Elryk – Rubinowy Tron

   Do lektury Elryka zabierałem się od kilku dobrych tygodni. Nie żebym był fanem Moorcocka – nigdy nie przeczytałem żadnej jego książki, do czego szczerze się przyznaję. O Elryku słyszałem jednak wiele dobrego i nie mogłem go sobie po prostu odpuścić, chociaż w natłoku innych komiksów nie było na to zbyt wiele czasu. Z pomocą przyszedł Karol z geekzone.com.pl, który – żeby przyśpieszyć moją lekturę – dołożył tę pozycję do paczki recenzenckiej. I się zaczęło, bo Melnibone stanęło przede mną otworem…


   W przypadku Elrykamamy do czynienia z historią w klimacie dark fantasy. Tytułowy bohater jest władczą mrocznej krainy Melnibone – cesarstwa, którego losy, rytuały i zwyczaje wręcz ociekają krwią. Na czele okrutnego świata wojny stoi on – cherlawy odmieniec-albinos, chorobliwy spadkobierca Rubinowego Tronu. W odróżnieniu od swoich przodków i pobratymców nie jest on silnym i żądnym krwi człowiekiem. Co prawda, obdarzony jest niezwykłą mocą, przed którą chylą czoła nawet najgroźniejsi wojownicy, lecz nie jest pozbawiony słabości. Kiedy nie przebywa w sali tronowej, poddaje się krwawym zabiegom, bez których nie mógłby żyć, a tym bardziej władać tak potężnym państwem.

   Wyjątkowość Elryka nie ogranicza się tylko do jego fizyczności. Obarczony dziedzictwem wojny i terroru prowadzi wyjątkowo łagodną (jak na standardy tej krainy) politykę. Jak łatwo przewidzieć, sytuacja ta nie wszystkim odpowiada. Jego rządny władzy kuzyn, książę  Yyrkoon planuje zamach stanu. Po swojej stronie ma zarówno ludzi cesarstwa, jak i jego przeciwników. Czytelnikowi zaś przychodzi się zmierzyć z kolejną polityczną grą. Dziś może nie do końca zaskakującą i oryginalną, ale należy mieć na uwadze, że książkowy oryginał powstał ponad 40 lat temu. Co istotne, znany motyw ubrany jest w bardzo eleganckie szaty. Konflikt władców to nie tylko polityka i podstęp – to także tortury, mroczne rytuały i niezwykle potężna magia. W grę wchodzą bóstwa, demony i mnóstwo, ale to naprawdę mnóstwo ofiar.
   O sile tego komiksu stanowi również jego oprawa graficzna. Ekipa Robin Recht, Didier Poli (rysunek) i Jean Bastide (kolor) stworzyła prawdziwe dzieło sztuki. Już nad pierwszą stroną siedziałem kilka minut. Nie wiem czemu, ale wyglądała mi jak żywcem wyjęta z Magic: The Gathering. W każdym razie – jest cudna, a dalej jest równie dobrze. Artystom udało stworzyć się niezwykły klimat. Szczerze to sam nie wiem, czy bardziej pasuje mi rysunek czy kolory – w każdym razie całość robi ogromne wrażenie. To jeden z najlepiej narysowanych komiksów, jakie czytałem w tym roku. Na marginesie dodam, że przed lekturą warto poświęcić chwilę na wstęp Michaela Moorcocka, w którym autor podaje kilka faktów na temat artystów. Najbardziej adekwatne w tym momencie wydają się słowa: Zawsze miałem zdumiewające szczęście do ilustratorów.
   Jako, że nie czytałem książkowego pierwowzoru trudno mi ocenić pracę scenarzysty Juliena Blondel. Nie wiem na ile scenariusz jest wierny oryginałowi, wiem za to, że ten komiks dobrze się czyta. Lektura raczej nas nie zaskoczy, ale i nie rozczaruje.
  Elryk z całą pewnością nie jest lekturą dla młodszego odbiorcy. Nie brakuje tu powyrywanych kończyn, litrów krwi i nagości. Co ciekawe, nie zauważyłem na nim informacji o ograniczeniach wiekowych. Sam jednak nie dałbym go do poczytania moim siostrzeńcom.  Jeśli chodzi o kolejne kwestie wydawnicze, to Taurus Media w tym przypadku mnie nie powaliło na kolana. Album ubrano w twardą oprawę, ale przy wielkości komiksu (48 stron) nie wygląda ona zbyt imponująco.Poza tym okładka jest brzydka i nie mówię tu o ilustracji. Zwyczajnie jest nieprzyjemna w dotyku i nieco niewyraźna. Sposób oprawy odbił się również na cenie, jak dla mnie można było sobie śmiało darować twardą oprawę. Na plus trzeba im zaliczyć format, bo gdyby wydawcy pokusili się o mniejszy, to czytelnik z całą pewnością miałby problemy z czytaniem czcionki.
   Rubinowy Tron to pierwszy z czterech planowanych tomów, co przy cenie 46 zł nie wróży najlepiej. Szczerze? Chyba wolałbym wydanie zbiorcze. To naprawdę dobry komiks (zwłaszcza graficznie), jednak wydany w drogi dla polskiego czytelnika sposób. W tej sytuacji, o ile nie jesteśmy fanami (dark) fantasy, musimy się zastanowić nad zakupem. Jeśli już sypniemy pieniędzmi, to nie będziemy żałować.
Mariusz Basaj
Dziękujemy sklepowi geekzone.com.pl za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Tłumaczenie: Jakub Syty
Tytuł oryginalny: Elric: Le trône de rubis
Wydawca oryginalny: Glénat
Wydawca polski: Taurus Media
Liczba stron: 48
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: Twarda
Druk: Kolor
Wydanie: Marzec 2014
Cena: 46 zł

śledź mnie – Tweeter

Share This: