Usagi Yojimbo. Lód i śnieg – recenzja tomu 39, mroźna przygoda i powrót Jei

Nowy tom z przygodami króliczego samuraja to dla mnie jazda obowiązkowa i „Usagi Yojimbo. Lód i śnieg” nie jest od tej reguły wyjątkiem. Co prawda mam za sobą srogie nadrabianie zaległości, ale egmontowe zbiorczaki sagi mi w tym skutecznie pomogły. Teraz tylko czekam na nowości i od razu połykam po premierze, choć Egmont bywał już bardziej na bieżąco z wydawaniem tej serii. Kusi mnie czasem, aby przeczytać wszystko od początku, ale póki co przekładam to na czas bliżej emerytury.

Usagi Yojimbo. Lód i śnieg

Zamieszanie u Usagiego

„Usagi Yojimbo. Lód i śnieg” to 39. tom serii, choć stopka redakcyjna w tym tomie sugeruje, że to szósty tom. Właściwie to nikt się nie myli, a winne są temu zawirowania związane z wydawcą. Usagi ciągle robi to, do czego zmusza go sytuacja. Czyli włóczy się, co także dotyczy wydawcy. Jest pod tym względem ewenementem, bo serię oryginalnie w zeszytach wydawało aż czterech amerykańskich wydawców, więc nie jest to zwykła zmiana barw. Po przeprowadzce do IDW „Bunraku” Usagi zyskał kolory, po powrocie do Dark Horse nie pozbawiono serii barw. Przygoda i włóczęga trwa dalej.

Prawdopodobnie to, co najlepsze Usagiego, już się wydarzyło, najlepsze tomy za nami, co nie oznacza, że nowe odcinki to popłuczyny. O nie. Usagi niżej doskonałości nie schodzi, choć taki „Usagi Yojimbo. Lód i śnieg” to nie jest dobry moment na start. Należałoby zacząć od początku, choć od biedy wskakując do jadącego pociągu się da i za bardzo nowy czytelnik się nie poobija.

Powrót Jei i mroźna północ

Niemniej słychać echa poprzednich tomów, zwłaszcza „Zielonego smoka”, no i pojawia się jeden z najgroźniejszych przeciwników Usagiego w całej historii. Miecz bogów, czyli demoniczny wujek Jei, kręcący się ostatnio po okolicy z dziewczynką grającą na flecie. Srogo, aż dreszcz przechodzi po plecach, nowy czytelnik może sobie nie zdawać sobie sprawy z niebezpieczeństwa, tak jak Yukichi dziwi się w pewnym momencie, że Usagi daje nogę.

Czytaj więcej: Usagi Yojimbo. Zielony Smok

Usagi i Yukichi trafiają na mroźną północ, ale tytuł sugeruje, że nie mamy tu do czynienia ze zwykłą zimą. Możliwe, że Stan Sakai odkrył, czemu poprzednia nasza zima była aż tak sroga. Także nie dość, że lód, to jeszcze śnieg, taki ziąb do kwadratu.

Folklor, brutalność i klimat

Całkiem ciekawą rzecz odkrywa we wstępie Zack Davisson, choć ja akurat czytam wstępy na sam koniec. Zwyczajnie bezpieczniej dla fabuły. W naszej świadomości folklor, podania, baśnie i legendy dość skrzętnie wymieszane są z popkulturą. I właściwie trudno powiedzieć, kto był pierwszy i która wersja jest najbardziej oryginalna. Podążając jednak za baśniami braci Grimm, za najbardziej wierną podaniom przyjmuje się wersję najbardziej brutalną i bezkompromisową. Tu Sakaiowi trzeba się skłonić. Leje się krew.

Nadal Usagi Yojimbo nie jest slasherem, ale tytułowy ronin nosi ze sobą miecze i robi z nich użytek. Co prawda jest to seria o charakterze historyczno edukacyjnym, bo pokazuje realia feudalnej Japonii, a nie pojedynkowym czy nawet gamingowym. Oficjalny body count serii, czy nawet dotyczący samego Usagiego nie jest prowadzony, ale bohater jest bardzo skuteczny. Część ciosów pada w dużym zatłoczeniu, więc trudno powiedzieć, kto zadał decydujący cios, ale nieoficjalnie mowa jest o paruset, a nawet 400 zabitych.

Usagi nie walczy tylko z bandziorami, bo aby walka była równa, potrzeba małego oddziału. Na kartki komiksu wpadają jednak dużo groźniejsze byty, czy nawet demony. Po głównej części następuje jeszcze dogrywka z demonami innego rodzaju niż ten tytułowy, też jest ciekawie, choć jest to już raczej takie dodatkowe podkreślenie niż rozegranie dodatkowego dramatu. Niemniej moja reakcja to „mrau”.

Usagi Yojimbo. Lód i śnieg

Okładki i wrażenia końcowe

Kilka alternatywnych okładek, mi się spodobała najbardziej ta Davida Macka, choć to taka ciekawostka. Nie wyobrażam sobie, aby tę serię rysował ktoś inny niż Stan Sakai. Choć w sumie wersja chibi była całkiem sympatyczna. I to tyle, kolejna przygoda zaliczona, ale podróż trwa dalej. Przed nami co najmniej dwa tomy. Życzę Usagiemu jak najlepiej, ale mam nadzieję, że za prędko w jakimś cichym zakątku w górach to nie osiądzie.

Czytaj więcej: Usagi Yojimbo. Bunraku i inne opowieści – fajny ten Usagi, nigdy się nie nudzi

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Stan Sakai

Ilustrator: Stan Sakai

Tłumacz: Marek Starosta

Wydawca: Egmont

Seria: Usagi Yojimbo

Format: 145×205 mm

Liczba stron: 160

Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: