Ice Cream Man. Tom 2 – recenzja komiksu Shock Comics – horror psychologiczny

Dacie wiarę? Słodyczami da się przejeść. Jak można mieć dość czegoś tak dobrego? Ano jednak można. Niemniej przy serii o pewnym demonicznym lodziarzu to jednak nie grozi. „Ice Cream Man. Tom 2” ląduje w niecały rok po pierwszym tomie i przynosi kolejne cztery zeszyty serii Prince’a, Morazzo i O’Hallorana. Sporo, ale lekki głód na więcej pozostaje.

Ice Cream Man. Tom 2

Groza pod pastelowym pudrem

Koszmary szerzą się po Stanach Zjednoczonych, ale nie ma tu żadnego porządku, albo przynajmniej większy zamysł póki co nie jest widoczny. Lodziarz co prawda się pojawia po zrzuceniu swojej pudrowej maseczki. Tak samo jak jegomość w kapeluszu, który jest przy okazji świetnym łucznikiem. Ale właściwie treścią można się częstować niczym lodami w kulkach. W jakiejkolwiek konfiguracji i kolejności. Polskiego czytelnika ogranicza tylko wielkość porcji. Co najwyżej 8 gałek.

Co wydawnictwo Shock Comics postanowiło, to realizuje. Szokuje, czy tam używając dosadności, dostarcza kolejne horrory. „Ice Cream Man” to ten rodzaj grozy, który niepokoi uczuciem, że coś jest nie tak. Diabeł czy zombie, czy jakiś inny wampir nie spowodowałby u mnie takiego uczucia jak przesadnie wyszczerzony lodziarz. Dlaczego? To raczej postać kojarząca się pozytywnie i budząca zaufanie. Można dzieciaka samego puścić po lody? No czemu nie?

Ice Cream Man. Tom 2

Jeśli czytaliście przed laty Spawna i czekacie na najnowsze wznowienie od Studia Lain, to pewnie po Ice Cream Manie spodziewalibyście się opowieści o seryjnym morderstwie. Niby wytwórnia się nawet zgadza, ale nie. Billy Kincaid się tu nie pojawia. Zamiast tego dochodzi do badania amerykańskiej świadomości, wnikania w sny i onirycznego przedstawiania najgorszych koszmarów społeczności. Pod pudrem i pastelowymi kolorami ukryta jest zgnilizna. Różne choroby toczące społeczeństwo, ciągnące się do czasu, gdy ktoś postanawia sytuację rozwiązać na skróty, na swoją rękę.

Formalne eksperymenty

„Ice Cream Man. Tom 2” zaczyna się od stanięcia na krawędzi dachu szklanego drapacza chmur, a decyzja o skoku zajmuje tylko kilka kadrów. Podczas lotu desperata obserwujemy gonitwę myśli przerywaną spojrzeniami do poszczególnych pomieszczeń, bo przez szyby bez problemu można zajrzeć do środka. Popatrzeć na ludzi zżeranych przez swoje ambicje, zazdrość czy chciwość. Upływ czasu w komiksie czasami jest całkowicie mierzalny, bo wystarczy, że coś lub ktoś spada i już tworzy iluzję mijających sekund. Oczywiście przeczytanie pierwszego zeszytu zajmie wam więcej niż 10 sekund.

Ice Cream Man. Tom 2

Im dalej w ten album, tym zabiegów formalnych więcej, a szósty rozdział został wręcz oparty o komiksowy eksperyment działający na podstawie potrójnego wyboru. A właśnie, mi osobiście potrójna porcja smakuje najbardziej, choć świderka trójsmakowego to chyba jeszcze nie jadłem. No niemniej fabuła tego rozdziału pokazuje swoiste co by było gdyby, choć wybór kierunku jest tu podniesiony do drastycznej zmiany losów bohatera. I nawet wersja, która kończy się w miarę pozytywnie, zabarwiona jest negatywnymi uczuciami.

Smutek pod powierzchnią

Na każdy rodzaj schorzenia, czy nie owijając w bawełnę szajby, jest pigułka. A od rzeczywistości odrywają nie tylko leki, nie wszystkie narkotyki podawane są w strzykawkach czy sreberkach. Po co to ludziom w ogóle potrzebne? Jedna z postaci przyznaje szczerze przy filiżance kawy. „Bo zżera nas smutek. Od środka. Fundamentalnie.”

Ice Cream Man. Tom 2

Ten komiks narzuca o sobie opinię, że nic smaczniejszego już w tym miesiącu nie zjecie. A każdy z trzech twórców z okładki dorzuca coś, dzięki czemu „Ice Cream Man” jest, jaki jest. Pastelowe barwy sieją co prawda klimat tylko na okładkach, ale są nieodzowną częścią imidżu. Moją uwagę przyciąga przede wszystkim czyściutki obrys Morazzo ze szczegółami i akcentami nakładanymi kropeczkami. Kunszt kojarzący mi się z Moebiusem, Frankiem Quitelyem czy Geoffem Darrowem. Z tym że raczej nie na poziomie kopiowania, a poruszania się w podobnej estetyce.

W. Maxwell Prince twierdzi, że „wszystkie opowieści są historiami o duchach”. Nie tylko te o poltergeistach, ale czy te duchy to coś złego? Może tylko trzeba nauczyć się z nimi żyć. Postawienie dla nich pustego talerza przecież nie zaszkodzi, a nawet mycia wcale nie jeste więcej.

Czytaj dalej: Ice Cream Man. Tęczowa posypka. Tom 1 – Mroczne Ujście za Pastelową Fasadą

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: W. Maxwell Prince
Rysunki: Martín Morazzo
Kolory: Chris O’Halloran
Wydawca: Shock Comics
Seria: Ice Cream Man
Liczba stron: 4 zeszyty w tomie
Oprawa: miękka
Druk: kolor

Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

 

 

Share This: