Sandman Uniwersum. John Constantine. Hellblazer. Trup w Ameryce. Tom 3
Z Constantinem mam dość skomplikowaną relację. Lubię jego pojawienia się w „Potworze z Bagien”, „Sandmanie” czy „Księgach Magii”. Jego solowe serie w przeważającej części mam do nadrobienia, zaciąłem się na pierwszym tomie Delano, kilka grubych tomów cierpliwie sobie czeka. Niemniej zacząłem serię z Sandman Uniwersum, pierwszy tom przeczytałem (o zgrozo) cztery lata temu (więcej tu – klik). Zanim wjechał nowiutki „John Constantine. Hellblazer. Trup w Ameryce”, nadrobiłem „Najlepszą wersję ciebie” i odchodzę, niczym od wigilijnego stołu. Co za dużo, to niezdrowo!

Trup w Ameryce – ucieczka, pościg i ukrywanie się na widoku
Zanim o jedenastozeszytowej jeździe po zgniłej Ameryce, kilka słów o dwójce, bo „Najlepsza wersja ciebie” to akurat całkiem udany album, może dlatego, że nie jest za długi i przegadany. No i zdobi go genialna, mroczna, spływająca krwią okładka. Niby John Paul Leon się przy niej nie napracował, ale czasem tak to bywa, że mniej znaczy więcej. Spurrier podejmuje spuściznę Gaimana, a przede wszystkim snucie opowieści i opowiadanie historyjek. Drugi tom to zbiór opowiadań, najlepiej wyszła historia zakochanej syreny i krytyka chciwości oraz konsumpcjonizmu, ale nie powiem, inne mityczne stwory pojawiające się w tym tomie też robią wrażenie. Choć pojawienie się jednorożca czy albionu raczej nie wywołuje zachwytu, a raczej skrzywienie z obrzydzenia.

I no niby „Lepsza wersja ciebie” miała być ostatnim tomem serii Constantine’a z Sandman Uniwersum, ale że drugi tom kończy się ucieczką, to nietrudno było rozpocząć kontynuację. Trzeba było tylko wymyślić, w jaki sposób John i jego przyjaciele będą się ukrywać przed pościgiem, a że z naszego maga szczwany gość, to oczywiście wymyśla zaraz plan i to ukrycia się na samym widoku.
Czym jest magia?
To byłby świetny album, gdyby był z połowę krótszy, a tak wymęczyłem się niemiłosiernie. Zacząłem czytać go przed świętami i skończyłem dopiero teraz. Dawno nie zajęło mi tyle, aby przebić się przez jakiś komiks, zwłaszcza że jeśli rozłożyć „Trupa w Ameryce”, to wychodzą same interesujące składniki. Pierwszy to magia, oczywiście. No niby nie chodzi o taką magię, jaką określa się święta, ale może i dobrze. Chociaż może i Constantine skutecznie zabiera czytelnika na ziemię. „Magia to deszcz gówna, jasne?”. „Pierdoły, pierdoły i bzdety”. No ta, coś w tym jest nawet i na co dzień.
Co trzeba wiedzieć o Constantinie przed rozpoczęciem lektury? Właściwie niewiele, bo jest tu miejsce na wszystkie powtórki. Dowiadujemy się więc, że John to: „biały mężczyzna w średnim wieku, jasne włosy, jasnobrązowy płaszcz. Brytyjski akcent”. Definicja tego maga w pigułce. Pojawia się Potwór z Bagien, w nawiązaniu do pierwszego pojawienia się tej postaci w komiksach. Wspominany jest też Sandman. I ten nowy, i ten stary, a wydarzenia z „Preludiów i Nokturnów” napędzają fabułę, zwłaszcza ponowne poszukiwania sakiewki z piaskiem. Czuć zataczanie kręgów, zwłaszcza że oprócz wszystkich innych, włącznie z piekłem, na ogonie Constantine’a siadają Panie Łaskawe.

Zwyczajnie wszystkiego jest za dużo, a czasami też zadawałem sobie pytanie: „Co się do ch… wydarzyło”. Odnoszę też wrażenie, że tam, gdzie Gaiman sugestywnie stawiał przenośnię, Spurrier jedzie po całości i wyjawia brudną prawdę, wyciągając ją bezczelnie na pierwszy plan. „Większość magii to sztuczki”, a te robią wrażenie tylko wtedy, kiedy publika nie zna zasady ich działania. Znając sztuczkę od strony kuchni, nie czaruje, a raczej gasi entuzjazm zwyczajnością, a nawet może rozczarowywać.
Ironia, czwarta ściana i humor Hellblazera
Oczywiście jest wiele świetnych miejsc, zwłaszcza tych samoświadomych, bo Constantine wielokrotnie przebija czwartą ścianę, sięgając choćby po papierosa do kadru poniżej albo cytując „Porzućcie nadzieję”, gdy zmierza do piekła. Nie brakuje też specyficznego, ironicznego humoru, którym ta postać jest nasączona, czego doskonałym przykładem jest wyprowadzenie sekwencji zapalenia papierosa od demona. A jako że Ameryka brana jest tu pod lupę, odkrywana jest prawda o Hollywood i o amerykańskim śnie.

Jest tu też trochę wątków pobocznych i opowiadania historii, a zmiana przy desce kreślarskiej to ładnie podkreśla. Różne style można podziwiać nie tylko w poszczególnych zeszytach czy wątkach, ale nawet w obrębie jednego kadru, co zwyczajnie jest świetne. Tak powinna wyglądać kontynuacja „Sandmana” czy „Ksiąg Magii”, ale ekspresyjność warstwy graficznej zwyczajnie tego komiksu nie ratuje. Chyba że Spurrierowi właśnie o to chodziło, aby obedrzeć magię z całego blasku i pozostawić tylko rozczarowanie. Choć nie powiem, żart na koniec wyszedł.
Scenarzysta: Simon Spurrier, Aaron Campbell
Ilustrator: Aaron Campbell, Lisandro Estherren, Kelsey Ramsay, John Pearson, john McCrea
Kolory: ordie Ballaire, Patricio Delpeche, Francesco Segala, John Pearson, Mike Spicer
Okładka: Aaron Campbell
Tłumacz: Paulina Braiter
Wydawca: Egmont
Seria: Sandman, Hellblazer
Format: 1170×260 mm
Liczba stron: 368
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









