Listopad. Złote serce. Tom 1 – recenzja komiksu Łukasza Godlewskiego

Są dwie dobre wiadomości i jedna prawie dobra. Ukazał się nowy, autorski komiks Łukasza Godlewskiego, nie trzeba było długo czekać. Z tym że tym razem historia została podzielona na części i dostajemy pierwszy rozdział. Tak że fajnie mieć już w rękach „Listopad. Złote serce”, ale na ciąg dalszy trzeba będzie poczekać. Ogólnie to same pozytywy, choć chciwość na więcej uruchamia się sama, a wspomnienia z obcowania z grubymi albumami, takimi jak „Czarne serce”, tylko przesłaniają pełny widok.

Listopad. Złote serce

Listopad. Złote serce – nowy komiks Łukasza Godlewskiego

Zastanawiałem się z lekka, czemu Kultura Gniewu nie mogła poczekać z tym komiksem do listopada, ale wiadomo, że premiera przed emefką to strzał marketingowy. Na największą komiksową imprezę w Polsce warto przywieźć mocne nowości. Po pierwszych stronach podbudowa z najbrzydszego miesiąca w roku (no, przynajmniej w Polsce) przestaje mieć znaczenie, bo w tym komiksie nie króluje brunatna jesień, a lisy. A właściwie lisice i to trzy.

Listopad. Złote serce

Czytałem wcześniej, że tym razem Łukasz Godlewski broczyć będzie w klimacie polskiego romantyzmu. Bardzo lubiłem tę epokę w szkole, zwłaszcza za symbolizm i poetycki rozmach. Jeżeli znacie komiksy Godlewskiego, to wiecie, że porusza się po płaszczyźnie grozy, a tu temat leśnych demonów nasuwa się sam. A jego leśne licha są ogromnie znudzone, przez co piekielnie niebezpieczne. Gwieździsta noc, chichot dobywający się z lasu i krok w gęstwinę. Gęsia skórka, chwila zawahania i nagła cisza, która okrywa niczym ciemna zasłona.

Groza czająca się w lesie

Łukasz Godlewski to jeden z tych autorów, którzy po mistrzowsku operują medium. Jego komiksy wręcz się chłonie. To nie jest ot tak zwykła lektura. Ze stron leje się klimat i atmosfera niepokoju. Plansze są wyważone i szybko zapomina się, że czyta się komiks. Poszczególne klatki tak się zgrywają, że to czysta przyjemność wodzić wzrokiem po planszach Godlewskiego. Aż w końcu nadchodzi ten nieprzyjemny moment, bo komiks się kończy.

Między wierszami wyczytać można patriotyzm i tożsamość narodową. Albo ja jestem tak ugnieciony przez lata spędzone w szkolnej ławce, że od razu się tego doszukuję. Na tym polegał przecież romantyzm. Tęsknota za niepodległością, a sam listopad przecież też może sugerować jeden ze zrywów. To, co czyste, co niezepsute, wystawiane jest tu na ciężkie próby. Wino, kobiety i śpiew, zapomnij o świcie i tańcz.

Listopad dopiero się zaczyna

Z tym że ja od dawna podejrzewam, że na przestrzeni lat różnym autorom nie mogło wcale chodzić o nic więcej, niż widać na pierwszym planie. Choć trzy lisice wręcz nasuwają symbolicznie trzech zaborców. A może wcale tak nie jest. A nawet jeśli obedrzeć tę opowieść z całego romantycznego patosu, który podsycany jest choćby poezją, to nadal „Listopad” oferuje wiele.

Listopad. Złote serce

Godlewski wprowadza bohatera do lasu i od razu czuć, że krok w gęstwinę to nie jest najlepszy pomysł. Chce aż się krzyknąć w stronę komiksu. Nie idź tam. Uciekaj. Klimat unoszącego się niebezpieczeństwa utrzymuje się dzięki brunatnie stonowanym planszom. Groza nie przejmuje pierwszego planu, ale ciągle się unosi niczym mgiełka. A zamykający się przed bohaterem las wręcz wywołuje zawrót głowy. Jeśli kiedykolwiek straciliście orientację w lesie, to od razu przypomnicie sobie to nieprzyjemne uczucie.

I właściwie chce się powiedzieć „mało”. Choć jest co czytać, a chociażby czeka na mnie „Na północ” z ilustracjami Łukasza Godlewskiego. Może i nie ma co biadolić, że wincyj i wincyj, ale jakbym miał, to bym czytał.

Czytaj więcej: Czarne serce

Informacje o wydaniu

Scenarzysta: Łukasz Godlewski
Ilustrator: Łukasz Godlewski
Wydawca: Kultura Gniewu
Seria: Listopad
Format: 165×235 mm
Liczba stron: 72
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Druk: kolor
Egzemplarz udostępniony przez wydawnictwo

Share This: