Wędrowiec V. Hachmang – recenzja komiksu pełnego wizualnej mocy

„Wędrowiec” V. Hachmanga to komiks, który ma przede wszystkim robić wrażenie warstwą graficzną. Kreska, proszę państwa. Kreska, która nawet nie stara się ukrywać inspiracji Moebiusem. No i kolory, w których żarówiasty pomarańczowy wiedzie prym. Gdyby odkrył go Druillet, wnet by się w nim zakochał. Jeżeli uwielbiacie magazyn „Metal Hurlant” i chcielibyście umilić sobie czas oczekiwania na następny numer jakimś szykownym albumem, to dobrze trafiliście.

Fabuła – tak, ale na drugim planie

Wędrowiec

Czy to oznacza, że nie ma tu fabuły? No jest, ale jest taka pretekstowa, tak tylko przy okazji. Wyprowadzona tylko po to, by jechać z ilustracjami, które ją przykrywają bardzo skutecznie. Notka z tyłu więcej mówi o fabule niż sam komiks. Dojmuje za to atmosfera zniszczonego świata, w którym ludzie zwyczajnie musieli się nauczyć radzić. To akurat jest stała cecha naszego gatunku, zwyczajnie przydająca się przy ciągle zmieniającym się świecie.

Przy jednej z ryzykownych misji bohater wpada w tarapaty, a „Burza” Szekspira podsyca tylko chaos, który spada na głowę bohatera. Szwankująca technologia, wrogie środowisko zniszczonej planety i pościgowa bojówka. Wszystko na raz, choć wystarczyłby tylko jeden z tych elementów, aby doprowadzić bohatera na skraj wytrzymałości w takt walki o przetrwanie.

Struktura i narracja

W związku z tym to takie alegoryczne science fiction, szczegóły takie jak imię bohatera zostały wyrzucone poza treść komiksu, zdobiąc tylko okładkę. Aby zrozumieć ten album, trzeba sięgnąć do swojego wnętrza i o to chyba autorowi chodzi. No bo kto jest tym tytułowym wędrowcem? Jeśli się nie zna bohatera, trzeba podać swoje. A obserwowana planeta? Póki co nasza Ziemia jeszcze znosi poczynania jedynego „rozumnego” gatunku, ale katastrofa może być o krok. Ekologiczne postapo wręcz zmusza do rozejrzenia się wokół.

„Wędrowiec” został podzielony na cztery rozdziały zmieniające się w rytm pór roku. Z tym, że zniszczony świat nie reaguje już na nie w taki sposób, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Chyba że w jakimś deszczowym klimacie, bo widzimy, że pada lub nie. Jest to trochę wędrówki, tej fizycznej, ale są też przebitki z przeszłości, wspomnienia wypływają na wierzch podczas rozpadania się umysłu bohatera w reakcji na twarde warunki i samotność.

Wędrowiec

Wizualna kontemplacja w oniemieniu

A reszta… reszta to świetne rysunki. W sumie mógłby to być komiks czarno biały, wystarczyłaby mi sama krecha, ale dzięki psychodelicznym kolorom ten komiks pulsuje. Kolory podkreślają przeżycia bohatera i zmieniają swoją intensywność. Pomarańczowy pojawia się od czasu do czasu w najważniejszych momentach. Są chwile, gdy kreska zostaje obdarta ze wszystkich barw, bezwstydnie pokazując swój szkielet. Jest dużo zwracania uwagi na szczegóły i komiksowe niuanse. Świetnie wyglądają odgłosy ptaków wydobywające się z dziobów.

Z oniemieniem można popatrzeć na dwustronicowe panoramy, stając w ciszy przed monumentalną naturą i kwaśnym deszczem pochłaniającym niegdysiejszą cywilizację. A gdy psychika bohatera się rozpada, plansze wyglądają tak, jakby na dwie strony nałożono rysunki z czterech stron. A po rozedrganym momencie bohater spada w cichą, ciemną pustkę. To niby są proste środki, ale użyte z wyczuciem i ułożone w narracyjną, logiczną całość.

„Wędrowiec” z łatwością może rozczarować, ale warto się do niego nastroić i powoli przeglądać. Niech cieszy oko i daje to, co ma do zaoferowania. A trochę ma, zwłaszcza w tych cichych momentach.

Czytaj więcej: Pracownicy morza – komiks na podstawie arcydzieła Victora Hugo

Scenarzysta: Victor Hachmang

Ilustrator: Victor Hachmang

Tłumacz: Maria Mosiewicz

Wydawca: Egmont

Format: 245×332 mm

Liczba stron: 88

Oprawa: Twarda

Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: