WKKM 35 – Ród M

Ród M, 35. tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela to komiks wyjątkowy. To historia, która niezależnie od tego czy nam się podoba czy nie, wywraca do góry nogami całe uniwersum. To jeden z tych albumów, które przeczytać po prostu należy.

Uwaga, recenzja zawiera (lekkie) spoilery
House of M jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z Avengers: Upadek, a główne założenia fabuły skupione są wokół niestabilnej psychicznie Scarlet Witch, która dzięki swojej mocy tworzy alternatywną rzeczywistość, a raczej zupełnie zmienia już istniejącą. Postacie żyjące w niejako wytworze jej wyobraźni, nie zdają sobie sprawy, że świat wyglądał kiedyś inaczej. Jak zwykle, kluczem do wszystkiego okazuje się Logan i pewna mała dziewczynka…
Autorem scenariusza do tego albumu jest znany już dobrze polskim czytelnikom (właśnie choćby przez WKKM) Brian Michael Bendis. Już na samym wstępie muszę go pochwalić. Pomysł na ukazanie tragedii znanych bohaterów poprzez pryzmat ich zrealizowanych marzeń jest dosłownie genialny! Świat rządzony przez mutanty? Szczęśliwe rodzinne życie Petera Parkera czy spokojna starość Steve’a Rogersa? Niewiarygodne! Czytelnik dostaje komiksowy świat jakiego nie widział. Jednak najlepsze w tym komiksie jest to, jak bohaterowie, mieszańcy tego świata muszą na nowo odkrywać kim są, a jednocześnie odrzucić to, co dobre. Czytelnik obserwuje trudny dla bohaterów proces niszczenia ich własnych marzeń i podejmowania tragicznych decyzji. Czy można odrzucić wszystko co się ma? Mnie najbardziej poruszyła tragedia dwóch postaci – Spider-Mana i z Hawkeye’a. Zwłaszcza teksty na co dzień zabawnego Petera chwytają za serce.
 Nie możemy zapominać o tym, że zakończenie historii z House of M determinuje losy całego uniwersum. To, co stało się na łamach tego komiksu w 2005 roku, dalej odbija się echem w najnowszych produkcjach Marvela. Scarlet Witch odmieniła ten świat doszczętnie – czy to się komuś podoba czy nie. To właśnie jeden z tych komiksów, o którym nie możemy powiedzieć że nie pasuje do kolekcji – to jeden z jej filarów.
Jak wygląda?
   Plansze do House of M rysował francuski artysta, Olivier Coipel. Człowiek, który  przed tym albumem nie miał na swoim koncie zbyt wielu głośnych produkcji. Faktem jest, że z tym wyzwaniem poradził sobie bardzo dobrze, a plansza prezentująca rodzinę Magnusa w wytwornych strojach naprawdę zapada w pamięć. Kadry jego ołówka przyswoiłem w zupełnie naturalny sposób. Mimo kilku udziwnień (np. wygląd Nightcrawlera, Petera Parkera – tu akurat swoje dołożył również kolorysta, Frank D’Armata) robią pozytywne wrażenie, chociaż wydaje mi się, że lepiej wychodzi mu rysowanie strojów niż ludzi. Prace tego autora możecie zobaczyć ponadto w The Mighty Thor (1-6), Avengers vs X-Men (6,7,11) czy Siege (1-4).
 Jest dobrze!
   Do tego tomu nie mogą się doczepić nawet najwięksi „maruderzy ekonomiczni”. House of M to mini seria, na którą składa się 8 numerów. Do naszych rąk trafiło zatem całkiem spore tomiszcze – w dodatku zawierające kapitalną i ważną dla uniwersum historię. Szczerze mówiąc, to nie wyobrażam sobie, aby jakiś fan Marvela, a zwłaszcza X-Men i Avengers, jej nie znał.
Mariusz

Share This: