Johannes Schachmann Życie i Czasy

Pewnego smutnego, szarego popołudnia, wracając z pracy do domu, chcąc nie chcąc, podsłuchałem pewną rozmowę. Zapytasz, czemu ludzie słuchają innych, jadąc autobusem? Z ciekawości, wścibstwa czy innych negatywnych przywar? Nie wiem. Pewnych rzeczy czasem nie da się nie słyszeć, zwłaszcza że tamten podsłuchany temat bardzo mnie zaintrygował. Moja współpasażerka, w bardzo podekscytowany sposób opowiadała o swoim pierwszym dniu w pracy. Siedziałem kilka siedzeń dalej, ale i tak czułem jakbym siedział obok niej. Tych kilka zdań zostało ze mną do dzisiaj, pewnie dlatego, że niektóre z nich słyszałem już w innych okolicznościach. – Słuchaj – mówi dziewczyna – ale mam super kierownika. Wziął mnie dzisiaj na krótką rozmowę i zapewnił, że mam w nim pełne wsparcie. Na koniec miesiąca mamy się spotkać ponownie i popatrzeć na moje zadania, powiedzieć gdzie sobie nie radzę, żebym mogła poprawić się tam, gdzie robię błędy!!! Jeżeli w powyższym zdaniu widzisz zmyślnie zastawione sidła i podobnie jak ja, najchętniej odpowiedziałbyś salwą śmiechu, mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Właśnie wyszedł komiks, który Ci się spodoba. Jest to Johannes Schachmann Życie i Czasy!

Johannes Schachmann

Piątkowski i Kuziemski, tworząc historię o tytułowym magu, mieli proste założenie – stworzyć humorystyczny komiks, wykorzystując przy tym swój potencjał do opowiadania historii. Produkt w ten sposób wydany na świat jest bardzo wdzięczny, przede wszystkim z takiego to powodu, że nie udaje niczego innego, niż jest w istocie. Johannes Schachmann Życie i Czasy to zbiór epizodów z ultrastarym dziadem czarodziejem, mający za zadanie rozbawić czytelnika i nawet na chwilę nie obiecuje, że pozostawi po sobie jakąkolwiek refleksję. I bardzo dobrze! W tym miejscu można by trochę ponarzekać, ale czemu, ale po co?! Wystarczy przeczytać jakikolwiek rozdział komiksu, aby się przekonać. Panowie są doskonali w tym, co robią. Mimo środków okrutnych w prostocie historie lśnią niczym diamenty. Autorzy dobrze zdefiniowali powieść, którą chcą opowiedzieć, miało być dowcipnie i jest. Wokół osi fabularnej miały być umieszczone elementy fantasy i tych jest naprawdę dużo.

In the land of Mordor

To, co mnie najbardziej bawi w komiksie Johannes Schachmann Życie i Czasy, to nawiązywanie do czasów współczesnych i wyśmiewanie zachowania, wzorców i schematów funkcjonujących w dzisiejszej społeczności, zwłaszcza tej wielkomiejskiej. Genialne jest kpienie z korporacji, a sekretarka, która na każdą prośbę odpowiada „Prfffff!”, wychylając głowę spod kartki z napisem „Nie mogę Ci pomóc, bo jestem koniem”, pozostanie dla mnie klejnotem w koronie. W innym miejscu młody mag wraca ze studiów, na których zgłębić miał arkana handlu. Po pełnym ekscytacji pytaniu od ojca, czego nauczył się na studiach o handlu, z uśmiechem odpowiada: niczego! Podobnych zagrań jest wiele, wiele więcej.

Johannes Schachmann

Johannes Schachmann Życie i Czasy ma formę epizodyczną, nie ma co się dziwić. Historie te powstały pierwotnie nie do albumu, lecz wydawane były w odcinkach. Nie przeszkadza to w żaden sposób w odbiorze, w bardzo zabawny i zmyślny sposób wśród opowieści znalazła się także geneza bohatera (związana ze studiami wspomnianymi powyżej). Kolejne epizody serwowane są bez zbędnej presji, nie ma ciśnięcia na stworzenie epickiej fabuły. Ta posuwa się powoli do przodu, skupiając się na poszczególnych sytuacyjkach niczym w filmach Tarantino. Na dodatek autorzy, podobnie jak sławny reżyser, nie silą się, by układać wydarzenia w kolejności chronologicznej, co osobiście bardzo lubię.

Johannes Schachmann

Już od dawna wiem, że nie ma takiej potrzeby, aby wszystko mieć linearnie. Panowie skupiają się na tym, co w danej chwili jest najważniejsze, dbając o interakcje maga z wieloma kolorowymi (w definicji, bo komiks jest czarno-biały) postaciami drugoplanowymi, takimi jak Lenin, Czyngis-Han (a właściwie tylko jego zapeklowana głowa), krasnolud Haroldson, czy wróżka Frumentina. Największą wadą komiksu jest to, że po niespełna 100 stronach się kończy. Pozostaje mieć nadzieję, że autorzy zachęceni sukcesem edycji grzbietowej (bo że takowy osiągnie, jestem pewny) tworzyć będą dalej przygody mrocznego, potężnego, a zarazem pechowego maga i już wkrótce zobaczymy kontynuację. Trzymam kciuki także za Wydawnictwo 23, po udanym debiucie z Bromem, otrzymaliśmy godnego następcę. Drżę przed trójką!

Sylwester

Dziękuję Wydawnictwu 23 za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Share This: