Baboon! recenzja

Świat zwierząt fascynuje ludzi od lat. Różnorodność, wielobarwność gatunków, a także ich zachowania i zwyczaje. Naukowcy na całym świecie od lat odkrywają i katalogują nowe rasy. Podglądają i obserwują pojedyncze osobniki albo całe stada, aby więcej się o nich dowiedzieć. Z drugiej zaś strony zwierzaki zdominowały przemysł dziecięcy. Wkradły się, najciszej jak tylko mogły, w świat zabawek (każdy miał kiedyś misia, prawda?), przemknęły po pościeli niczym jeżyk z jabłkiem na grzbiecie i oczywiście zawitały we wszelkiego rodzaju filmach i serialach animowanych i fabularnych, zwanych potocznie bajkami. Ten, kto nie płakał na Królu Lwie, niech jako pierwszy rzuci kamieniem. Jak się sprawa ma z komiksami, śpieszy wyjaśnić Wydawnictwo Timof z wdzięcznie brzmiącym tytułem Baboon! Tak jak w przypadku opowieści o detronizacji króla (którą możemy ponownie oglądać na kinowym ekranie), przenosimy się na afrykańską sawannę.

Baboon

Baboon!

Tytuł sugeruje dwie rzeczy. Pierwsza w miarę łatwa do rozszyfrowania, bo wystarczy sięgnąć do słownika angielsko-polskiego (czy bardziej nowocześnie, do jakiegokolwiek translatora w internatach), aby dowiedzieć się, że baboon tłumaczy się jako pawian. Okładka potwierdza to jednoznacznie, tuż za nią kryje się przygoda koczkodanowatego ssaka, żyjącego stadnie na terenach leśnych i trawiastych Afryki. Drugą aluzję, którą wyczytać można z samego tytułu, sugeruje wykrzyknik, nawiązujący do onomatopei gminnie występujących w komiksach, takich jak choćby KBOOM! (nawiązanie do innego komiksowego wydawnictwa niezamierzone). Tu może czekać na nas mały szok, bo Baboon! to komiks zupełnie niemy, nie licząc wspomnianych efektów dźwiękowych oraz rzadko widocznych symboli zastępujących w dymkach słowa. Powyższe działa zarówno na korzyść, jak i szkodę komiksu, o tym poniżej.

Baboon

Życie za życie

Pau Rodríguez Jiménez-Bravo zwany w skrócie jako Pau, autor Sagi o Atlasie i Axisie (którą także wydaje Timof) już od pierwszych stron komiksu wyciska emocje. Zaczyna się od dramatu, lamparcica traci swoje jedyne dziecko. Nie zostaje jednak sama, na jej drodze staje inny maluch, który bez niej niechybnie umrze. Życie za życie. Miejsce małego lamparciątka zajmuje tyci pawian. Jak to infantylnie nie brzmi, porusza emocjonalne struny. Nie ma innej możliwości, niż przepuścić tę historię przez filtr swoich przeżyć i wspomnień. Wszyscy doskonale wiemy, że jak straci się żonę, zostaje się wdowcem, jak umrą Ci rodzice, stajesz się sierotą. Gdy umiera dziecko, rodzic nadal pozostaje rodzicem. Takie przeżycie jest zbyt straszne, aby nadać mu nazwę, bo wiąże się ze zbyt wielkim bólem.

Baboon

Gdy nie można znaleźć słów

Baboon to zakamuflowana historia o miłości, odchodzeniu, stratach i odrzuceniu. Drga ona gdzieś na drugim planie i nie wypływa zbytnio na wierzch, a szkoda. Pewnie w innym przypadku lektura stałaby się zbyt poważna, a komiks pewnie nie byłby w targecie dziecięcym. Na otarcie łez Pau dostarcza elementy, które bez problemu wzbudzają zachwyt u małego chłopca tkwiącego w centrum mojej duszy. W środku historii scenarzysta umieścił klasyczną opowieść kung-fu w stylu Karate Kida. Bohater poniżony, zagubiony i pobity upada pod stopy starego mistrza, który, widząc biedę bohatera, postanawia uczyć go i pomaga stać się wielkim. Całość ubarwiają kolorowe i dynamiczne rysunki, w których tajemniczy styl pawiana wychowanego przez lamparcicę wybija się na pierwszy plan. Niestety to tyle, chciałoby się więcej, ale jak na wakacyjną lekturę, pozwalającą cieszyć się razem z dzieciakami, jak najbardziej wystarczy!

Sylwester

Share This: