Świat Sarvan – recenzja komiksu. Klasyczne science fiction z pazurem i nutą erotyki

„Świat Sarvan” to kapitalne, klasyczne komiksowe science fiction. Segura tym razem bez Ortiza, może i trochę szkoda, bo to magiczny duet, na którym się jeszcze nie zawiodłem, a „Hombre” polecam każdemu. Nie tylko miłośnikom postapo. Niemniej Bernet ze swoją „Czarną serią” już zdążył mnie oczarować, więc czemu by nie popatrzeć, co z tego wyjdzie. A wychodzi rasowy komiks.

Świat Sarvan

Bohaterka i świat przedstawiony

„Świat Sarvan” tworzony był do magazynu „Cimoc”, dostajemy całość w jednym albumie, jak to wydawnictwo Lost in Time zdążyło nas przyzwyczaić, na świetnie dobranym do czarno-białych komiksów papierze. To detal, błahostka, a jednak wiele zmienia w odbiorze, a co po niektórzy wydawcy w Polsce nadal brną w kredę. Struktura epizodów około 10-stronicowych ma swoją bezwładność. Wątek musi się skończyć w określonym czasie, a autorzy muszą zdążyć wykonać strukturę odcinka z wprowadzeniem, rozwinięciem i zakończeniem. To oczywiście ma swoje zalety, bo napięcie nigdy nie siada, a bączek jest co chwilę nakręcany.

Sarvan to przedstawicielka ludu, który rozbił się na odległej planecie i zwyczajnie zdziczał. Bywa jednak, że czasem ktoś spada z nieba, jak powiedzieliby dzicy „zstępuje bóg” lub zwyczajnie podróżny ulega wypadkowi, jak by to określiłyby wysoko rozwinięte cywilizacje. Główna bohaterka to silna postać kobieca, nie tylko dlatego, że promieniuje seksapilem i potrafi walczyć dużo lepiej od mężczyzn z jej plemienia. Ma szansę zmienić los swojego ludu i doprowadzić do przebudzenia.

Napięcie i motywy erotyczne

„Świat Sarvan” lśni takim science fiction, jakie znamy z Thorgala. Zacofany lud uważa przybyszów z kosmosu za bogów władających mocami, które nie są niczym więcej niż rozwojem. Dla większego kontrastu ludzie funkcjonują w realiach cofniętych o kilka stuleci na planecie odciętej od zwyczajowych tras. Co nie oznacza, że kontaktu z innymi cywilizacjami nie ma. Są, ale nieliczne i raczej towarzyszy im sytuacja awaryjna.

To, co różni „Świat Sarvan” od „Thorgala”, to podłożenie pod akcję napięcia seksualnego. Sama Sarvan jest czysta, ale już na samym początku bierze udział w rytuale, w którym biega po okolicy z maczugą w fallicznym kształcie. Na domiar złego jej dość skąpy biustonosz przy najmniejszym ruchu ciągle się odpina, więc dziewczyna macha swoim nagim biustem do każdego w zasięgu wzroku i zwyczajnie zwraca na siebie uwagę oraz wywiera wrażenie. Jest pożądana, ale do wypełnienia obrzędu nie dochodzi. Bo jej wybranek nie zamierza mieszać z nią krwi. Napięcie więc utrzymuje się prawie do samego końca.

„Świat Sarvan” to może nie jest jakiś twardy erotyk, ale jeśli zestawi się go ze „Szninklem”, albumem, który całkiem przypadkowo trafił do dość sporego, młodego grona czytelników w Polsce, to już widać dość spore podobieństwa. Zwłaszcza pod względem nagości i dokonywania aktu pod względem rytualnym. „Dokonało się” wręcz wypada tak jak wyrocznia czy przepowiednia.

Sarvan nie jest głupią trzpiotką, która czeka tylko na zapłodnienie, choć porusza się na płaszczyźnie zwyczajów zacofanej ludności i czasem trudno jest jej wyzbyć się wyuczonych schematów myślowych i kulturowych. Ciągnie całą akcję do przodu, walczy o swoje i wyrąbuje drogę wśród wszystkich przeciwności. Nie da się co prawda całego tego komiksu odnosić na poważnie, ale nie jest to też głupkowata opowiastka. Właściwie to „żyli długo i szczęśliwie” mogłoby zapaść między Sarvin a Heloinem już w pierwszym epizodzie.

Świat Sarvan

Człowieczeństwo i kontrasty

Świat Sarvan jest światem pokomplikowanym, tak jak samo życie. Pod względem obyczajowym Segura wypada wiarygodnie. Mimo że rozwiązanie czasem jest proste, trudno jednak wyjść z jakiegokolwiek impasu. I tak przykładowo w pewnym momencie Sarvan strzela trzydniowego focha i nie odzywa się do Heloina nawet słówkiem. No aż mnie skręcało ze śmiechu.

Piaskownica, którą tu urządził Segura, z jednej strony pozwala na wiele, bo w science fiction przecież wszystko jest możliwe, a z drugiej strony zbyt wielki absurd doprowadziłby do śmieszności i małostkowości. Udaje się zachować balans, mimo że finalnie okazuje się, że misja była łatwa, bo chodziło o wezwanie pomocy. Po drodze jednak czekało mnóstwo przeciwności, na pewno zapamiętam pożarcie przez górskiego robala i specyficzny sposób rozmnażania. Trudno było przewidzieć coś takiego, a to tak bombowy pomysł, że rozwala czachę.

„Świat Sarvan” to kolejna po „Barbarze” od Studia Lain pozycja dla tych, którzy czują niedosyt wątków science fiction w Thorgalu. Albo w ogóle chcą poczytać dobrą fantastykę, na poziomie wystrzelenia w kosmos. Segura daje ognia nawet bez Ortiza, odkrywa też kolejne pole działania, dodając sporo pieprzności. Ludność świata Wolds nie wiedziała, że bardzo potrzebuje nadejścia Sarvan i w sumie ja też nie wiedziałem, czy się nie spodziewałem, że będzie to komiks tak wysokich lotów.

Czytaj więcej: Czarna seria – Komiksowa czerń i klimat noir

Scenarzysta: Antonio Segura

Ilustrator: Jordi Bernet

Tłumacz: Jakub Jankowski

Wydawca: Lost in Time

Format: 210×290 mm

Liczba stron: 148

Oprawa: Twarda

Druk: czarno biały

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: