Marvel Must-Have. Tom 19 – Superbohaterowie Marvela. Turniej Mistrzów
Zbieram kolekcję Marvel Must-Have od Hachette dość wybiórczo. Kupuję tylko ultra ciekawe tomy, ale też te, w których pojawia się Daredevil. Superbohaterowie Marvela. Turniej Mistrzów to mieszanka obu kryteriów. Diabeł z Hell’s Kitchen pojawia się na okładce, a samo wydarzenie i miniseria określana jest jako pierwsze crossover w Marvelu na tak dużą skalę.

Do przeczytania w recenzji:
Turniej zamiast drużyn
Czemu skala jest aż tak ważna? Ano dlatego, że do spotkań bohaterów i wymianek między seriami dochodziło właściwie od zawsze. Już w latach 40. Human Torch starł się z Sub-Marinerem na łamach obu magazynów. Na długo przed Avengersami powstała drużyna All-Winners Squad, w skład której wchodził Kapitan Ameryka, a w latach 60. co chwilę ktoś na kogoś wpadał. Choćby wypędzony ze swojego magazynu Hulk utrudniał życie praktycznie każdemu.
Tym razem nie dochodzi do spotkania bądź starcia między drużynami. Zewnętrzny byt wyciąga z Ziemi wszystkich superbohaterów, a część została wymyślona specjalnie do tego komiksu, i stawia ich na arenie. Co prawda w bezpośrednich starciach biorą udział tylko wyselekcjonowane, wąskie drużyny, ale turniej dotyczy każdego.
Ciekawy byłem, czy widoczna na okładce Patsy Walker będzie grała jakąś ważną rolę, ale niestety zalicza tylko cameo na dwustronicowym splashu. Seria nie została doklejona do żadnej wydawanej serii, a została wydana w dedykowanej, trzyodcinkowej miniserii, co było swego rodzaju nowum.
Początek wielkich crossoverów
Mamy więc do czynienia z protoplastą „Tajnych Wojen” i komiksem, który ustanowił tradycję dla kolejnych crossoverów, o których nauczyliśmy się mówić, że po nich nic nie będzie takie samo, po czym wszystko i wszyscy wracają na własne miejsce. Niemniej „Superbohaterowie Marvela. Turniej Mistrzów” to rzecz wyjątkowa, bo dzierży palmę pierwszeństwa i zawiera też jedne z pierwszych prac Johna Romity Juniora, bardzo przypominające prace ojca, zanim jeszcze nabrał swojej maniery.
Czytaj więcej: WKKM. Tom 26 – Superbohaterowie Marvela. Tajne wojny
Kulisy i ciekawostki
W środku znajdziecie kilka stron wprowadzających w tworzenie tej miniserii. Czyta się to z ogromną ciekawością i pogłębia doznania z lektury dość starego komiksu, oryginalnie wydanego w latach 80. Co ciekawe, turniej miał powstać równolegle do igrzysk olimpijskich, ale organizator napadł na Afganistan, co spowodowało, że Stany Zjednoczone wycofały się z udziału. Ach, ci Rosjanie. Pewne rzeczy się nie zmieniają.
Niemniej po wydaniu serii doszło jeszcze do jednego incydentu. Autorzy popełnili błąd w liczeniu werdyktu i trzeba było dopowiedzieć ciąg dalszy. Po kilku latach został on dograny na łamach dwóch podwójnych, wakacyjnych zeszytów specjalnych drużyn Avengers i West Coast Avengers.
Daredevil i najmocniejsze momenty
Jak to wypada i jak się czyta, no i jak ten mój Daredevil? Szybko wskakują pojedyncze pojedynki w podgrupach. Daredevil sam stwierdza, że lepiej sprawdza się solo, więc szybko postacie się rozdzielają. Wypada też na to, że Matt wcześniej nie spotkał Iron Fista, co mnie nieco zaskoczyło, bo myślałem, że znają się od zawsze.
W dalszej części historii Daredevila nie ma, ale i tak w sumie nie jest źle, bo z cienia wychodzi najciekawsza postać Marvela. Ukochana samego Thanosa, czyli Śmierć.
Pojedynek metafizyczny i ukryte cele, związane z przywróceniem życia kogoś bliskiego, wypadają przejmująco i emocjonalnie. Wiadomo, że w Marvelu tylko Wujek Ben umarł naprawdę i na zawsze. Niemniej czuć zaangażowanie postaci i w niektórych momentach nie można ocenić, kto kręci bardziej. A że mamy tu dobrych kontra dobrych, to trudno wyczuć, komu powinno się kibicować.

Błędy i niespójności
Wydłużenie historii poza oryginalną opowieść wiąże się z błędem twórców i właściwie nie został on przepracowany ani poprawiony. Zesłano na niego zasłonę milczenia, choć Tom DeFalco wymienia go we wstępie. W dalszej części historii po stronie umarłych pojawia się Bucky. I to w sumie też mnie ciekawi. Nie powinien, bo według Eda Brubakera przecież nie umarł, tak jak sądzono. Czy znalazło się gdzieś wytłumaczenie? Raczej nie.
„Superbohaterowie Marvela. Turniej Mistrzów” to ważny punkt w historii Marvela. Komiks nie jest jakiś wysokich lotów, ale ma swoje momenty, zwłaszcza gdy na scenę wchodzi Śmierć. Miło popatrzeć na trochę inny punkt w historii komiksów niż te najbardziej wyświechtane, jakiej jakości by nie były.
Natłok postaci rozcieńcza fabułę, zwłaszcza gdy wpada szereg postaci wyssanych z palca, choć pozwala to pokazać choćby animozję arabsko izraelską. Jest to swego rodzaju początek, bo crossoverów od tego czasu było bez liku, a turniej też został powtórzony kilka razy. A no i grafika dodawana do tego numeru jest kapitalna, a Daredevil jest w jej centrum.
Czytaj więcej: Marvel Must-Have. Tom 9 – Daredevil. Odkupienie
Dane wydania
Scenarzysta: Mark Gruenwald, Bill Mantlo, Steven Grant, Steve Englehart, Tom DeFalco
Ilustrator: John Romita Jr., Al Milgrom, Marshall Rogers, Bob Hall, Keith Pollard, Jackson Guice, Ron Frenz
Wydawca: Hachette
Seria: Marvel Must-Have
Format: 170×260 mm
Liczba stron: 180
Oprawa: Twarda
Druk: kolor
Papier: kredowy









