Liga Sprawiedliwości – Tron Atlantydy

 Liga Sprawiedliwości to jeden z flagowych tytułów The New 52. To pozycja, która po prostu musi trzymać dobry poziom, jednocześnie współgrając z solowymi seriami poszczególnych bohaterów. Uwzględniać ich perypetie w przygodach całego składu, a także wpływać poprzez grupę na losy członków ligi. Ta seria jest niczym misternie tworzone spoiwo niemal całego szerokiego uniwersum – a im dalej sięga uniwersum, tym większe wymagania stawiane są przed Ligą Sprawiedliwości. Czy jej twórcy są w stanie im sprostać? Odpowiedź na to pytanie z całą pewnością ułatwia lektura Tronu Atlantydy.

Uwaga tekst zawiera spoilery
Tron Atlantydy to trzeci album Ligi Sprawiedliwości wydany w kraju nad Wisłą przez Egmont w ramach Nowego DC Comics! i trzeci, którego scenarzystą jest Geoff Johns. Moim skromnym zdaniem to jeden z najlepszych aktywnych scenarzystów, a razem z Scottem Snyderem i Grantem Morrisonem są najjaśniejszymi punktami The New 52.
Jak pamiętamy, w pierwszym albumie o mało wymyślnym podtytule – Początek poznaliśmy odświeżony origin Ligi Sprawiedliwości. Grupka nieznanych sobie bohaterów zjednoczyła się by obronić ziemię przed inwazją sił Darkseida i… tak już im zostało, że są razem. W Podróży złoczyńcy czytelnik zobaczył, że grupa jednak nie jest pozbawiona wad. Wizerunek bogów na ziemi został zachwiany, co ważne również ich pewność siebie legła w gruzach. Liga przestała być monolitem, jej szeregi opuścił Green Lantern, Wonder Woman zaczęła romansować z Supermanem, a Batman z Aquamanem rywalizują o miano lidera.

 

Jeśli już mowa o tym ostatnim, to właśnie Arthur jest niewątpliwie gwiazdą trzeciego tomu Ligi Sprawiedliwości. Zresztą po tytule Tron Atlantydy nie spodziewaliście się chyba niczego innego? Zresztą wystarczy spojrzeć na tył okładki i sprawdzić, jakie zeszyty trafiły do tego albumu. Oprócz numerów 13-17 ligi, czytelnik dostaje w ręce 15 i 16 zeszyt Aquamana.

 

Idą na wojnę
 Fabuła tego albumu podzielona jest na dwa – zdawałoby się – luźno połączone ze sobą wątki główne. Pierwszy z nich skupiony jest na relacji pomiędzy Wonder Woman i Cheetah. Jednak szczerze mówiąc nie jest on porywający. Szukając adekwatnych słów wobec tej historii mogę powiedzieć, że jest zrobiona co najwyżej solidnie, przy czym kreska bije na głowę fabułę. Przeglądając kolejne plansze miałem wrażenie, że Liga trafiła do Wakandy z jakiegoś lekko pokręconego elseworlda. Na szczęście ten wątek szybko się kończy, a czytelnik po przystawce z egzotycznego kota dostaje danie główne z owoców morza.

 

Dość powiedzieć: smakowite danie – pełne akcji, intryg, ofiar i tajemnic. Atlantyda zostaje w niewyjaśnionych okolicznościach zaatakowana przez mieszkańców powierzchni. Zresztą Atlanci nie czekają na wyjaśnienia. Obecny król i brat Arthura – Orm wprowadza w życie plany inwazji. Kolejne miasta Stanów Zjednoczonych muszą borykać się z żywiołem i podwodną armią. Uszczuplone siły Ligi Sprawiedliwości wydają się być niewystarczające, w tej sytuacji Cyborg zmuszony jest… a to akurat sobie sami doczytacie : ) Co za dużo spoilerów, to niezdrowo.  W każdym razie fabuła trzeciej części Ligi to kawał wyśmienitej roboty, a po niemrawym początku z Cheetah czytelnik może dosłownie zanurzyć się w tej historii. Na marginesie przypomnę tylko, że już niedługo pojawi się animowana ekranizacja Tronu Atlantydy. Żeby jeszcze trochę pomarudzić, to powiem że brakuje mi głupiego humoru Green Lanterna, a także za mało w tym albumie Flasha.

 

Błękit oceanu
O ile scenarzysta pozostał ten sam, to w przypadku oprawy graficznej nastąpiły pewne zmiany. Dwa poprzednie albumy swoim nazwiskiem firmował Jim Lee, jednak było to (zwłaszcza w przypadku drugiego tomu) spore nadużycie. Nad Ligą pracował cały zespół artystów. W stopce redakcyjnej znajdziemy wiele nazwisk: Ivan Reis, Paul Pelletier, Tony S. Daniel, Brad Walker, Joe Prado, Oclair Albert, Matt Banning, Sandu Florea, Richard Friend, Drew Hennessy, Karl Kesel, Sean Parsons, Art Thibert – a to tylko osoby odpowiedzialne za kreskę i tusz. Do tego dochodzi trójka kolorystów. Wydawałoby się, że przez taki misz-masz artystyczny album będzie wyglądał nierówno. Całość jednak jestem w stanie rozciągnąć na skali od dobrze do kapitalnie. Przyczepić mogę się raptem do kilku szczegółów, jak zbyt duża liczba kadrów w niektórych miejscach przez co są zbyt małe i nieczytelne czy (kilkukrotnie) dziwna mimika twarzy.

 

Chwytaj trójząb

 

Tron Atlantydy czyta się dosłownie jednym tchem (no dobra odetchnąłem po Cheetah). Pod wieloma względami to najlepszy z dotychczas wydanych w Polsce tomów Ligii Sprawiedliwości z Nowego DC Comics. Bezsprzecznie warto go mieć, nawet jeśli nie posiada się dwóch pozostałych, choćby po to by poznać tajne plany inwazji Atlantów na ląd. Skoro nad Wisłą nie ma Ligi Sprawiedliwych, to musimy być czujni!

 

Mariusz Basaj

 

Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
Tytuł oryginalny: Justice League, Vol. 3: Throne of Atlantis
Wydawca oryginalny: DC Comics
Liczba stron: 192
Format: 170×260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Data wydania: lipiec 2014
Cena: 75 zł
*Na marginesie dodam, że kolory okładki wyglądają lepiej. Coś mój skaner firmowy zawalił.

Share This: