętają jeszcze komiksy o Synu Odyna, które opracowywali Lee z Kirbym. Jednak smaczki dla fanów, którzy kojarzą dzieje bohatera opisywane przed dekadami nie powinny autorowi przesłonić wartości treści jaka trafi do aktualnych czytelników. A treść ta jest koszmarna, w tym zeszycie panuje totalny chaos i nie wiadomo czego się spodziewać po kolejnej stronie. Pomyślicie zaraz, że oszalałem, przecież nie raz pisałem, że cenię komiksy za nieprzewidywalne zwroty akcji. Jak najbardziej, rozwiązania, których się nie spodziewałem stanowią dużą zaletę dla każdego komiksu, jednak nie w tym przypadku. W Astonishing Thor zwroty akcji są po prostu denne. Np. Thor, który jeszcze kilka stron wcześniej strzelał piorunami w kosmosie (w kosmosie nie ma atmosfery więc się nie da się) ostrzega Zephyr przed wstrząsami wtórnymi, które zatrząsną planetą po tym jak Thor uderzy w jej jądro. Po tym następuje już ciąg bezsensownych zdarzeń jak np. Zephyr podróżująca przez czasoprzestrzeń, nadrabiająca 600 lat 😉 Może i się czepiam, ale naprawdę ten komiks oceniany w perspektywie faktu, że jest częścią zbioru o nazwie Wielka Kolekcja Komiksów Marvela IMG_20141205_092512wypada bardzo, bardzo słabo. Myślę, że inaczej mógłbym odebrać go, gdybym był jednym z tych wieloletnich fanów Gromowładnego, do których Rodi puszcza oczko, jednak jako casualowy czytelnik serii Thor oceniam ten komiks chyba najgorzej z całej kolekcji. Swoją drogą jakoś nie mamy szczęścia do Thora w ramach WKKM, bo jak do tej pory otrzymaliśmy historię wyrwaną z kontekstu, historię bez zakończenia oraz tom 53. Czarę goryczy dopełnia fakt, że w oryginalnym, brytyjskim wydaniu kolekcji zamiast tego komiksu, czytelnikom zaserwowano „Captain Britain and MI13: Vampire State” czyli historię o bohaterze Marvela, który w Polsce jest praktycznie nieznany szerszemu gronu czytelników. Nie wiem jak Wy, ale historię o Kapitanie Brytanii przytuliłbym z wielką chęcią, nawet gdyby komiks nie okazał się górnolotny, to przynajmniej zaznajomiłbym się z kolejną postacią Domu Pomysłów.

Na koniec czas przyznać, że jest jedna sfera, w której ten komiks jako tako się broni. Rysunki Mike`a Choi (Choi`a?), naprawdę epickie i w swoim realistycznym stylu pasujące do opowieści o Thorze. Rysunki, a w szczególności ilustracja z okładki to jedyne co miło zapamiętam z lektury tego komiksu. Spójrzcie tylko na okładkę, czyż z gromowładnego nie bije boski majestat i niepojęta siła?
Ps. W ocenie szaty graficznej pomijam okładki zeszytów #1-3 bo te były wręcz komiczne. Poniżej okładka trzeciego zeszytu 😉

IMG_20141205_092528

Share This:

  • Fabuła nie dość, że chaotyczna, to jeszcze totalnie badziewna. Rysunki by się nie obroniły, bo nie ma na nich prawie nic poza Thorem albo śmiezznymi planeto-buźkami, tylko kolorysta zrobił kawał roboty.