Misja. Zamek Króla Rybaka. Tom 2 – recenzja komiksu i interpretacja legend arturiańskich
„Misja. Zamek Króla Rybaka” to drugi tom serii przybliżającej młodszemu czytelnikowi legendy arturiańskie w sposób pełny luzu. Bez przenoszenia się do dawnych czasów akcja rozgrywa się we współczesności, a w centrum jest Pelli, zwyczajny chłopak, który jeździ na skuterze i niczym się nie wyróżnia od innych dzieciaków. Wokół niego jednak zdecydowanie się dzieje. Poznaliśmy poprzednio chociażby Nimue, czyli Panią Jeziora. Teraz czas na równie ważną i naładowaną symbolicznie postać.

Współczesne legendy arturiańskie z luzem
Właściwie to im więcej przerabiam tytułów inspirowanych legendami arturiańskimi, tym bardziej się przekonuję, jak słabo je znam. Choć i tak już ogarniam na tyle, że kojarzę Panią Jeziora, choć to głównie dzięki Frankowi Millerowi i jego udziałowi w „Przeklętej”. O co chodzi z Królem Rybakiem? Potrzebny był mi research, ale już wiem! Postać rannego władcy trzeba odczytywać symbolicznie. Jego stan obrazuje stan świata. Tu widać całą prawdę, martwą i jałową krainę.
Pelle razem z Nimue nadal tropią Ujadającą Bestię, choć nie jest to misja w rozumieniu przygodowym. Jak się przyjrzycie kadrom, to wychodzi na to, że to bardziej bestia tropi bohaterów, podążając za nimi z lekkim zaciekawieniem, niż na odwrót. W poszukiwaniach trafiają pod Zamek Króla Rybaka, a to, co tam znajdują, jest współczesną wizją destrukcji środowiska naturalnego, zahaczającą o ekologiczne treści. Pod zamek prowadzona jest autostrada, na oczach powstaje betonowe koryto. Rybaka w zasięgu wzroku nie widać, bo woda krąży w wodociągowych rurach. Łowić ryb więc się nie da.
Tu powinien trafić rycerz i trafia. Co prawda nie na białym rumaku, a na jednorożcu, ale jednak. Niemniej oprócz rycerskiego pojedynku toczy się też walka na polu znanym z telewizji. Protesty oraz koncerty nagłaśniające sprawę. Jakie czasy, takie miejsce próby, ale dzięki temu ten komiks nie wybrzmiewa podniośle i nie zakopuje się pod metrową warstwą mchu starych legend i podań.
Ekologia zamiast magii? Zamek w nowej odsłonie
Herby współczesnych rycerzy to nie złote lwy w czerwonym polu albo złote lilie na niebieskim tle. To przekreślone autostrady, ogromny napis STOP albo kategoryczne NIE dla autostrady. Toczy się walka o zamek, może z magią ma niewiele wspólnego, ale postawy rycerskie to już poznać można bez problemu.
Najmocniejszą stroną tego komiksu są rysunki. Wauter Mannaert ma świetną kreskę doskonale pasującą do gęstego lasu czy starego zamku. Co prawda nie jestem jakimś wielkim fanem chaotycznego rozrzucania kadrów po planszy, ale już rozgrywanie sekwencji bez ramek, tworzące dynamiczny kolaż, uwielbiam. Tak samo jak zdobienie ilustracji ornamentami, jak to widać na okładce. Mordki są tu sympatyczne, ale bez przesadnej gładkości i przesłodzenia dedykowanego produktom dla najmłodszych. Jest tu dzikość i nieokrzesanie prastarego lasu. Kreska Mannaerta jest deko nieokiełznana, co pasuje tu idealnie i wygląda świetnie.

Wolność bohaterów i kierunek serii
Jest też kilka interesujących elementów. Ochroniarze działający z ramienia firmy budującej autostradę lekko przypominają Nazguli. I rzeczywiście ich umiejscowienie w fabule symbolizuje tolkienowskie zepsucie władców działających na szkodę świata. Liczy się dla nich władza i pieniądze. No i jest jeszcze wolność powiązana z odgrywaniem ról. Tak jak to było w „Raz i na zawsze” Gillena, postacie o znanych z legend imionach postawione są na fabularnej ścieżce w określonym celu i dla wypełnienia konkretnych działań czy misji. Na końcu tego tomu Frederic Maupe daje swoim bohaterom możliwość wyboru i robi się naprawdę interesująco. Co z tego jednak wyjdzie, to się okaże następnym razem.
Czytaj więcej: Misja. Pani z bajora. Tom 1 – legendy arturiańskie w odsłonie dla młodzieży
Scenarzysta: Frederic Maupome
Ilustrator: Wauter Mannaert
Tłumacz: Maria Mosiewicz
Wydawca: Egmont
Seria: Misja
Format: 216×285 mm
Liczba stron: 120
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









