Smarkula. Włosy zielone mam wywalone. Tom 1 – recenzja komiksu Bryana Lee O’Malleya
„Smarkula. Włosy zielone mam wywalone” to pierwszy tom nowej serii twórcy „Scotta Pilgrima”, czyli Bryana Lee O’Malleya. Tym razem na pokładzie jest rysowniczka Leslie Hung i otrzymujemy format amerykański. Świetnie, nie wszystkie komiksy tego kanadyjskiego twórcy muszą wyglądać tak samo. Niemniej już na etapie analizowania, o czym to jest, można zacząć się krzywić, czy to właściwie dla mnie.

Od nerdów do influencerek
Pokochałem „Scotta Pilgrima” za całą popkulturową otoczkę. Uwierzyłem, że bohater jest kompletnym nerdem i to samo zacząłem myśleć o autorze. Tym razem jednak nie da się tak tego przełożyć. Tak myślę. Smarkula, a właściwie Lottie Person, to zielonowłosa (ma O’Malley coś z tymi włosami) blogerka modowa. Czyli wychodzi, że O’Malley to jednak scenarzysta opisujący rzeczywistość, a nie tylko przepisujący siebie na kartki komiksu. Zaczynam się bać, że może nawet nie jest nerdem.
Fałszywy świat
Social media to okropnie zakłamana część internetu i naszego życia też. Wykreowane na idealne influencerki wlewają młodym odbiorcom, co jest ładne, popularne, modne i na czasie. Wszystko w porządku, dopóki zachowuje się w tym wszystkim rozsądek. Zaglądamy za kurtynę i okazuje się, że taka Lottie wcale idealna nie jest. Mnie to nie dziwi, ale pogłębia niesmak do tej części naszego życia.
W początkowej fazie zapoznawania się z tym komiksem co chwilę wracałem na okładkę i odnajdywałem na niej nazwisko scenarzysty. W zalewie influencerkiego języka i zwyczajów wymiękałem. Musiałem sobie przypominać, czemu sięgnąłem po ten komiks. Lottie ma kłopoty, trochę też przez to, że dochodzi do rozwarstwienia jej życia. W sm-ach jest idealna i warta miliony. W rzeczywistości jej życie towarzyskie się sypie, zostawił ją chłopak, a alergia czy zespół alergii na pewno niczego nie ułatwia. No i wtedy na scenę wchodzi Caroline i zaczyna się robić interesująco.
Caroline to niby dziewczyna z branży, ale jednak na pierwszy rzut oka bardzo różni się od Lottie. Nie ma zielonych włosów i nie chodzi zasmarkana, tak z powierzchownych rzeczy, ale przede wszystkim czuć u niej luz. A poza tym ciągnie się za nią mgiełka tajemniczości, w zasadzie nie wiadomo, skąd się wzięła. Dochodzi też do barowego incydentu, który rzuca cień na całą fabułę. Bo w sumie to nie można wytłumaczyć, tego co się wydarzyło.

Wciąga mimo woli
I tak szczerze? To nienawidzę O’Malleya za to. Bo od połowy zacząłem się wkręcać w fabułę i zwyczajnie dałem się nadziać na końcowy zwrot akcji, a teraz sobie wiszę jak skóra dzika na ścianie myśliwego. Nie ma ucieczki, muszę się dowiedzieć, co będzie dalej i zobaczyć wyjaśnienie wszystkich tajemnic. Czy to dotyczących enigmatycznych osób, czy nawet zdawałoby się zwyczajnych tabletek na uczulenie. Ubabrane we krwi już tak niewinnie nie wyglądają.
Oprócz sceny w deszczu, bo ta jest genialna, graficznie jest poprawnie i z dostosowaniem do treści, czyli pod życie influencerki. Kadrowanie jest pośpieszne, co ma tworzyć iluzję ot tak przypadkowego selfiaczka. Dużych oczu i dziobasków nie mogło zabraknąć. A z drugiej strony, gdy się pojawia jakieś ciacho albo inne tam słoneczko, to też idealne klaty i nienaganne marynarki oraz spodnie wyprasowane w perfekcyjny kancik. Tylko że nie ma to żadnego znaczenia. Po cichu planowałem rozstać się z tą serią po pierwszym tomie, ale jestem tak zaintrygowany, że o pożegnaniu nie ma mowy.
Aha, z takich szczegółów w stylu: myśleli, że nikt nie zauważy, ale ja i tak zauważyłem. W ostatnim rozdziale można wypatrzyć onomatopeję „nagle”. No, wiadomo. Nie po to ktoś nazwał swoje wydawnictwo „Nagle Comics”, aby marnować takie okazje na autoreklamę. Choć możliwe, że wyczuwam spisek tam, gdzie go nie ma. Choć że coś jest tu uknute, to nie ulega wątpliwości. Sam nieraz zastanawiałem się nad zbrodnią, gdy obciach przeżerał całe moje jestestwo. Sprytnie, panie autorze, bo aby dowiedzieć się, o co tutaj chodzi, a lista znaków zapytania jest całkiem imponująca, trzeba sięgnąć po kontynuację.
Czytaj więcej: Scott Pilgrim. Tom 3
Scenarzysta: Bryan Lee O’Malley
Ilustrator: Leslie Hung
Tłumacz: Kalina Ostrowska
Wydawca: Nagle Comics
Seria: Smarkula
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 136
Oprawa: Miękka
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









