Ain’t No Grave – recenzja komiksu Skottiego Younga. Dziki Zachód i groza
„Ain’t No Grave” to opowieść osadzona na Dzikim Zachodzie, ale w ciut innym klimacie, niż do tego przywykliśmy. Owszem, jest mnóstwo w temacie życia na krawędzi, czy nawet podejście pod walki samobójcze w sytuacji bez wyjścia, ale akcja wyciśnięta została poza rzeczywistość. Choć dla rewolwerowców przecież domena śmierci okrywała codzienność.

Ain’t No Grave – co to znaczy?
Trudno przetłumaczyć ten tytuł na polski. W oryginale ma iskrę i klimat, próba wiernego przekładu wyszłaby koślawo. Można by odejść trochę od oryginału, ale w sumie po co. Niemniej, jak miałbym wybierać, to przełożyłbym „Ain’t No Grave” na „Jeszcze mnie nie zakopią”. Ryder to kobieta z przeszłością, zostawioną za plecami, aby założyć rodzinę. Być może to ironia, a może fatum, dowiaduje się o śmiertelnej chorobie w momencie, w którym ma tak wiele do stracenia. Postanawia walczyć. Choćby z samym Śmiercią.
Brzmi to może z deka na siłę, czy może nawet dziecinnie. Zabij śmierć, to ona nie zabije ciebie, ale działa całkiem dobrze i wpasowuje się w klimat Dzikiego Zachodu. Z jednej strony pojedynków czy strzelanin nie brakuje. Są też wystawne salony, eleganckie parowce i stroje z epoki. Niemniej ta samobójcza misja zmienia klimat i kieruje go w stronę grozy. Wybuchowej i barwnej, ale takie elementy jak czarne słońce czy bezlistne, martwe drzewa i tak robią wrażenie.
Pięć stadiów żałoby jako fundament fabuły
Skottie Young układa fabułę tej pięcioczęściowej mini-serii w takt pięciu stadiów żałoby według modelu opisanego przez Elisabeth Kübler-Ross. W psychologii funkcjonują jako etapy przeżywanie straty poprzez zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresję, aż po akceptację. Nie jest to może zbyt odkrywcze, nawet na polu komiksowym, bo choćby w „Fallen Son” zostało to podane wprost, pokazując różne reakcje na śmierć Kapitana Ameryki, niemniej ta struktura tu pasuje i napędza fabułę. Zwłaszcza że Ryder ma do stracenia wszystko. Całe swoje życie i całą rodzinę, nie jedną utraconą osobę.
Skottie Young kojarzy mi się z komiksami tworzonymi z jajem, kreską cartoonową. Świetnie to zagrało z Szopem Rocketem. A nawet gdy oddawał stołek rysownika w „Nienawidzę Baśniowa”, to styl serii utrzymywał się w kreskówkowym kanonie. Tutaj mamy komiks w zupełnie innym stylu. Za rysunki odpowiada Jorge Corona, który choćby przejął od Daniela Warrena Johnsona rysowanie „Transformersów”. A trzeba przyznać, że ja nie zorientowałem się przez dłuższą chwilę, że nastąpiła zmiana rysownika.

Wizualna siła i detale
Tu nie ma słodkich rysunków, czerwonego jest bardzo dużo, a czasem zalewa całe niebo. To właściwie jest styl kojarzący się z amerykańskim komiksem superbohaterskim i do takiego całkowicie by pasował. Momentami jest zachwycająco, zwłaszcza w panoramicznych ujęciach. Spojrzenie na pustynię ciągnącą się aż po horyzont musi wywołać zachwyt. Pełnostronicowe ilustracje zdobione są mnóstwem szczegółów, dzięki czemu w ciszy można porozglądać się po okolicy. A że cywilizacja w czasach Dzikiego Zachodu jeszcze nie przetworzyła środowiska, to przed oczami często staje dzika natura.
Jest też kilka zabiegów formalnych. Świetnie została wykonana plansza rozegrana w piekielnym kasynie z wyciszonymi dialogami i przelatującymi między kadrami żetonami. Cały czwarty zeszyt jest niemy, co podkreślić ma depresję głównej bohaterki. To jest zrozumiałe i takie po prostu jest. Depresja nie krzyczy, nie zasłania się słowami, nie tłumaczy, nie szuka pomocy, a zwyczajnie milczy. Nieco ryzykownie, ale kunsztownie, a w rysunki Corony warto się wczytać.
Fabuła jest zapleciona w warkocz, więc uwaga czytelnika ciągle jest utrzymywana. Co chwilę albo poznajemy, co dzieje się na bieżąco, a przecież dzieje się wiele, albo dowiadujemy się czegoś z przeszłości bohaterki. Czasem przeplatanka jest szybka niczym rewolwerowiec. Wrażenie robi choćby opowieść o odzyskaniu domu. Na pytanie: „jak to zrobiłaś” padają ciosy co drugi kadr, co daje dynamikę lecącego w stronę czytelnika krzesła. Shock Comics znowu uderza grozą o ciut innym odcieniu. Tym razem niebo podświetlone jest na czerwono, a nad horyzontem widać ciemną gwiazdę.
Czytaj więcej: Nienawidzę baśniowa. Do ostatniej Gert. Tom 6
Scenarzysta: Skottie Young
Ilustrator: Jorge Corona
Tłumacz: Elżbieta Janota
Wydawca: Shock Comics
Format: 170x260mm
Liczba stron: 152
Oprawa: Miękka
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo









