Wolverine – Logan

    Dzięki uprzejmości Marcina z e-legion.pl w ręce wpadło mi zbiorcze wydanie historii o tym jak to pewien Rosomak stał się mężczyzną. Komiks podzielony jest na kilka części, które różnią się od siebie czasem, w którym prowadzona jest historia.

Część 1 – teraźniejszość. Logan gnany koszmarami o nieszczęśliwej miłości z lat młodości wraca do Japonii i odwiedza miejsce, które bardzo zapadło mu w pamięć. Przechadzając się po starej, zabudowie rodem z kraju kwitnącej wiśni prowadzi monolog, w którym przywołuje kogoś kogo dobrze zna. Jak się okazuje udaje mu się to dość szybko, a wywołany nie sprawia wrażenia zadowolonego.
    Pierwsza część opowiadania urywa się w świetnym momencie zostawiając czytelnika z głową pełną pytań, na które chce jak najszybciej poznać odpowiedzi, kim jest tajemniczy nieznajomy, co to za miejsce, no i przede wszystkim co tu robi Wolverine.
Część 2 – sierpień 1945 r. Logan jako żołnierz batalionu spadochronowego, nazwany przez japońskich żołnierzy jako kajiu, co w japońskim oznacza – demona trafia do niewoli, którą dzieli z amerykańskim jeńcem – Warrenem. Po krótkiej rozmowie okazuje się, że Warren wykazał się niesamowitą chęcią przeżycia i tylko on z całej pojmanej jednostki dożył spotkania z Loganem. Poza ogromnym przywiązaniem do swojego życia Amerykanin daje się poznać jako zacięty wróg Japończyków, który uważa, że jedyny sposób na wygranie wojny to wybicie wszystkich skośnookich przeciwników. Wolverine nie oponował w ogóle, kiedy tylko nadarzyła się okazja obaj więźniowie zwiali ze swojej celi zostawiając za sobą ślad usłany trupmi. Punktem kulminacyjnym tej części, jak i całego komiksu jest pojawianie się na drodze dwóch uciekinierów piękniej, młodej japonki – Atsuko. Samo pojawianie się tej kobiety wystarczyło, żeby poróżnić dwóch żołnierzy. Nie zdradzę Wam jak skończy się niespodziewany konflikt,  ale nie spodziewajcie się zaskakujących zwrotów akcji. Komiks dobrze wpisuje się w styl solowych opowieści o Rosomaku zarówno pod względem klimatu jak i samej narracji. Bardzo ciekawe jest zakończenie drugiej części. U mnie wywołało to spory efekt WOW.
 Część 3. O tej części bardzo ciężko napisać cokolwiek bez zdradzania najciekawszych faktów z części drugiej. Mogę więc tylko ogólnikami powiedzieć, że jest to powrót do teraźniejszości i stanowi bardzo smutne zwieńczenie zaskakującego komiksu. Zaskakującego nie nagłymi zwrotami akcji, ale ukazaniem humanoidalnej maszynkido mięsa z tej ludzkiej strony. Świetną pointą do tego komiksu jest tekst ze strony wydawcy.
„W WOLVERINE: GENEZA poznaliśmy chłopca.
W komiksach z X-MEN zobaczyliśmy bohatera.
W WOLVERINE: LOGAN poznamy okoliczności,
które doprowadziły do narodzin mężczyzny.”
    Komiks ten jest dziełem dwóch światowej sławy twórców, scenarzystą jest Brian K. Vaughn znany między innymi z Y the last man i Sagi. Rysunki do tego albumu rozpozna każdy fan dobrego komiksu. Genialny Eduardo Risso po raz kolejny ukazuje swój kunszt. Chyba tylko on potrafi tak prostymi rysunkami oddać tyle szczegółów oraz klimat opowieści. Jak dla mnie idealny wybór. Ilustracje wprost zachwycają elegancką prostotą i sposobem jakim autor operuje cieniami. Mistrzostwo.
     Jedyne do czego można się przyczepić to fakt, o którym nie mogę napisać nie zdradzając istotnych wątków fabuły. Zainteresowanych dyskusją w tym temacie zapraszam do kontaktu mailowego 😉
Dziękuje jeszcze raz sklepowi e-legion za egzemplarz recenzencki.
http://e-legion.pl/sklep/index.php?main_page=index&cPath=457_459

Share This: